Od 17 września wchodzi w życie modyfikacja taryfikatora mandatów obowiązującego od początku 2022 r. Jeśli wtedy mocno podniesione zostały stawki za poszczególne rodzaje wykroczeń, to za niespełna pięć miesięcy drogówka będzie mogła jeszcze bardziej „przykręcić śrubę” zmotoryzowanym właśnie punktami. Zwłaszcza, że dla wielu kierowców są one bardziej dotkliwe niż konieczność odchudzenia portfela, bo ich kolekcjonowanie to jak autostrada do utraty prawa jazdy. Wystarczy do tego przekroczenie 24 punktów lub 20 w przypadku kierowców o stażu nie dłuższym niż rok. Tymczasem maksymalną pojedynczą dawkę 15 punktów będzie można zainkasować aż za 12 wykroczeń. Oto ich lista:

nieustąpienie pierwszeństwa na pasach;

niezatrzymanie się do kontroli i ucieczka;

spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym;

kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu lub pod wpływem środka o podobnym działaniu;

kierowanie w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego;

ominięcie pojazdu, który zatrzymał się w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszym;

wyprzedzanie na przejściu dla pieszych lub bezpośrednio przed nim;

przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w obszarze zabudowanym lub poza nim;

wyprzedzanie na przejeździe rowerowym lub bezpośrednio przed nim;

niezatrzymanie pojazdu, kiedy przez jezdnię przechodzi osoba z niepełnosprawnościami, która używa specjalnego

znaku.

Do tego trzeba jeszcze doliczyć 4 rodzaje wykroczeń, za które policja wlepi nam 10 punktów, czyli maksymalna stawkę obowiązującą obecnie. Będzie to:

naruszenie zakazu zawracania na autostradzie lub drodze ekspresowej;

przekroczenie dopuszczalnej prędkości od 31 do 40 km/h;

naruszenie zakazu wjeżdżania na przejazd, jeśli z drugiej strony nie ma miejsca do poruszania się autem;

przewóz osób pojazdem nieprzystosowanym lub nieprzeznaczonym do tego celu.

Czytaj więcej

Za jazdę po alkoholu rowerem czy hulajnogą nie stracisz prawa jazdy

Prócz braku możliwości zredukowania punktów karnych szkoleniem oraz dwukrotnie wydłużonego okresu na ich wykasowanie dochodzi jeszcze jednak dolegliwość: okres anulowania punktów będzie biegł dopiero od chwili zapłacenia mandatu. W przeciwnym razie będą dalej obciążać konto ukaranego kierowcy.

A to jeszcze nie koniec. Od czerwca tego roku, a więc za niespełna półtora miesiąca firmy ubezpieczeniowe będą mogły weryfikować liczbę punktów karnych oraz popełnionych wykroczeń i na tej podstawie szacować wysokość obowiązkowego ubezpieczenia OC. Zważywszy, że stawki i tak sukcesywnie rosną, ten scenariusz w przypadku zmotoryzowanych mających zbyt częsty kontakt z drogówką może być poważnym obciążeniem domowego budżetu. Trzeba też pamiętać o wprowadzonej zasadzie recydywy: ponowne przyłapanie na tym samym wykroczeniu powoduje, że mandat się podwaja.

Czy groźba szybszego kolekcjonowania punktów przyniesie oczekiwany skutek w postaci zwiększenia bezpieczeństwa ruchu, pewnie będzie można ocenić dopiero w przyszłym roku. W przeprowadzonym w styczniu sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” ponad 69 proc. badanych stwierdziło, że wysokie mandaty skłonią kierowców do wolniejszej jazdy. Tymczasem wyniki badania przeprowadzonego w 2020 r. przez Polską Izbę Ubezpieczeń pokazały, że jedna trzecia ankietowanych uważała przekroczenie prędkości na terenie zabudowanym o 20 km/h za bezpieczne, natomiast przeszło jedna piąta stwierdziła, że bezpieczne jest również przekroczenie dopuszczalnej prędkości w mieście o 30 km/h.

Czytaj więcej

Od dzisiaj nowe stawki za mandaty. Tak wygląda nowy tarfikator