Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image
Post Image

Wygląd futurystycznego transformersa, królewski dosiad oraz znakomite właściwości jezdne sprawiają, że nawijanie kilometrów tą maszyną mogłoby być nie kończącą się opowieścią. Fani motocyklowych podróży dostali od japońskiej firmy naprawdę konkurencyjny produkt.

Zacznę trochę od końca. Gdy po tygodniu oddawałem do salonu Yamahę Tracer 700, autentycznie było mi szkoda się z nią rozstawać. Nawinąłem nią 1500 km i każdy kolejny połykałem z uśmiechem na ustach. Latałem głównie po Roztoczu i Bieszczadach, w deszczu i w upale, w dzień i w nocy, po prostej i po mocnych winklach, a i skusiłem się nawet na błotnistą, polną drogę. Bez względu na warunki czułem się na tym motocyklu pewnie i komfortowo.

fot. Piotr Zając

Ktoś, kto go zaprojektował i poskładał, odwalił kawał dobrej roboty. W ostatnich latach Yamaha mocno namieszała w segmencie nakedów wprowadzając swoje MT-ki, ale Tracerem 700 pokazuje, że chce być mocnym konkurentem również wśród sportowych turystyków.

Jadowita sylwetka

Pierwsze skojarzenie, które przyszło mi do głowy, gdy odbierałem Tracera, to… ważka. Tak właśnie. Patrząc na przód stojącego pod salonem motocykla, miałem wrażenie, że stoję przed futurystycznym owadem rodem z transformersów. Osadzony w szerokiej czasze, podwójny reflektor z ostrymi krawędziami wygląda jak oczy, kanciaste, czarne lusterka jak czułki, a duże osłony dłoni jak skrzydła. Groźnego charakteru dodają tej maszynie także trójkątna szyba oraz wyraźne i szerokie wloty powietrza na obudowie baku.

CZYTAJ TAKŻE: Suzuki SV650X: Popularna „esfałka” udająca cafe racera

Robotę robiło też malowanie Radical Red. Soczysta czerwień z czernią zawsze dobrze się komponują, więc nie dziwię się, że ten motocykl przyciągał wzrok i nie raz zostałem zaczepiony przez nieznajomego jegomościa, który koniecznie chciał się dowiedzieć, jaka jest pojemność silnika oraz cena pojazdu. Miałem też miejscami wrażenie, że gdy zbliżałem się na trasie do aut, to te chętnie ustępowały mi drogi, o ile oczywiście było na to miejsce. Nie wiem, czy to efekt  wyglądu Tracera czy poprawiającej się kultury jazdy polskich kierowców, ale było to bardzo miłe, więc starałem się odwdzięczać łapką w górą.

fot. Piotr Zając

Pewne jest to, że ten masywny, agresywny przód wraz z relatywnie sporą wysokością motocykla (kanapa kierowcy na wysokości 835 mm) sprawiają, że jesteśmy na drodze bardziej widoczni, co niewątpliwie podnosi bezpieczeństwo. I jeszcze w kwestii wyglądu – do testów dostaliśmy wersję podstawową, a więc bez bocznych kufrów. Gdy te ostatnie są na wyposażeniu, wtedy bardziej ujawnia się turystyczny charakter tej maszyny. W dalsze podróże taka dodatkowa i solidna przestrzeń na bagaż to niezbędny element. Jest on niemały, o czym warto pamiętać przeciskając się w korkach między puszkami.

Królewski dosiad

Przyciągający oko wygląd motocykla nigdy nie jest gwarancją komfortowej jazdy. W przypadku Tracera szybko przekonałem się, że projektanci nie skupili się tylko na warstwie wizualnej, ale przede wszystkim na wygodzie i bezpieczeństwie podróżowania. Duża kanapa i jej wysokość, ustawienie podnóżków, a także optymalna szerokość i oddalenie kierownicy sprawiają, że na tym motocyklu siedzi się, jak na tronie. Maszyna wymusza prawidłową, wyprostowaną sylwetkę podczas jazdy, dzięki czemu bez problemu dociąży się podnóżki i ściśnie bak nogami. To ostatnie dodatkowo ułatwiają gumowe wstawki po bokach zbiornika, które zwiększają „integrację” kierowcy z motocyklem. Niby mała rzecz, a cieszy, o czym przekonacie się przy pierwszych wybojach czy bardziej gwałtownych manewrach.

CZYTAJ TAKŻE: Suzuki GSX-S 125: Miejski śmigacz z żyłką sportowca

Dosiad na tym motocyklu jest więc niemal książkowy, dzięki czemu bez trudu łapie się luz na rękach, a co za tym idzie – bardziej czuje się to, co „mówi” do nas przednia opona, a podczas hamowania i przyspieszania nie wytrącamy maszyny rękami z prawidłowego toru jazdy. Królewska pozycja daje też sporo wygody. Dziennie nakręcałem średnio od 200 do 300 km, a przystanki robiłem nie dlatego, że coś mnie bolało w okolicy dolnych odcinków kręgosłupa, ale po to, by złapać aparatem jakiś ładny widok, zjeść coś albo po prosto zatankować motocykl.

fot. Piotr Zając

Oczywiście komfort podróży nie zależy tylko i wyłącznie od dosiadu i wygodnej kanapy. Można go zwiększyć, co w testowanej Yamasze zapewnia przednia szyba z regulowaną wysokością. Dzięki niej można całkiem miło śmigać po autostradach z prędkościami rzędu 140-150 km/h. W zależności od wysokości kierowcy, rozbijane powietrze będzie uderzać w różne miejsca na naszym ciele, więc trzeba to dostosować indywidualnie. U mnie (wzrost 178 cm) na maksymalnym wysunięciu szyby czułem te uderzenia na samym środku kasku, co przy wyższych prędkościach powodowało nieprzyjemne wibracje. Wolałem więc po prostu obniżyć szybę.

Moją uwagę zwróciło też to, że podczas jazdy w średnim deszczu dosyć mało kropel trafiało na spodnie w odcinku udowym, więc nie musiałem od razu zjeżdżać na pobocze i zakładać kombinezonu, tylko spróbować uciec chmurze. Myślę, że to efekt odpowiednio wyprofilowanego baku oraz jego przedniej obudowy. Oczywiście podczas ulewy nic by to nie dało, ale mniejsze opady stają się bardziej znośne. Co do ochrony przed złośliwością natury, trzeba wspomnieć o osłonach dłoni. Ładnie się prezentują i rozbijają powietrze, ale są niestety trochę za nisko i z niektórymi insektami można „przybić żółwika”. Na szczęście większość motocyklistów używa rękawic, a tych co tego nie robią, zachęcam, by jednak zaczęli.

Yamaha wyposażyła Tracera w solidne hamulce z systemem ABS / fot. Yamaha

Jest jeszcze kwestia wysokości Tracera. Wielu motocyklistów obawia się, że na te bardziej turystyczne maszyny są za niscy i mogą mieć problem z okiełznaniem takiego giganta. Tracer ma wysokość optymalną. Przy moim wzroście nie byłem w stanie postawić płasko na ziemi obu stóp, ale styku z powierzchnią było na tyle dużo (z marginesem), że przy żadnym postoju nie czułem zagrożenia, że za chwilę obalę się na jeden lub drugi bok. Pełna kontrola, zero stresu.

Prowadzenie jak po sznurku

Gdy tylko ruszyłem Tracerem i musiałem wydostać się z wąskich, bocznych uliczek, od razu przekonałem się, jak ten motocykl łatwo skręca podczas wolnych manewrów. Mimo nie najmniejszych gabarytów i masie 196 kg (przy zatankowaniu pod korek) zawrócenie na przeciętnej szerokości jezdni to pestka. Nie trzeba robić tego na raty, a jeśli ktoś zapamiętał rady instruktorów z kursu na prawo jazdy, to spokojnie wykona taką zwrotkę bez podpierania się nogami.

Wyświetlacz jest czytelny, choć dość trudno zmienia się na nim odczyty / fot. Yamaha

Zanim wyjechałem z Warszawy w trasę, musiałem najpierw wypróbować motocykl na mieście. W korkach wysoka sterowność przy niskich prędkościach sprawdziła się znakomicie. Między puszkami śmiga się, jak pacmanem po labiryncie. Pamiętajcie tylko, że moto jest trochę wyższe i kierownica nieco szersza niż w typowych nakedach, więc trzeba uważać na lusterka. W miejskich wojażach pomaga też to, że motocykl bardzo płynnie pracuje na niższych biegach w szerokim zakresie obrotów, więc nie jest konieczna ciągła zabawą dźwignią po lewej stronie. Tę elastyczność zapewnia znany z modelu MT07 dwucylindrowy silnik o mocy maksymalnej 75 KM przy 9000 obr./min i momencie obrotowym 68 Nm przy 6500 obr./min. Słynny MT-ek został w 2014 r. uznany przez czytelników „Świata motocykli” za motocykl roku, więc nie dziwi fakt, że Yamaha postanowiła obudować akurat ten piec bardziej turystycznymi gabarytami. Większa masa tych ostatnich nieznacznie ogranicza osiągi tej jednostki napędowej, ale kompromis jest tutaj na satysfakcjonującym poziomie. Cały czas można czerpać radość z liniowego oddawania mocy, przyspieszenia i kulturalnej pracy skrzyni biegów.

CZYTAJ TAKŻE: Suzuki Katana: Nowa szansa

Kiedy wydostałem się już ze stolicy, czekało mnie kolejne miłe zaskoczenie. W zakrętach, przy prędkościach przelotowych 90+ motocykl prowadzi się jakby miał zaprogramowany tor jazdy. Wystarczy lekko pchnąć kierownicę używając przeciwskrętu, a maszyna ochoczo pochyla się we właściwym kierunku, sama obiera trajektorię „lotu”, a następnie płynnie ją pokonuje. Myślę, że to zasługa zarówno odpowiedniego rozkładu masy, szerokiej kierownicy, aerodynamicznej sylwetki, jak i dość twardego zawieszenia. To ostatnie posiada regulację z tyłu. Napięcie wstępne sprężyny jest fabryczne ustawione dla 90 kilogramowego obciążenia, czyli w sam raz dla mnie, bo tyle liczyłem razem z całym ubiorem i bagażem. Śmigając w zakrętach miałem wrażenie, że motocykl jest lekki i skory do ciągłego zmieniania kierunku jazdy. To wrażenie potwierdziło się na Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej. Krętych dróg tam nie brakuje, a Tracer bez problemowo połykał te winkle. Czy to przy mniejszych, czy przy większych prędkościach, nigdy nie odczuwałem utraty przyczepności. Pomagał w tym zapewne konkretny, tylny kapeć mierzący aż 180 mm szerokości.

Wygodna kanapa zapewnia komfort podróży / fot. Yamaha

Na prostych odcinkach drogi też się nie nudziłem. Motocykl ma wystarczająco dużo mocy i siły, by w kilka sekund bujnąć się do setki. Nie ma więc problemu z wyprzedzaniem większości aut, o ile nie natrafimy na jakiegoś super sporta, czy kierownika, który urodził się z nogą wbitą w podłogę. Na dłuższych i łagodnych odcinkach można śmiało wbijać szósty bieg i do 130 km/h śmigać w trybie ECO. Przy takiej prędkości szyba upora się z oporami powietrza, a silnik zadba o stan naszego portfela i środowisko. Średnie spalanie tej maszyny producent szacuje na 4,3 l/100 km, co przy 17-l baku daje nam zasięg prawie 400 km. Oczywiście jak komuś naprawdę bardzo się spieszy, to ukryty za szybą bujnie te maszynę przy dobrych warunkach nawet do 210 km/h, ale wtedy podróż będzie trochę droższa.

CZYTAJ TAKŻE: Kross Trans Hybrid 5.0: Zupełnie inny świat

Skoro już o rekordach prędkości mowa, to trzeba dodać też słów kilka o hamulcach. W standardzie mamy ABS, z przodu dwie tarcze o średnicy 282 mm, z tyłu jedna tarcza o średnicy 245 mm. Ten zestaw wystarczy, by spokojnie zatrzymać lub bezpiecznie spowolnić Tracera. Z ABS-u sam miałem okazję skorzystać, gdy niespodziewanie jegomość przede mną postanowił jednak zatrzymać swoje auto i zawrócić. Skutecznie.

A teraz pomarudźmy

Na koniec czas przerwać serię „ochów” i „achów” i napisać kilku słów o tym, co mi się w Tracerze nie spodobało, albo co chciałbym poprawić. Po pierwsze – zawieszenie. W warunkach równej nawierzchni i pokonywania zakrętów sprawdzało się super, ale wystarczyła gorszej jakości droga pod Szczebrzeszynem i trochę obawiałem się, czy po tej przejażdżce wszystkie narządy wewnętrzne pozostaną na swoim miejscu. Wygląda na to, że jeśli w planach jest pokonywanie wyboistych ścieżek, to trzeba trochę zmiękczyć te Yamahę. Po drugie – motocykl ma fajny wyświetlacz z całą gamą wskaźników (od prędkości i obrotomierza, po biegi, średnie spalanie i przebieg), ale żeby coś na nim przełączyć, trzeba daleko sięgać. Wyświetlacz jest bowiem pod samą szybą, a guziki bezpośrednio na nim. Podczas jazdy szukanie tych przycisków może być niebezpieczne. Zdecydowanie lepiej byłoby umieścić przycisk funkcyjny na lewej bądź prawej manetce.

Po trzecie – dźwięk silnika. Nie mam nic do tego, że jest cichy, ale na niskich obrotach brzmi jak 125-ka, a fajnie byłoby mu dodać trochę charakternego pomruku, który pasowałby do jadowitego wyglądu. Po czwarte – szkoda, że nie świecą oba reflektory naraz, tylko jeden jest do świateł mijania, drugi do drogowych. To też dodawałoby motocyklowi większego pazura, zwłaszcza w nocy. Co śmieszne – dwa razy podczas postoju zwracano mi uwagę, że przepaliła się jedna żarówka.

CZYTAJ TAKŻE: BMW tańsze od Peugeota

Te uwagi to oczywiście drobnostka. Ktoś może mnie od razu skontrować, że na zawieszenie nie ma co narzekać, bo to w końcu sportowy turystyk, a nie terenowa maszyna. A w kwestiach wyświetlacza, wydechu i lamp, że za dużo wymagam, jak na 34,9 tys. zł. Bo tyle właśnie kosztuje Yamaha Tracer 700 w podstawowej wersji. Po nakręceniu 1500 km byłbym gotowy wyłożyć te kwotę, by mieć to cacko na własność. Dostaję bowiem solidną maszynę na dalekie wypady, którą przyjemnie i bezpiecznie się prowadzi, a jednocześnie ma coś oryginalnego w swoim wyglądzie. Dzięki zwrotności i solidnemu piecowi można tym motocyklem śmigać też po mieście, choć największą frajdę daje w trasie. Jeśli więc masz już co najmniej kilka tysięcy kilometrów przebiegu na motocyklu większym niż 125 ccm i zdecydowanie preferujesz dłuższe podróże, to możesz śmiało zapisać się na jazdę testową do Yamahy.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Elektryczny Jaguar I-Pace z tytułem Car of the Year 2019

Pojedynek był zacięty – w pierwszym głosowaniu jury identyczny wynik uzyskały dwa z siódemki ...

Pakiet mobilności (na razie) zatrzymany

W Parlamencie Europejskim zablokowano przepisy ograniczające konkurencję w transporcie międzynarodowym. Batalia polskich przewoźników jednak ...

Nissan Leaf, jeden z najpopularniejszych modeli elektryków w Europie.

Auta elektryczne na wyboistej drodze

Polska jest jednym z pięciu krajów Unii Europejskiej, w których nie ma systemu zachęt ...

Nie żyje Niki Lauda

W wieku 70 lat zmarł trzykrotny mistrz świata Formuły 1 Niki Lauda - poinformowały ...

Fabryka BMW w Greer w Karolinie Południowej. Tylko część modeli europejskich koncernów jest produkowana w USA.

Cła na auta, czyli nowa zagrywka Trumpa

Dochodzenie w sprawie importu samochodów może służyć zarówno naciskom na Kanadę i Meksyk, jak ...

Volkswagen e-Crafter: Ekologia (na razie) się ceni

To największy z elektrycznych samochodów dostawczych dostępnych na polskim rynku. Jeżeli ktoś zamierza rozwozić ...