Resort Klimatu i Środowiska opublikował najnowszą wersję projektu nowelizacji Ustawy o elektromobilności. Choć sam fakt nie dziwi, to zapisy w niej zawarte już tak. Całkowicie zrezygnowano z zapisów dotyczących Stref Czystego Transportu (SCT), które do tej pory były szeroko omawiane oraz można było mieć wrażenie, że stanowią jeden z nielicznych pewników w tej sprawie. Warto przypomnieć, że w pierwszej wersji dokumentu, znalazły się zapisy, które zobowiązywały miasta powyżej 100 tys. mieszkańców do stworzenia takiej strefy. Na tamtą chwilę oznaczałoby to powstanie ich około 37 w polskich miastach. W lutym 2021 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska zmieniło zdanie i postanowiło złagodzić przepisy. Zgodnie z nową wykładnią SCT miały powstać w miastach, które liczą ponad 100 tys., mieszkańców, a przeprowadzona w nich kontrola wykaże przekroczenie dopuszczalnego średniorocznego poziomu zanieczyszczenia powietrza dwutlenkiem azotu NO2. Do takich należały m.in.: Warszawa, Kraków, Katowice czy Wrocław.

CZYTAJ TAKŻE: Powstała pierwsza stacja wodorowa w Polsce

W finalnej wersji dokumentu akapity związane z SCT wykreślono. Tym samym, jeżeli nowelizacja zostanie zaakceptowana, w mocy pozostanie jedynie zapis „w gminie liczącej powyżej 100 000 mieszkańców (…) można ustanowić (…) strefę czystego transportu”. Jak łatwo się domyślić pozostawienie tworzenia SCT jako dowolność, sprawi, że przepis ten będzie martwy. Podejście resortu zaskakuje i jednocześnie niepokoi. Brak Stref Czystego Transportu w miastach o dużym zanieczyszczeniu powietrza, oznacza kolejne lata zwiększającej się liczby zgonów spowodowanych właśnie zanieczyszczeniem powietrza (szacuje się, że jest to około 40 tys. osób rocznie). Można więc powiedzieć, że zmiany, które mogłyby mieć wymierny wpływ lepiej zastąpić innymi mechanizmami, które np. przyniosą większe wpływy do skarbu państwa – np. wyższe mandaty.

""

fot. AdobeStock

moto.rp.pl

CZYTAJ TAKŻE: Dopłaty do samochodów elektrycznych

Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych zauważa, że rezygnacja z SCT to nie jedyne złe informacje. Nowe przepisy – jeżeli zostaną wprowadzone – utrudnią procedurę otrzymania zgody na montaż ładowarki do samochodów, w istniejących budynkach wielorodzinnych. PSPA sugerowało, by wyrażenie zgody na montaż, tylko w niektórych przypadkach winno się wiązać z koniecznością specjalistycznej ekspertyzy, dotyczącej umieszczenia w danym miejscu punktu ładowania. Miało to mieć miejsce w przypadku wątpliwości co do np. stanu instalacji przyłączeniowej. Nowy projekt zakłada jednak obligatoryjną ekspertyzę. Tym samym oznacza to zdecydowanie skomplikowanie procedur, a w efekcie o może negatywnie wpłynąć na elektromobilne chęci zakupowe Polaków. O wypowiedź poprosiliśmy Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Na odpowiedź czekamy.