Samochody z silnikiem diesla, które jeszcze nie tak dawno były pierwszym wyborem kierowców jeżdżących dużo i daleko, coraz szybciej się wykruszają. W pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. udział diesli w rejestracjach nowych samochodów osobowych w UE wyniósł 7,3 proc. w porównaniu z 9,4 proc. w tym samym czasie przed rokiem, a w samym sierpniu tego roku stopniał nawet do 6,4 proc. We Francji, drugim rynku UE, sierpniowa sprzedaż aut z silnikiem wysokoprężnym skurczyła się w ujęciu rocznym o 57,7 proc., w Hiszpanii o 43,5 proc., we Włoszech o 28,5 proc. W Niemczech, ojczyźnie diesla, od stycznia do sierpnia 2026 r. sprzedano ich 247,4 tys. przy spadku r/r o 11,4 proc., który w samym sierpniu jeszcze się zwiększył – do 17,3 proc. i 22,5 tys. aut wobec 27,2 tys. sprzedanych w tym samym miesiącu rok wcześniej.

Ten spadek popularności diesla nieubłaganie przyspiesza. Zwłaszcza że część marek zdecydowała się wycofać diesle z produkcji. Tak wiosną 2024 r. zrobiło Volvo, choć pięć lat wcześniej silniki wysokoprężne napędzały połowę samochodów tej szwedzkiej marki. Diesli nie mają Lexus i Honda, a Toyota zostawiła je tylko w pikapie i terenówce. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA podaje, że jeśli w 2021 r. rejestracje samochodów z silnikiem wysokoprężnym stanowiły niemal jedną piątą unijnego rynku samochodów osobowych, to w 2022 r. 16,4 proc., w 2023 r. 13,6 proc., a w 2024 r. już tylko 11,9 proc.

Czytaj więcej

BMW inwestuje dwa miliardy euro w niemieckie fabryki i po raz kolejny wyznacza kierunek

Tam, gdzie transformacja rynku w stronę elektromobilności rozwija się bardzo szybko, o dieslach niemal zapomniano: przykładowo w Holandii od stycznia sprzedało się tylko 3,3 tys. sztuk, 27 razy mniej niż samochodów elektrycznych, w Danii zarejestrowano niewiele ponad 3 tys. aut z dieslem, nie mówiąc o zelektryfikowanej Norwegii, gdzie ich sprzedaż nie przekroczyła 800 sztuk.

BMW IX3 40

BMW IX3 40

Foto: Szczepan Mroczek

Polska też zmienia napęd, choć wolniej

Polska w kwestii diesli podąża za europejskim trendem, choć tak bardzo się nie spieszy. W tym roku zainteresowanie autami z dieslem stopniało o 12,5 proc. przy spadku w całej UE o 18,6 proc. W sierpniu Polacy okazali się jeszcze bardziej zachowawczy: choć w UE rejestracje samochodów z dieslem spadły o niemal jedną czwartą, na polskim rynku spadek ograniczył się do zaledwie 4 proc. W każdym razie słabnące zainteresowanie silnikami wysokoprężnymi na rynku nowych aut sprawia, że ich udział w porównaniu z benzyną szybko topnieje: jeśli w pierwszym półroczu 2026 r. zarejestrowano w Polsce 85 tys. samochodów benzynowych, to diesli już niespełna 19 tys., czyli przeszło czterokrotnie mniej.

Czytaj więcej

Top 5 – najtańsze samochody elektryczne w Polsce

Także na rynku wtórnym diesle słabną, zwłaszcza wśród używanych samochodów osobowych przywożonych z zagranicy. Według Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) w okresie od stycznia do lipca 2026 r. zarejestrowano 164,3 tys. sztuk z prywatnego importu w porównaniu z 194,7 tys. w tym samym czasie rok wcześniej, co oznacza spadek o 15,6 proc. z udziałem na poziomie 34,2 proc. (37,7 proc. w okresie styczeń–lipiec 2025 r.).

Diesel

Diesel

Foto: Materiały prasowe

Jak podaje AAA Auto, powołując się na dane sprzedażowe w ogłoszeniach internetowych, autokomisach i u dealerów samochodów używanych, w sierpniu 2026 r. na łączną liczbę 245,3 tys. sprzedanych w Polsce używanych samochodów osobowych było 129,6 tys. aut z silnikami benzynowymi i 101,8 tys. samochodów z dieslem. Według firmy carVertical, zajmującej się komercyjnym udostępnianiem raportów o historii pojazdów, w tym roku diesle wciąż miały duży udział, odpowiadając za 42,1 proc. sprawdzanych przez nią aut. Choć należy zaznaczyć, że cztery lata temu był on znacznie większy i wynosił 60,2 proc. – Jeśli diesel stopniowo traci pozycję na rynku nowych samochodów, bo zmienia się oferta producentów, z czasem te same zmiany przenoszą się na rynek wtórny – tłumaczy Matas Buzelis, ekspert motoryzacyjny carVertical.

Czytaj więcej

BMW 3 bez literki „d”, ale z pozerską kierownicą

Stellantis wraca, BMW serii 3 się żegna

Słabszy od oczekiwanego wzrost rynku samochodów elektrycznych sprawił, że niektóre wcześniejsze decyzje eliminujące diesle ze sprzedaży zostały jednak zmienione. Tak było w przypadku koncernu Stellantis, który postanowił przywrócić silniki diesla do oferty swoich marek na rynku europejskim, w tym Peugeota, DS i Alfy Romeo. Ale jednocześnie konieczność cięcia kosztów i związanego z tym ograniczenia skali produkcji będzie doprowadzać do sytuacji, w której diesle zaczną znikać z aut, z którymi zawsze je wiązano. Przykładem jest Škoda Octavia, która w wersji z dwulitrowym TDI należy do najchętniej kupowanych modeli marki, zwłaszcza w zakupach flotowych. Choć pożegnanie tego auta z jednostką wysokoprężną nie zostało jeszcze potwierdzone, spekulacji nie brakuje.

Za to już jest pewne, że z dieslem definitywnie pożegna się BMW w jednym z najważniejszych modeli marki – sedanie serii 3. Dla fanów bawarskiej marki to prawdziwy szok, bo oznacza zerwanie z historią auta: jak podaje Automotive News Europe, silniki wysokoprężne stanowiły aż 80 proc. pierwszych rejestracji „trójki” w Europie w czasie największego popytu, zwłaszcza podczas produkcji generacji E90 z lat 2005–2013 oraz F30 produkowanej w latach 2011–2019. Tymczasem, jak poinformowano podczas wrześniowej prezentacji nowej, ósmej generacji modelu, która ma wejść do produkcji pod koniec obecnego roku, w ofercie będą już wyłącznie silniki benzynowe: cztero- i sześciocylindrowe.

BMW 320

BMW 320

Foto: Szczepan Mroczek

Duże SUV-y jeszcze potrzebują diesla

Marki premium nie zrezygnują jednak z diesli – te silniki zostają w dużych limuzynach i SUV-ach, w których przy masie sięgającej 2 ton i większej silnik wysokoprężny wciąż okazuje się najbardziej ekonomicznym wyborem. W rezultacie perspektywa dla tego rodzaju jednostek napędowych nie musi być zła. Zwłaszcza wobec technologicznych zmian mogących ograniczać emisję.

Mazda CX-80

Mazda CX-80

Foto: Szczepan Mroczek

HVO100: nowe paliwo, stary problem z dostępnością

Przykład daje Mazda, która w tegorocznych modelach CX-60 i CX-80 z silnikiem e-Skyactiv D umożliwiła tankowanie w Polsce odnawialnego, niskoemisyjnego diesla HVO100. To olej napędowy produkowany z odpadów tłuszczowych oraz olejów roślinnych, m.in. zużytego oleju kuchennego. Powstaje w procesie oczyszczania surowców przy wykorzystaniu wodoru, wysokiej temperatury i ciśnienia, co umożliwia uzyskanie paliwa o parametrach porównywalnych z tradycyjnym olejem napędowym. Silniki w największych SUV-ach Mazdy zostały przystosowane do spalania HVO100 bez konieczności wprowadzania modyfikacji konstrukcyjnych i z pełną ochroną gwarancji producenta. – W Maździe wierzymy, że droga do neutralności klimatycznej wymaga odwagi technologicznej i otwartości na różne rozwiązania. Przystosowanie naszych jednostek napędowych e-Skyactiv D do paliwa HVO100 potwierdza w praktyce, że silnik wysokoprężny może być efektywnym i odpowiedzialnym środowiskowo rozwiązaniem, szczególnie dla użytkowników flotowych – mówi Szymon Sołtysik, dyrektor PR Mazda Motor Poland.

Na razie jednak diesel HVO100 pozostaje w Polsce paliwem niszowym, wykorzystywanym głównie przez transport dalekobieżny oraz w budownictwie. Jak dotąd jest dostępny w zaledwie sześciu punktach tankowania i z uwagi na zaawansowany proces produkcji okazuje się droższy od tradycyjnego diesla.