Reklama

Mróz bezlitośnie spowalnia elektryki. Oto dlaczego

Niskie temperatury potrafią mocno zaskoczyć użytkowników samochodów elektrycznych. Zimą nie tylko spada realny zasięg, ale wydłuża się również czas ładowania – nawet na szybkich stacjach DC. Skąd bierze się ten problem i dlaczego producenci celowo ograniczają moc ładowania przy mrozie?

Publikacja: 05.02.2026 10:26

BMW I7 M70

BMW I7 M70

Foto: Szczepan Mroczek

Zima w samochodzie elektrycznym ma swoje plusy i minusy. Po stronie plusów należy zapisać szybkie nagrzewanie się kabiny i możliwość zdalnego ustawiania temperatury we wnętrzu. Fani aut na prąd mówią wprost: zapominają o czasach, w których musieli zeskrobywać szron z szyb. Wsiadają do nagrzanego, odmarzniętego auta i po prostu jadą, nie martwiąc się dodatkowo koniecznością rozgrzewania silnika.

BMW I7 M70

BMW I7 M70

Foto: Szczepan Mroczek

Dlaczego niska temperatura spowalnia ładowanie akumulatora?

Niestety jazda w mroźny dzień oznacza także spadek zasięgu. Auta, które w cieplejsze dni osiągają np. 300 km, mają problem z osiągnięciem 200 km, gdy wskazówki termometrów spadają znacznie poniżej zera. Konsumpcja energii rośnie. Co z czasem ładowania? Niestety – on też się wydłuża, więc krótki postój przy ładowarce może nie wystarczyć do uzupełnienia energii. Dlaczego tak się dzieje? To kwestia tego, że ogniwa litowo-jonowe najlepiej pracują w umiarkowanym zakresie temperatur, zwykle między kilkunastoma a dwudziestoma kilkoma stopniami Celsjusza. Gdy temperatura spada, reakcje elektrochemiczne zachodzą wolniej, a opór wewnętrzny ogniw rośnie. Dla systemu zarządzania baterią oznacza to jedno: nie wolno dopuścić do intensywnego ładowania zimnych ogniw, bo groziłoby to trwałym uszkodzeniem akumulatora. W efekcie samochód ogranicza moc ładowania, nawet jeśli stoi pod ładowarką zdolną teoretycznie dostarczyć kilkaset kilowatów.

Sławomir Kordyl – trener techniczny i produktowy Mazdy w Polsce

Sławomir Kordyl – trener techniczny i produktowy Mazdy w Polsce

Foto: Materiały prasowe

Jak podkreśla Sławomir Kordyl – trener techniczny i produktowy Mazdy w Polsce – temperatura ma kluczowe znaczenie w procesie ładowania akumulatorów samochodów elektrycznych.

Reklama
Reklama

W niskich temperaturach reakcje chemiczne zachodzące w ogniwach wyraźnie zwalniają. Elektrolit w akumulatorach gęstnieje, co utrudnia przepływ jonów litu pomiędzy katodą a anodą, a w efekcie znacząco spowalnia proces ładowania. Próba ładowania akumulatora zbyt wysokim prądem przy niskiej temperaturze może prowadzić do lokalnego przegrzewania ogniw. W skrajnych przypadkach skutkuje to powstawaniem mikropęknięć na elektrodach i tym samym przyspieszonym zużyciem akumulatora. Z tego powodu samochody elektryczne, w trosce o trwałość baterii, ograniczają szybkie ładowanie, gdy temperatura akumulatora jest zbyt niska. Producenci najnowszych samochodów elektrycznych wprowadzili funkcję przygotowania akumulatora do ładowania, czyli jego wstępnego podgrzewania. Może ona być uruchamiana ręcznie lub automatycznie – na przykład po wyznaczeniu trasy do szybkiej ładowarki w systemie nawigacji. Jest to obecnie jedyny skuteczny sposób na przyspieszenie ładowania w niskich temperaturach. Oczywiście pomocne jest także parkowanie auta w ogrzewanym garażu, jednak nie każdy użytkownik ma taką możliwość.

Czytaj więcej

Zima obnaża auta elektryczne. Test ADAC weryfikuje obietnice zasięgu

Dlaczego pierwsze minuty ładowania są najwolniejsze?

W praktyce zimą część energii dostarczanej z ładowarki jest zużywana nie na „napełnianie” baterii, lecz na jej ogrzewanie. Dopiero po osiągnięciu bezpiecznej temperatury system może przyjmować wyższe moce. To właśnie dlatego pierwsze minuty ładowania w mroźnych warunkach są najwolniejsze, a krzywa ładowania wygląda zupełnie inaczej niż w cieplejszych miesiącach. Dodatkowo zimą energia jest zużywana także na ogrzewanie kabiny, szyb i różnych systemów pomocniczych, co potęguje wrażenie, że ładowanie postępuje wolniej. Stąd też zimą pojawia się większy spadek zasięgu samochodów elektrycznych względem spalinowych. Silniki termiczne wydzielają energię cieplną w naturalny sposób i można ją wykorzystać do ogrzewania wnętrza bez wpływu na zasięg.

Co pokazują zimowe testy ładowania samochodów elektrycznych?

Rzeczywiste różnice potwierdzają niezależne testy drogowe i laboratoryjne. W zimowym badaniu przeprowadzonym przez ADAC analizowano zachowanie samochodów elektrycznych w temperaturach oscylujących wokół zera.

Samochody ładowano w realistycznym scenariuszu krótkich postojów przy ładowarkach DC, a wyniki pokazały wyraźnie, że zimny akumulator istotnie ogranicza tempo ładowania. Nawet modele deklarujące bardzo wysokie moce szczytowe często przez pierwsze minuty przyjmowały znacznie mniej energii, ponieważ system zarządzania akumulatorem priorytetowo ogrzewał ogniwa. Dopiero po osiągnięciu odpowiedniej temperatury możliwe było wejście na wyższe moce ładowania. Co istotne, różnice między modelami były ogromne. Zdarza się, że samochody, które zwykle mogą się ładować mocą 100 kW, kiedy temperatura spada poniżej minus 10 st. C, zdolne są przyjąć tylko 10 kW. Spadek prędkości ładowania jest zmienny i trudno przewidzieć, jak zachowa się system. Najlepiej wypadały konstrukcje z zaawansowanym zarządzaniem termicznym oraz architekturą 800 V, które szybciej rozgrzewały baterię i w tym samym czasie odzyskiwały zauważalnie więcej realnego zasięgu. Słabsze wyniki notowały auta, które nie były w stanie efektywnie przygotować akumulatora do szybkiego ładowania w zimnych warunkach.

Dlaczego katalogowa moc ładowania zimą traci znaczenie?

Podobne obserwacje pojawiały się także w testach publikowanych przez Auto Bild, gdzie zwracano uwagę, że zimą kluczowe znaczenie ma nie sama maksymalna moc ładowania podawana w katalogu, lecz to, jak szybko samochód potrafi doprowadzić baterię do temperatury umożliwiającej jej wykorzystanie. W praktyce oznacza to, że dwa auta z identyczną maksymalną mocą ładowania, np. „do 250 kW”, mogą zimą zachowywać się zupełnie inaczej przy tej samej ładowarce.

Reklama
Reklama
BMW I7 M70

BMW I7 M70

Foto: Szczepan Mroczek

Producenci starają się ograniczać ten problem poprzez tzw. preconditioning, czyli aktywne przygotowanie baterii do ładowania jeszcze przed dojazdem do stacji. Gdy kierowca wybierze szybkie ładowanie w nawigacji, samochód zaczyna wcześniej ogrzewać akumulator. Zwykle potrzebuje na ten proces kilkunastu minut. Dzięki temu po podłączeniu do ładowarki bateria jest już w optymalnym zakresie temperatur i może szybciej przyjmować energię. W BMW I7 taki proces trwa do 20 min i rozwiązuje problem. Samochód przy temperaturze minus 12 st. C potrafi przyjąć maksymalną porcję dostępną przy konkretnej ładowarce, czyli np. 180 kW. To rozwiązanie działa, ale tylko wtedy, gdy kierowca faktycznie z niego skorzysta – czyli gdy ustawi ładowarkę jako cel w nawigacji fabrycznej, a nie np. w Google Maps lub wymusi ręcznie podgrzewanie akumulatora. Ale nie wszystkie elektryczne modele samochodów posiadają taką funkcję.

Stacja szybkiego ładowania samochodów elektrycznych Shell

Stacja szybkiego ładowania samochodów elektrycznych Shell

Foto: Szczepan Mroczek

Zima jako prawdziwy test dla elektromobilności

Podsumowując, zimą samochody elektryczne ładują się dłużej, bo muszą – fizyka i trwałość baterii nie pozostawiają tu pola do kompromisów. Kluczowe nie jest jednak to, czy auto obsługuje szybkie ładowanie „na papierze”, lecz jak sprawnie potrafi zarządzać temperaturą akumulatora w realnych warunkach. Mimo szybkiego postępu technologicznego zima to wciąż czas próby dla samochodów elektrycznych... i dla ich kierowców.

Na prąd
Załamanie sprzedaży Tesli w europejskim bastionie elektryków
Na prąd
Elon Musk zmienia zabawki, a Tesla oddaje pole konkurencji
Na prąd
Koniec elektrycznych eksperymentów. Producenci wracają do znanych nazw modeli
moto
Ogromne różnice w cenach ładowania elektryków. Polski rynek pełen paradoksów
Na prąd
Zima obnaża auta elektryczne. Test ADAC weryfikuje obietnice zasięgu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama