fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

Bawarscy inżynierowie czują, że boom na mniejsze pojemności trwa i trwać będzie. Dlatego trzy lata temu „przeprosili się” z maluchami i wprowadzili do oferty model 310. Motocykl jest lekki, prowadzi się łatwo jak rower i można go mieć za… 310 zł.

fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

To pierwsza maszyna, którą w tym sezonie wziąłem na testy. Przesiadłem się bezpośrednio z mojej starej, wysłużonej Hondy CB500, bardziej znanej pod pseudonimem „Cebula”. I choć z pozoru z 500 ccm do 310 ccm nie jest daleko, to w praktyce różnica była ogromna. Mam na myśli łatwość prowadzenia. Testowany motocykl zatankowany pod korek waży niecałe 160 kg i ma kanapę na wysokości 785 mm. Dzięki temu jest bardzo zwrotny i łatwy w opanowaniu. A że siedziba BMW Motorrad mieści się w samym sercu stołecznego Mordoru, to od razu musiałem wypróbować maszynę w zakorkowanych, wąskich uliczkach. Przeciskanie się między autami to pestka. 310-tka czuła się w tych warunkach jak ryba w wodzie. Bo jedno trzeba sobie od razu powiedzieć wprost – mała beemka to motocykl stworzony do jazdy miejskiej.

Złota subtelność

Tradycyjnie zacznę od warstwy wizualnej. G310 R to typowy „golas”. Jego bezpośrednią konkurencją są m. in. Yamaha MT03 i Honda CB300 R. I gdyby je wszystkie pomalować jednolicie na czarno, to trudno byłoby znaleźć wiele różnic. BMW zadbało jednak o wizualną oryginalność i w standardzie montuje tu złoty widelec przedniego zawieszenia. Nie trąci to tandetą. Jest na tyle subtelne, że dodaje klasy i przyciąga wzrok. Robotę robi też samo logo bawarskiej firmy. Niebiesko-biała szachownica działa na wyobraźnię. W końcu marka BMW jest powszechnie uznawana za tą bardziej prestiżową, z górnej półki.

fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

Malowanie małej beemki też jest niczego sobie. Chyba najbardziej charakterstyczna jest biała wersja z czerwono-niebieskimi wstawkami. Ten sam zestaw barw stosowany jest bowiem w bardzo znanym, sportowym modelu RR. Ja na testy dostałem akurat czarną wersję i też budziła zainteresowanie przechodniów. – Nie mogę oderwać wzroku – mówi do mnie aksamitnym głosem pani spacerująca po osiedlu, przyglądając się jak szykuję się do odjazdu. Myślę: „ode mnie?”. – Szkoda, że niemiecki – dodaje po chwili z przekąsem… Oprócz bieli i czerni, można też zamówić sobie czerwony. Paleta kolorów jest więc szeroka.

CZYTAJ TAKŻE: Nowa Katana już w Polsce

Ktoś może mieć obawy o jakość, bo jak wiadomo model ten nie wyjeżdża z fabryki w Bawarii, tylko jest produkowany w Indiach. Nie ma to jednak większego znaczenia. Wykonanie jest solidne i nie grozi nam utrata elementów nadwozia podczas normalnego użytkowania, z czego słynną pochodzące z dalekiego wschodu maszyny udające kultowe polskie marki z czasów PRL…

fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

Dodam jeszcze, że G310 R został wyposażony w duży, przedni reflektor. Ma on trójkątny kształt, co nadaje mu agresywnego charakteru i jednocześnie nie ogranicza pola widzenia w nocy. Nad nim jest mała, czarna owiewka, której zadaniem nie jest chronić kierownika przed wiatrem, ale raczej wyświetlacz przed owadami. Z tyłu jest ledowa, wąska lampa, która też dobrze wpisuje się w całościowy obraz tej maszyny. Bo ów obraz można by zatytułować „Mały, miejski wariat”. Motocykl ten ma 2 m 5 mm długości, a wysokości i szerokość kierownicy to dopowiednio 1 m 8 cm i 82 cm. Ta kierownica nie należy wprawdzie do najwęższych, ale uwierzcie mi na słowo że nie stanowi to większej przeszkody przy przeciskaniu się w korkach, a za to pozycja za sterem jest zacna i budzi respekt.

Maksimum na 185 cm

Skoro już o pozycji mowa to w ogóle nie miałem problemu, by wbić nogi w podnóżki, zacisnąć kolana na baku i całkowicie odciążyć ręce. Łapiąc tym sposobem luz na sterach można odnieść wrażenie, że na ulicy można tym motocyklem zrobić każdy manewr. Jest tylko jedno ograniczenie. Osoby powyżej 185 cm (ja mam 178 cm) mogą czuć się trochę jak na osiołku, a zgięcie nóg w kolanach może być na dłuższą metę niekomfortowe. Producent zdaje sobie z tego sprawę, więc w ofercie są trzy opcje wysokości siedzenia: standardowa 785 mm, wariant niższy 770 mm oraz opcja maksimum na 880 mm. Można więc spersonalizować wybór, nawet jeśli nasz wzrost mieści się bliżej krańców krzywej Gaussa.

fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

CZYTAJ TAKŻE: Suzuki zachęca: Czas do szkoły

Mała beemka to jednocylindrowiec. Ktoś kto jeździł takimi maszynami doskonale wie, że lubią przenosić drgania na kierowcę. Po dłuższej trasie efekt jest taki, że odczuwa się mrowienie w dolnych i górnych kończynach. Niezbyt przyjemne, ale do przeżycia, bo szybko mija. Trzeba jednak mieć tego świadomość, żeby się nie przestraszyć, że coś szwankuje nam na łączach. Te drgania są oczywiście tym bardziej odczuwalne, im wyższa jest prędkość. To sprawia, że powyżej 110 km/h w lusterkach zobaczymy, że coś za nami jedzie, ale typu pojazdu raczej nie rozpoznamy. Przy prekościach niższych lusterka w pełni pozwalają ogarnąć sytuację za plecami.

fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

W kwestii komfortu jazdy trzeba też wspomnieć, że do prędkokości 110 km/h, mimo niedużej masy, motocykl sprawia wrażenie bardzo stabilnego. To zasługa m. in. pochylonego w tył cylindra oraz przedniego, odwróconego widelca. Przy wyższych prędkość to poczucie panowania nad sytuacją jest mniejsze, ale też nie oszukujmy się – trzysetek tego typu nie produkuje się po to, by latać cały czas z zamkniętym licznikiem.

Solidne liczby

Teraz słów kilka o osiągach. BMW G310 R rozpędza się do 100 km/h w około 7-8 s. Żeby te granicę osiągnąć trzeba dojść do czwartego biegu. Przyspieszenie jest na tyle żwawe, że na czerwonym świetle możemy śmiało ustawiać się przed wszystkimi, bo i tak większość miejskich krążowników zostawimy po starcie w tyle. Powyżej 100 km/h tej siły i mocy już brakuje, więc niekiedy trzeba będzie się pogodzić z tym, że na autostradzie wyprzedza nas Skoda Fabia, ciągnąca lewym pasem z zawrotną prędkością 120 km/h. Producent podaje, że beemka zamyka licznik na 145 km/hale nie łudźmy się, dociąganie ostatnich 20-30 km to droga przez mękę. Nie polecam więc poszukiwania limitów w tej maszynie. Róbmy to tylko wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja.

CZYTAJ TAKŻE: Wiosna ożywiła rynek motocykli

Z zatrzymaniem BMW nie ma większego problemu. Z przodu i z tyłu mamy po jednej tarczy (odpowiednio 300 i 240 mm), a układ hamulcowy wyposażony jest w standardzie w system ABS. Dodam, że jeśli mam czas i miejsce, to lubię wspomagać się przy hamowaniu silnikiem. I muszę przyznać, że 310-ka chętnie tutaj współpracowała. W kwestii spalania – producent podaje, że jest to 3,3 l/100 km. Motovlogerzy podają przedział 3-4 w zależności od stylu jazdy. Ja nakręciłem 300 km, jeżdżąc w mieście i na jego obrzeżach, i średnio wyszło mi 3,6 l/100 km. To jest całkiem przyzwoity wynik jak na tę pojemność. Przy baku mieszczącym 11 l mamy trochę ponad 300 km zasięgu, czyli trasę Warszawa – bliski Bałtyk powinniśmy zrobić niemal na styk, tyle, że nie liczmy na komfortową podróż.

fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

Jeśli już mowa o liczbach, to czas podjąć temat finansów. I tu zwrócę uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, nówka z salonu kosztuje teraz 18 900 zł, więc to cena o jakieś tysiąc złotych niższa od konkurencyjnych modeli. Po drugie do końca czerwca trwa promocja, że można ten motocykl wziąć na raty. Zostawiamy u dealera 310 zł i możemy ruszać w drogę.

Śmiech nie wydech

Na koniec sprawy mniej przyjemne, a więc – co mi się w tej maszynie nie spodobało? Przede wszystkim dźwięk wydechu. Rura jest wielka, jakby miała odprowadzać spaliny z silnika odrzutowego. Tymczasem zamiast brzmieć charakternie, ryczy jak kosiarka do trawy. A szkoda. 300 ccm zobowiązuje, podobnie jak ten zadziorny wygląd. Przydałby się zatem jakiś akcesoryjny tłumik, czyli Akrapovic lub Yoshimura. Miałem też trochę problemów ze skrzynią biegów. Zwłaszcza trójka nie wchodziła zbyt ochoczo. Wątpię,by to była wrodzona cecha tych maszyn. Niewykluczone też, że przez te 300 km użytkowania nie zdążyłem się przyzwyczaić na tyle, by za każdym razem wszystko pracowało gładko i przyjemnie.

CZYTAJ TAKŻE: Triumph Street Scrambler: Być jak Steve McQueen

Podsumowując – BMW G310 R to motocykl przeznaczony do przemieszczania się w miejskiej dżungli. Jest na tyle zwinny i lekki, że bez trudu przeciśniemy się przez każdy korek i bez trudu wygramy większość startów spod świateł. Przejażdżki podmiejskie też wchodzą w grę, ale dalsza trasa już raczej nie. Niemiecki producent daje gwarancje jakości i to za przyzwoitą i konkurencyjną cenę. Jeśli wymienić wydech, to w zasadzie ciężko będzie się czego czepiać…

fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając
fot. moto.rp.pl/Piotr Zając

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Punkt poboru opłat w Balicach na autostradzie A4

Za dwa lata na państwowych autostradach znikną bramki?

Ministerstwa Infrastruktury i Cyfryzacji obiecują, że za ok. 20 miesięcy ruszy nowy system poboru ...

Do więzienia za cofanie liczników

Od trzech miesięcy do 5 lat więzienia będzie grozić za cofanie licznika w sprzedawanym ...

Audi: Samouczące się oprogramowanie zastąpi kontrolerów jakości

Audi sprawdza zastosowanie deep learning (samouczenie się maszyn) do wyszukiwania usterek podczas produkcji karoserii ...

Ceny | Mercedes EQC: Najtańszy i najmocniejszy

Pierwszy, skonstruowany od podstaw elektryczny model Mercedesa debiutuje na polskim rynku w wersji EQC ...

Suzuki Vitara: 30 lat tradycji

Vitara jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych crossoverów na rynku. Zadebiutowała w 1988 r. i ...

Kia Sportage: Nowe diesle i znakomita cena podstawowa

Do salonów wjeżdża zmodernizowana Kia Sportage. Importer właśnie ogłosił ceny popularnego SUV-a. Trzeba się ...