fot. Krzysztof Galimski

Pojazdy Isuzu nie są w miastach częstym widokiem. W końcu to samochody służące do ciężkiej pracy w trudnym terenie. Jak przekonują szefowie japońskiej marki, ta firma nie bawi się w modę czy „lifestyle”. A może jednak?

„Arctic Trux” to specjalna wersja pick-upa D-Max. Jeszcze wyższa i jeszcze szersza niż – i tak przecież spory – podstawowy model. W założeniu ma służyć do sprawnego przemieszania się przez bagna i lodowce. Dlatego jest potężna. By stworzyć tego potwora, potrzebna jest masa roboty. Najpierw zawieszenie – jest podwyższone o 30 mm, w stosunku do standartowego. Nadkola są wycinane i zastępowane szerszymi, tak, by mogły pomieścić odpowiednie, terenowe opony. Do tego dochodzą drobniejsze modyfikacje – trymowanie zderzaka, błotników i nadkoli, nowe chlapacze czy dedykowane dla tej wersji stopnie boczne. Cała linia ma subtelność i urok rozpędzonego czołgu. Olbrzymi, czarny pojazd z kontrastowymi czerwonymi napisami „Isuzu”. Robi wrażenie.

fot. Krzysztof Galimski

Przestrzeni w kabinie absolutnie nie może zabraknąć nawet dla ludzi, którzy zaczynają dzień od miski bekonu, a dopiero później zasiadają do prawdziwego śniadania. Nie ma też co narzekać na ergonomię. Wszystkie przyciski i pokrętła są wygodnie umiejscowione i na tyle duże, by można je było obsługiwać nawet w grubych rękawicach. Nic dziwnego, bo nawet w najbogatszej wersji wnętrze przypomina o swoich typowo użytkowych korzeniach. Materiały są dobrze spasowane, ale to jednak twarde plastiki. I właśnie tak powinno tu być. To w końcu samochód do jazdy w prawdziwym terenie – po błocie, po śniegu i przez rzeki. Wnętrze ma więc być trwałe i łatwe w czyszczeniu, nawet szlauchem.

fot. Krzysztof Galimski

CZYTAJ TAKŻE: Mitsubishi L200 Monster: Do ciężkiej pracy i do zabawy

Niedawno wprowadzony do oferty silnik diesla o pojemności 1,9 litra rozwija moc 163 koni i ma 360 Nm momentu obrotowego. Jak łatwo się domyślić, D-Max nie jest najszybszym samochodem, choć nie ma też czego się wstydzić. Do 100 km/h rozpędza się w równe 12 sekund a przy odrobinie cierpliwości można się doczekać nawet 180 km/h. Tyle, że nie o to chodzi. Zresztą jazda z prędkością powyżej 120 km/h nie jest najprzyjemniejszym doświadczeniem, co nie jest niczym niezwykłym przy prawdziwie terenowych samochodach, osadzonych na oponach przystosowanych do wspinania się po zboczach. Dołączany napęd na cztery koła jest obowiązkowy, choć nie ma centralnego mechanizmu różnicowego. To oznacza, że lepiej go nie włączać na normalnej, asfaltowej drodze. Jego przeznaczeniem jest pomóc D-Maxowi pokonywać prawdziwy teren. Znajdziemy tu też reduktor, ale – co niespodziewane – brak tradycyjnej blokady mechanizmu różnicowego. Zastępuje go elektroniczny układ TCS.

fot. Krzysztof Galimski

To wszystko nie oznacza jednak, że używanie wielkiego D-Maxa w codziennej jeździe „dom – praca – zakupy – dom” jest złym pomysłem. Przy mniej-niż-autostradowych prędkościach prowadzi się go przyjemnie, jest naprawdę wygodny i pojemny. Wbrew pozorom, spokojnie mieści się też na standardowym miejscu parkingowym. Jest tylko jedyna rzecz, którą w tym samochodzie bym chętnie zmienił. Nowoczesne automaty są szybkie i płynne w zmienianiu biegów. Niestety w D-Maxie występuje skrzynia starszej generacji – pięciobiegowa, powolna i ospała.

fot. Krzysztof Galimski

Oczywiście wielkie Isuzu swoje kosztuje. Ceny zaczynają się od nieco poniżej 120 tys. zł, a przeróbka Artctic Trux to dodatkowy koszt ponad 48 tys. zł. Trochę dodatkowego wyposażenia i można zatrzymać się z ceną na poziomie prawie 200 tys. zł. Nie jest to mało, ale z drugiej strony niewiele samochodów w tej cenie robi aż takie wrażenie i pojedzie w naprawdę każdych warunkach. Co na to konkurencja? Roboczy wół spod znaku trzech diamentów, Mitsubishi L200 w wersji Invite 4Work 2,4 DiD (154 KM) startuje w cenniku od 114,9 tys. zł, a z mocniejszą wersją tej jednostki (184 KM i pięciobiegowym automatem) – od 144,9 tys. zł. Na Nissana NP300 Navara Visia 4WD 2,3 dCi King Cab (163 KM) z manualną skrzynią trzeba przygotować do najmniej 124,6 tys. zł, a na Toyotę Hilux z podwójną kabiną, napędzaną silnikiem 2,4 D-4D (150 KM) w wersji DL z manualną, sześciobiegową przekładnią – 135,2 tys. zł.

CZYTAJ TAKŻE: Jeep Wrangler Rubicon: Prosto przed siebie

Choć Isuzu został zaprojektowany w Japonii i zmodyfikowany na Islandii, to jadąc D-Maxem automatycznie wpada się w klimat zupełnie innego rejonu geograficznego. Konkretnie – głębokiego południa USA, gdzie królują kowbojskie kapelusze, muzyka country i właśnie pick-upy. Im wyżej zawieszone – tym lepiej.

Isuzu D-Max Arctic Trux 1,9 Ddi

Wymiary (długość, szerokość, wysokość cm)529/186/182
Rozstaw osi (cm) 309
Silnik 4-cylindrowy Ddi, 1898 ccm
Moc 163 KM (120 kW) przy 3600 obr/min
Maks. moment obrotowy360 Nm przy 2000 - 2600 obr/min
Prędkość maks. (km/h)180
Przyspieszenie 0-100 km/h w s.12
Zużycie paliwa (dane producenta, miasto, mieszany, trasa) l/100 km10,5/7,2/8,4
Rodzaj napęduAWD (elektronicznie sterowany, sprzęgło hydrokinetyczne)
Pojemność skrzyni ładunkowej (w litrach)1592
cena od (wersja L AT35)118 000 zł (wersja podstawowa) + 48585 zł (modyfikacja)

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Kolejne kłopoty Nissana. Japończycy muszą oszczędzać

Nissan planuje kolejną restrukturyzację. Jej celem jest obniżenie kosztów po spadku sprzedaży. Japończycy chcą ...

Grafenowa przyszłość samochodów elektrycznych

Baterie grafenowe są uważane za kolejny etap technologiczny po obecnie stosowanych litowo-jonowych. Dzięki nowemu ...

Triggo: polski pomysł na miejski transport

Polska spółka Triggo, która opracowała projekt miejskiego, dwuosobowego elektryka, planuje jeszcze w tym roku ...

Ponad 1000 publicznie dostępnych stacji ładowania w Polsce

Liczba ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce przekroczyła liczbę 1 000 sztuk – wynika z ...

Pandemia zabrała z polskich fabryk 192,2 tys. samochodów

Pod względem strat w produkcji samochodów w 2020 roku Polska znalazła się na szóstym ...

Top 5: Tych rzeczy lepiej nie naprawiaj sam

Teoretycznie wystarczą dobre chęci, żyłka majsterkowicza i internetowe poradniki z serii „zrób to sam”. ...