Najgorsze już za Volkswagenem

Kiedy w końcu września wybuchła afera spalinowa w Volkswagenie nie brakowało ekspertów rynku motoryzacyjnego przekonanych, że niemiecki koncern nie będzie w stanie odzyskać dawnej świetności.

Publikacja: 12.12.2015 15:49

Najgorsze już za Volkswagenem

Foto: Bloomberg

Spekulowano, że przy gigantycznych, wycenianych na dziesiątki miliardów euro kosztach akcji przywoławczej Grupie VW może nawet grozić bankructwo. A odłożone na ten cel 6,7 mld euro oceniano jako daleką od sfinansowania tej operacji. To ostatnie przewidywanie było akurat słuszne, bo samo odkupienie aut z nielegalnymi aplikacjami w USA może kosztować nawet blisko 10 mld dolarów. Ale nadal jest to niewiele więcej, niż połowa zeszłorocznego zysku netto grupy.

W tej chwili wydaje się, że przynajmniej najgorsze już minęło. Wiadomo, że w Europie akcja przywoławcza będzie prosta i potrwa nie dłużej, niż rok. Listopadowa sprzedaż marki VW spadła wprawdzie do niewiele ponad pół miliona aut- o 2,4 proc. w Europie i 25 proc. w USA. Niemniej jednak, jak ujawnił prezes Grupy VW, Matthias Mueller tegoroczne zamówienia aut zwiększyły się w pierwszych 11 miesiącach w porównaniu z rokiem 2014 o 3,5 proc. Czyli wszystko idzie zgodnie z prognozami z początku roku i nie ma żadnego powodu by tę prognozę korygować w dół.

Sposób, w jaki Volkswagen radzi sobie z zarządzaniem kryzysowym zyskał również uznanie inwestorów. Kapitalizacja rynkowa tuż po wybuchu kryzysu zmniejszyła się aż o 40 mld euro w porównaniu z notowaniami akcji z marca. W tej chwili ten spadek wynosi już 12 mln. A akcje taniały również z powodu kiepskich prognoz dla rynku chińskiego, gdzie VW widział ogromny potencjał rozwoju. Przy tym Chiny mają 39 proc. udział w całej sprzedaży koncernu. Z niezamierzoną pomocą przyszedł Volkswagenowi także rząd w Pekinie postanowił wesprzeć motoryzację i w listopadzie znacząco obniżył podatki obciążające zakup nowych aut. Rynek natychmiast zareagował wzrostem o 18 proc. Dla porównania: sprzedaż w USA, to dla VW jedynie 6 proc. przychodów, dlatego od roku Niemcy postanowili zawalczyć o rynek amerykański, widząc tam potencjał.

W wyniku skandalu z koncernu odeszło kilkadziesiąt osób, większość z nich zapewniała, że z „dieselgate” nie mają nic wspólnego. Doszło do cięć wydatków. VW jest znacznie mniej hojny, niż kiedyś w sponsoringu i nawet prezes Mueller nie korzysta już z korporacyjnego A319, tylko lata liniami komercyjnymi. Niższych rangą przedstawicieli firmy rzadziej widzi się w I klasie na pokładach Lufthansy, a coraz częściej można ich spotkać nawet z tyłu samolotów rejsowych. Nie doszło jednak do wyprzedaży aktywów. W Grupie VW pozostał producent luksusowch motocykli Ducati i prestiżowy Bugatti, nie mówiąc o Audi, który teraz ma ciągnąć firmę, a jeszcze niedawno spekulowano, że może zostać sprzedany.

I pomimo skandalu firma ma nadal 19,8 mld euro w gotówce, 11,9 mld w łatwo zbywalnych obligacjach i dostęp do wynegocjowanej z bankami linii kredytowych o łącznej wartości 200 mld euro. Wzrósł wprawdzie koszt obsługi długu, który będzie do wykupienia w 2020 roku z 0,4 proc. w marcu 2015 do 1,47 proc. na początku grudnia, ale nie zwiększa to szokowo obciążeń finansowych.

Zdaniem ekspertów od komunikacji kryzysowej Volkswagen zachował się wręcz podręcznikowo. Szybkie przyznanie się do winy, zwolnienie kilku wysoko postawionych menedżerów, w tym niespecjalnie lubianego Martina Winterkorna, deklaracja współpracy z władzami i szeroka akcja reklamowa na najważniejszych rynkach. To wszystko zadziałało. I dlatego szefowie u konkurencji przyznają, że tak naprawdę nie skorzystali na aferze VW, jak ego początkowo oczekiwali.

Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana