fot. AdobeStock

Polska znów w dieslowym ogonie Europy. Tylko w Rumunii niższy jest wskaźnik naprawy trujących aut z grupy Volkswagen. Tych, które były „bohaterem” afery z fałszowaniem wyników emisji spalin.

W Polsce bardzo wolno postępuje akcja wymiany wadliwego oprogramowania samochodów z grupy Volkswagen z silnikiem EA 189 – wynika z analizy organizacji Transport & Environment, która oficjalnie będzie opublikowana w środę. Chodzi o Volkswageny, Audi, Skody i Seaty. W Niemczech, najlepszym pod tym względem kraju UE, przegląd przeszło już 99 proc. aut z tym silnikiem, podczas gdy w Polsce tylko 45 proc. Gorsza od nas jest tylko Rumunia ze wskaźnikiem na poziomie 37 proc. To pokazuje przepaść między Europą Zachodnią i Wschodnią. W tej pierwszej wskaźnik napraw wynosi średnio 83 proc., w drugiej – 55 proc.

Konsekwencje do dziś

Sytuację pogarsza fakt, że do biedniejszych krajów UE, jak Polska, płyną właśnie te wadliwe auta z Niemiec, które tam podlegałyby natychmiastowej naprawie. Tylko w 2017 roku do Polski napłynęło z Niemiec 350 tys. takich aut. Na rynku wewnętrznym UE są wspólne zasady dopuszczenia auta na rynek: samochód zaakceptowany w jednym kraju, może być sprzedawany i jeździć po drogach całej Unii. Stąd auto z wadliwym oprogramowaniem wycofane z Niemiec ciągle może być sprzedane i zarejestrowane w Polsce. Dopiero we wrześniu 2020 roku wejdą w życie nowe zasady harmonizujące wycofywanie samochodów z rynku, ale będą one obowiązywać tylko dla aut nowych.

Sprawa sięga września 2015 roku, gdy amerykańska agencja ochrony środowiska wykryła, że niemiecki koncern samochodowy stosuje w samochodach z dieslem oprogramowanie fałszujące poziom emisji spalin. Zaniża je w czasie laboratoryjnych testów, żeby samochód został dopuszczony do ruchu. A potem, w czasie zwykłego użytkowania, faktyczny poziom emisji jest wielokrotnie większy od dopuszczalnego. W USA doszło do obowiązkowej wymiany wadliwych aut i Volkswagen musi płacić masowe odszkodowania.

CZYTAJ TAKŻE: Elżbieta Bieńkowska, komisarz UE: Dieselgate wciąż truje polskie miasta

W Europie, gdzie te praktyki też były stosowane, nie ma jednak odpowiednich przepisów, które zmusiłyby producenta do wypłaty odszkodowań. Komisja Europejska może od państw członkowskich żądać, żeby przestrzegały unijnego prawa i dopilnowały odpowiedniego poziomu spalin w użytkowanych samochodach. Ale nie może zarządzić na poziomie unijnym jednolitych zasad wymiany oprogramowania. To powinno zrobić każde państwo we własnym zakresie, ale część z nich się z tym nie spieszy. Mimo że koszty ponosi wyłącznie producent: to on musi wymienić wadliwe oprogramowanie, zapewnić, żeby samochód spełniał normy emisyjne, a jednocześnie te warunki techniczne, które były w ofercie sprzedaży.

Rządy zbyt liberalne

– Nie da się zaakceptować obecnego, żółwiego tempa wymiany wadliwego oprogramowania w samochodach z silnikiem diesla. Minęły już cztery lata od momentu wybuchu skandalu i producenci nie wypełnili swoich własnych obietnic naprawienia sytuacji. Najwyższy czas, żeby rządy zaostrzyły swoją politykę i zarządziły obowiązkową akcję naprawczą – mówi Florent Grelier z T&E.

Walcząc z zanieczyszczeniem powietrza kolejne miasta zakazują wjazdu starych diesli
fot. AdobreStock

Ale sprawa dotyczy nie tylko samochodów z grupy Volkswagen, która wprost oszukiwała, montując wadliwe oprogramowanie. Po europejskich drogach jeżdżą 43 miliony aut z silnikiem diesla spełniającymi normę emisji spalin znacznie mniej restrykcyjne niż obecnie obowiązujące Euro 6c. A akcja naprawcza dotyczy wyłącznie 10,4 mln samochodów. A do Polski płyną nie tylko diesle grupy Volkswagen, ale też te innych firm o normach już dziś uznanych za niedopuszczalne dla nowych aut. Nie są one wycofywane z rynku na Zachodzie, ale coraz więcej dużych miast (Paryż, Madryt, Hamburg) zakazuje im wjazdu, co oznacza, że ich cena na rynku wtórnym spada. Najbardziej trujące auta ze starszymi silnikami diesla – według organizacji Transport & Environment – były produkowane przez Forda, Jaguara-Land Rovera, Hyundai-Kia, Grupę PSA (Citroen, Peugeot, Opel) i Volvo. [G]

KOMENTARZ | Tomasz Tonder, dyrektor PR & Corporate Affairs Grupy Volkswagen Group Polska

Sposób przeprowadzenia akcji serwisowej jest jednakowy w całej Europie. Staramy się, aby był jak najmniej uciążliwy dla klientów. Wszystko zajmuje maksymalnie 45 minut. Urząd ds. Ruchu Drogowego w Niemczech potwierdził w pełnym zakresie, że wykonanie akcji serwisowej nie powoduje zmian zużycia paliwa, osiągów czy poziomu hałasu. Taki stan rzeczy potwierdza niewielki odsetek reklamacji. Niespełna 0,2 procenta klientów w naszym kraju zgłosiło reklamację po wykonanej akcji serwisowej.

W Polsce skontaktowaliśmy się z wszystkimi klientami, których dotyczy akcja serwisowa. Nawiązaliśmy bezpośredni kontakt także z właścicielami samochodów, które zostały zakupione na rynku wtórnym. Informacje o tych osobach posiadamy z dwóch źródeł. Pierwszym jest nasza sieć dealerska. Wielu właścicieli importowanych samochodów wykonuje przeglądy serwisowe czy też naprawy w naszej sieci. Drugim źródłem jest Ministerstwo Cyfryzacji, z którego otrzymaliśmy dane kontaktowe właścicieli zarejestrowanych w Polsce samochodów objętych akcją.

Jedną z przyczyn mniejszego stopnia realizacji akcji w Polsce jest fakt, iż w naszym kraju akcja jest dobrowolna, w niektórych krajach Unii Europejskiej jej przeprowadzenie jest warunkiem koniecznym zaliczenia corocznego przeglądu technicznego. Zachęcam, aby każdy, kto zakupił używany samochód z silnikiem EA189 sprawdził czy auto podlega akcji serwisowej na stornach internetowych marek należących do grupy Volkswagen lub u dowolnego dealera.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Genewa 2019 | Motoryzacyjna fiesta [galeria, dzień pierwszy]

89. Międzynarodowy Salon Samochodowy w Genewie oficjalnie otwarty. Na razie po halach kręcą się ...

Asystenci kierowcy: Mają wspierać, mogą skrzywdzić

Współczesne samochody są już niemal jak myśliwce pola walki. Radary, lidary, czujniki omiatające przestrzeń ...

Polska branża moto łapie zadyszkę

Słabnie kondycja polskiego przemysłu motoryzacyjnego. Menedżerowie sektora oceniają sytuację w branży coraz gorzej: zarówno ...

Mazda MX-30: Jeździmy prototypem pierwszej elektrycznej Mazdy

Mazda zaprezentowała swój pierwszy w pełni elektryczny samochód. Zanim oficjalnie MX-30 wyjedzie na ulice ...

Elektryczny Jaguar I-Pace z tytułem Car of the Year 2019

Pojedynek był zacięty – w pierwszym głosowaniu jury identyczny wynik uzyskały dwa z siódemki ...

Renault Talisman Grandtour: Nowoczesny konserwatysta

Kombi nie musi wyglądać nudno – to już wiemy od kilku lat. Ale mało ...