Kiedy Sobiesław Zasada wjechał w piątek na metę w Córdobie, nie walczył o zwycięstwo ani punkty do klasyfikacji. Mimo to był jednym z największych bohaterów XXIII Gran Premio Argentino Histórico.
96-letni Polak przejechał całą trasę imprezy liczącą 3351 km i sześć etapów. Ruszył z Buenos Aires, a dalej trasa prowadziła m.in. przez Alta Gracia, Catamarcę i San Juan, by zakończyć się w Córdobie. Zasada jechał współczesnym Porsche 911 Dakar z numerem 405 – tym samym, który widniał na jego samochodzie podczas legendarnego startu 59 lat wcześniej.
Jako gość honorowy nie podlegał klasyfikacji i pokonywał trasę przed właściwą stawką uczestników. Na kolejnych metach czekali jednak na niego kibice, media i ludzie, którzy wciąż pamiętali jego pierwszy występ w Argentynie.
Sobiesław Zasada na Rajdzie Grand Premio 2026
– To dla mnie wyjątkowa sprawa. Gran Premio Argentino to mój ulubiony rajd i jeden z najważniejszych w mojej karierze. Tegorocznej edycji nie można jednak porównywać z tym, co przeżyliśmy 59 lat temu – mówił - mówił Zasada już na mecie.
– Za kierownicą znów mogłem poczuć się jak przed laty. Nie jestem specjalnie zmęczony, świetnie czuję się za kierownicą, a samochód sprawował się doskonale – powiedział - powiedział 96-letni kierowca po kilku dniach i ponad 3300 km jazdy.
Sobiesław Zasada na Rajdzie Grand Premio 2026
Dzisiejsze Gran Premio to inny rajd niż w 1967 r.
Nazwa jest podobna, część dróg również, ale charakter zawodów zmienił się całkowicie.
Gran Premio Argentino Histórico w obecnej formule jest rajdem na regularność. Nie wygrywa ten, kto po prostu najszybciej pokona trasę, lecz załoga, która najdokładniej realizuje zadane średnie prędkości i czasy przejazdu. Impreza znajduje się w oficjalnym kalendarzu FIA w kategorii rajdów regularności i zaliczana jest również do mistrzostw CODASUR.
Obecna formuła powstała w 2003 r. jako nawiązanie do dawnych argentyńskich rajdów i wyścigów długodystansowych. Po drogach poruszają się przede wszystkim samochody historyczne, a rywalizacja odbywa się na drogach otwartych dla normalnego ruchu. Tegoroczna edycja zgromadziła 102 załogi.
Dlatego startu Zasady nie należy traktować jak próby powtórzenia zwycięstwa z 1967 r. Porsche 911 Dakar także nie jest klasykiem kwalifikującym się do historycznej rywalizacji. Polak jechał jako specjalny gość organizatorów i symboliczne połączenie współczesnej imprezy z czasami, gdy Gran Premio było czymś znacznie bardziej brutalnym.
Zresztą sam Zasada najlepiej pokazał różnicę:
– Kiedy jechałem ten rajd 59 lat temu, około 80 proc. trasy stanowiły szutry. Dzisiaj niemal wszędzie jest asfalt. Tamten rajd był nieporównywalnie trudniejszy - wspominał.
Sobiesław Zasada na Rajdzie Grand Premio 2026
„To jest w końcu prawdziwa jazda”
Organizatorzy znaleźli jednak sposób, żeby na chwilę przenieść Zasadę o sześć dekad wstecz. W dniu wolnym od regularnej rywalizacji Polak wybrał się Porsche 911 Dakar na żwirowe serpentyny w rejonie Sierra de Ambato. Drogi przypominały warunki, w których ścigał się tutaj w latach 60.
Reakcja była natychmiastowa. - To jest w końcu prawdziwa jazda. Tu naprawdę mogę ponownie poczuć emocje, które towarzyszyły mi blisko sześć dekad temu. Warunki podobne, choć nie minąłem po drodze żadnego samochodu, a przecież w 1967 r. w podobnych warunkach wyprzedzałem ich dziesiątki! – mówił - mówił Zasada.
Sobiesław Zasada na Rajdzie Grand Premio 2026
W 1967 r. przyjechał nieznany Polak i pokonał wszystkich
Gran Premio Internacional de Turismo należało wówczas do najtrudniejszych imprez samochodowych w Ameryce Południowej. Ponad 3000 km prowadziło przez góry, równiny, pustynne tereny, asfalt, szuter i kamieniste drogi.
Zasada przyjechał do Argentyny z pilotem Jerzym Dobrzańskim i czerwonym Porsche 911 z numerem 405. Dla miejscowej publiczności był postacią właściwie anonimową.
Na starcie pojawiło się kilkaset samochodów. Według materiałów poświęconych historycznemu startowi 376 załóg rozpoczęło rywalizację, a do mety dotarło zaledwie 91. Zasada pokonał trasę w 23 godziny, 30 minut i 44 sekundy, wyprzedzając drugą załogę o 15 minut i 50 sekund.
Warunki były brutalne. Na Pampa de Achala kierowcy mierzyli się z kamieniami, szutrem i nierównymi drogami. Samochody ulegały awariom, a znajomość lokalnych tras była ogromnym atutem Argentyńczyków.
Czytaj więcej
Elektryczne Porsche Cayenne samo otworzy drzwi, rozpocznie ładowanie bez podłączania kabla, a pasażerom zafunduje masaż w rytm muzyki. Wybór lakier...
Mimo tego wygrał kierowca z Polski
Podczas pierwszego etapu Zasada osiągnął średnią aż 159,72 km/h. Na kolejnym, prowadzonym przez zdecydowanie trudniejsze drogi, średnia wyniosła 133,708 km/h. Ostatecznie polska załoga wygrała zarówno swoją klasę, jak i klasyfikację generalną.
Dla argentyńskiej publiczności była to sensacja. Zasada dostał przydomek, który przetrwał następne sześć dekad: „El Polaco Volador” – „Latający Polak”.
Czytaj więcej
Volkswagen przenosi znaczek GTI do elektrycznego ID.3. Nowa odmiana ma 326 KM, napęd na tylne koła i nawet 601 km zasięgu. Będzie najmocniejszym se...
Porsche początkowo nie wierzyło, że 911 sobie poradzi
Historia ma jeszcze jeden ciekawy wątek. Gran Premio było ważnym momentem nie tylko w karierze Zasady, lecz także w sportowej historii Porsche 911.
Zasada wspominał później, że Ferry Porsche początkowo próbował odwieść go od tego pomysłu. 911 było wówczas postrzegane przede wszystkim jako szybki samochód na dobre, asfaltowe drogi. Wyprawa na tysiące kilometrów argentyńskich szutrów wydawała się proszeniem o kłopoty.
Ostatecznie Zasada dostał samochody, ale wystartował na własne ryzyko. Musiał sam zorganizować finansowanie wyprawy, transport i zaplecze serwisowe, a Porsche otrzymało polskie tablice rejestracyjne. I wygrał.
– Pomysł startu w Gran Premio de Argentina był moim pretekstem do poznania się z Ferrym Porsche. Był życzliwy, ale tłumaczył mi, że Porsche 911 absolutnie nie jest samochodem na szutry – wspominał- wspominał po latach Zasada. Po powrocie do Europy sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej: kierowcę witano w Porsche, a sukces 911 świętowano w fabryce.
Sam Zasada podsumowuje ten fragment swojej kariery bez większej skromności, ale trudno odmówić mu argumentów: - Mogę powiedzieć, że moim udziałem było wprowadzenie samochodów marki Porsche do najtrudniejszych rajdów świata.
Rok później wystartował Porsche 911 w maratonie Londyn-Sydney. Wraz z Markiem Wachowskim wygrał najtrudniejszy australijski fragment imprezy – ponad 5000 km pokonywanych przez blisko trzy doby.
Urodzony w 1930 r. kierowca zdobył rajdowe mistrzostwo Europy w 1966, 1967 i 1971 r. a trzy razy kończył sezon jako wicemistrz. Były to czasy sprzed powstania WRC, gdy właśnie mistrzostwa Europy należały do najważniejszych międzynarodowych cykli rajdowych. Zasada jeździł fabrycznie dla Steyr-Pucha, Porsche, BMW i Mercedesa.
Czytaj więcej
Tam, gdzie liczy się każda sekunda, do akcji może wkroczyć Lamborghini. Włoska policja otrzymała nowe Temerario, które będzie wykorzystywane m.in....
Według jego oficjalnej biografii wygrał 148 rajdów, startował w ponad 40 krajach na pięciu kontynentach i za kierownicą pokonał blisko 3 mln km. Był też ośmiokrotnym mistrzem Polski.
Na tym jego sportowa historia bynajmniej się nie skończyła
W 2021 r. mając 91 lat, wsiadł do Forda Fiesty Rally3 i wystartował w Safari Rally Kenya. Tym samym został najstarszym kierowcą w historii, który wystąpił w rundzie Rajdowych Mistrzostw Świata. Rywalizował z zawodnikami młodszymi od siebie o około 70 lat. Pięć lat później znów zrobił coś, co u większości kierowców byłoby wyzwaniem bez względu na metrykę.
Na kolejnych etapach w Argentynie do Zasady podchodzili ludzie pamiętający wydarzenia sprzed 59 lat. Jeden z nich opowiadał, że w 1967 r. miał 12 lat i do dziś pamięta medialną sensację wokół nieznanego Polaka, który przyjechał do dalekiego kraju i wygrał ich najważniejszy rajd.
Na mecie w Córdobie Zasadę witali kibice, miejscowe władze, Automóvil Club Argentino i przedstawiciele Polonii. Otrzymał także specjalną statuetkę imienia Juana Manuela Fangio.
Sobiesław Zasada na Rajdzie Grand Premio 2026
– Nie spodziewałem się aż tylu emocji. Nadal nazywają mnie „Latającym Polakiem” - podsumował legendarny kierowca po dotarciu do mety.