Wspomniane okresy przejściowe miały pozwalać producentom samochodów na sprzedawanie w najbliższych latach aut, które w rzeczywistych testach drogowych (RDE) emitują więcej tlenków azotu, niż pozwalają normy. Regulacja wydana przez Komisję Europejską została anulowana przez sąd Unii Europejskiej w Luksemburgu. Pozew został złożony przez miasta Paryż, Bruksela i Madryt.

""

Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.

moto.rp.pl

Miasta mogą teraz kwestionować limity i w razie wątpliwości, narzucić zakaz prowadzenia samochodów z silnikiem diesla. Sędziowie dają Komisji dwanaście miesięcy na to żeby wszystkie nowe samochody spełniały normę emisji NOx w laboratoryjnej próbie, ale też w teście RDE, czyli podczas realnej eksploatacji. Prawdziwym problemem jest to, że wiele modeli w zakresie emisji NOx spełnia aktualnie normę emisji Euro 6 wyłącznie na papierze i wyłącznie podczas badania w laboratorium. We wrześniu cykl WLTP zastąpił przestarzały cykl NEDC. Ogromna część samochodów nie jest w stanie osiągnąć podczas normalnej jazdy takiego wyniku spalania, tym samym i poziomu emisji szkodliwych substancji, jaki jest określony podczas laboratoryjnego testu.

CZYTAJ TAKŻE: Jakich aut nie kupimy po 1 września

""

Sąd Unii Europejskiej w Luksemburgu.

moto.rp.pl

Producenci samochodów manipulowali testami spalin w laboratorium, tak żeby te emitowały według osiągniętych wyników znacznie mniejsze wartości spalin niż przewidywały normy. W ten sposób byli w stanie sprostać oficjalnym ograniczeniom, chociaż faktycznie ich samochody nie były „czyste” w rzeczywistej eksploatacji. Dlatego Komisja Europejska zarządziła, że w teście RDE, który obowiązywał będzie w homologacji aut od 1 września 2019 r. samochody z silnikami diesla będą mogły emitować do 168 mg NOx na kilometr do końca 2019 r. i 120 mg NOx na kilometr do końca 2023 roku. Te właśnie okresy przejściowe właśnie zostały wykasowane. Według wyroku sądu w Luksemburgu wszystkie okresy przejściowe skończą się za rok.

ZOBACZ TAKŻE: Elżbieta Bieńkowska, komisarz UE: Dieselgate wciąż truje polskie miasta