Z dniem 1 lipca zmieniły się zasady rozliczania kosztów napraw w szkodach zgłaszanych do PZU w ramach obowiązkowego ubezpieczenia OC. Do tej pory kierowca mógł naprawić zniszczony samochód w dowolnym serwisie, jeżeli stawki nie były zbyt wygórowane. Przysłowiowe widełki cenowe były ustalane w oparciu o rynkowe stawki i w zależności od średnich cen w regionie. Zgodnie z nową polityką, auta mają być kierowane do warsztatów, które podpisały porozumienie z PZU. Jak informowaliśmy już wcześniej, w innych przypadkach szkody z OC obsługiwane w sieciowych serwisach mają być rozliczane przez PZU po indywidualnie uzgodnionych stawkach, na podstawie zaakceptowanego kosztorysu lub telefonicznego uzgodnienia kosztów. Dodatkowo serwisy nakłaniane są do dołączenia do sieci preferowanej. Jak łatwo się domyślać warunkiem tego jest uzgodnienie warunków finansowych.

CZYTAJ TAKŻE: Ceny ubezpieczeń z wolniejszymi wzrostami

Takie działanie wywołało burzę krytyki. W efekcie zostało poddane opiniowaniu przez zespół prawny Związku Dealerów Samochodów. Według nich stanowi to naruszenie obowiązujących w Polsce przepisów prawa (art. 15 ust. 1 pkt 5 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, wprowadzający zakaz praktyk utrudniających innym przedsiębiorcom dostęp do rynku). „W naszej ocenie praktyka PZU i PZU Pomoc jest jawnym aktem nieuczciwej konkurencji oraz próbą zastraszenia serwisów nie będących członkami tzw. sieci preferowanej” – powiedział wtedy Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów. Dodał również, że „działania, które podejmuje PZU i PZU Pomoc zostały opisane w polskim prawie jako zabronione i podlegające odpowiedzialności. Obowiązkiem Związku Dealerów Samochodów jest ochrona interesów autoryzowanych serwisów. Jeżeli obie wspomniane spółki nie wycofają się ze swojego stanowiska, będziemy dochodzić praw serwisów oraz ich klientów przed sądem”.

""

fot. AdobeStock

moto.rp.pl

Gazeta Wyborcza w materiale dotyczącym sprawy podała, że proponowane przez PZU stawki nie przystają do rynkowych i nie da się za nie naprawić samochodu. Jedna z przytoczonych historii dotyczy kobiety, która miała wypadek na rondzie, a sprawca był ubezpieczony w PZU. Ubezpieczyciel wycenił szkodę na 6 tys. zł. „GW” powołując się na opinię eksperta, wskazała, że koszt tej naprawy w rzeczywistości jest 2-3 razy większy. Dziennik zadał pytanie w tej sprawie państwowemu ubezpieczycielowi. W odpowiedzi podano „chcemy zapewnić jak najlepszą obsługę klientom, a jednocześnie przeciwdziałać niecelowemu zawyżaniu kosztów naprawy pojazdów. Godzenie się na zawyżone koszty napraw mogłoby skutkować koniecznym wzrostem składek ubezpieczeniowych i tym sposobem ostatecznie uderzałoby w interesy konsumentów płacących za obowiązkowe ubezpieczenie OC. Dlatego jesteśmy przekonani, że nowa procedura spotka się ze zrozumieniem klientów” – odpisało biuro prasowe PZU.

CZYTAJ TAKŻE: Coraz więcej kierowców próbuje wyłudzić ubezpieczenie

Sprawie sprzeciwiają się instytucje branżowe, które skierowały wniosek do UOKiK i poinformowały o sprawie Rzecznika Finansowego. „W naszej ocenie praktyka PZU jest jawnym aktem nieuczciwej konkurencji oraz próbą zastraszenia serwisów niebędących członkami tzw. sieci preferowanej” – napisał w oficjalnym oświadczeniu Związek Dealerów. Jak podaje „GW” organizacje branżowe twierdzą, iż zaniżanie kwot odszkodowań to cios w warsztaty samochodowe i klientów. Obecnie jedynym sposobem na weryfikację wysokości odszkodowania jest skierowanie sprawy do sądu. To jednak wymaga czasu, pieniędzy i determinacji. O wypowiedź w sprawie poprosiliśmy UOKiK. Na odpowiedź czekamy.