Ford już raz udowodnił Ferrari, że nie należy go lekceważyć. W 1966 r. pokonał włoskiego rywala w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Historię tego starcia znakomicie opowiedział James Mangold w filmie „Le Mans ’66” z Christianem Bale’em i Mattem Damonem. Dziś Ford znów zagląda na terytorium marki z Maranello, choć tym razem chodzi o coś więcej niż osiągi. Amerykanie chcą decydować również o tym, kto zasługuje na kluczyki.
Ford Mustang GTD
Najpierw zgłoszenie, potem kluczyki
Nabór chętnych na Mustanga GTD potrwa do 16 października i obejmuje również klientów z Polski. Zgłoszenia oceni panel menedżerów Forda. Pod uwagę weźmie m.in. związki kandydata z marką, doświadczenie z samochodami kolekcjonerskimi oraz zaangażowanie w środowisko sportów motorowych. Zainteresowani mają poznać wyniki selekcji w listopadzie. Brzmi znajomo? Podobną zasadę stosuje Ferrari przy sprzedaży najbardziej ekskluzywnych modeli. Zakup pierwszego samochodu z wierzgającym koniem na masce to zaledwie początek wspinaczki po drabinie prestiżu. Na jej szczycie wybrani klienci mogą zamówić samochód powstający w jednym egzemplarzu.
Ford nie dotarł jeszcze tak daleko, ale najwyraźniej uznał, że wyjątkowy Mustang wymaga czegoś więcej niż podpisu na zamówieniu. Producent szuka pasjonatów, którzy będą osobiście korzystać z auta, a przy okazji staną się ambasadorami modelu i marki. Samochód ma trafić do garażu entuzjasty, a nie służyć wyłącznie jako lokata kapitału z nadzieją na szybką odsprzedaż. Co ciekawe, nawet pomyślne przejście selekcji nie gwarantuje zakupu ani otrzymania konkretnej oferty. Ostateczne warunki zależą od porozumienia sprzedającego z kupującym, dostępności samochodów i możliwości produkcyjnych. Awans do finału nie oznacza więc jeszcze miejsca za kierownicą.
Ford Mustang GTD
Limitowana seria z ruchomym limitem
Mustang GTD ma powstawać w ściśle ograniczonej liczbie egzemplarzy. Jak się jednak okazuje, również ścisły limit można poluzować. Według dotychczasowych informacji Ford początkowo planował produkcję 1400 aut, a obecnie ma zwiększyć tę liczbę do 2000.
Chętnych jest podobno ponad 7 tys., więc nawet po zmianie planów dla większości zabraknie samochodów. Ford może zatem powiększyć serię, a jednocześnie zachować przywilej wybierania klientów. To całkiem wygodna pozycja dla producenta, którego nazwa zwykle kojarzy się z motoryzacją dostępną dla szerokiego grona odbiorców.
Ford Mustang GTD
Mustang, który uzasadnia zamieszanie
Za tą otoczką stoi jednak samochód, którego trudno posądzić o brak argumentów. Mustang GTD to dopuszczony do ruchu drogowego supersamochód wykorzystujący doświadczenia zdobyte przy wyścigowym Mustangu GT3. Napędza go mechanicznie doładowany silnik V8 o pojemności 5,2 litra, rozwijający ponad 800 KM i 900 Nm momentu obrotowego. Prędkość maksymalna wynosi 325 km/h, co czyni GTD najszybszym seryjnie produkowanym Mustangiem w historii.
Czytaj więcej
Słońcu otworzyli dach, Ziemię i Księżyc zamknęli w nadwoziach coupé. Bentley stworzył trzy niepowtarzalne egzemplarze Continentala inspirowane dzie...
Ford ma więc czym przyciągać kolekcjonerów. Pozostaje tylko drobna zmiana zasad: tym razem to nie klient ocenia, czy samochód pasuje do jego garażu. Najpierw producent sprawdzi, czy klient pasuje do samochodu.