Jawor mógł być jak Żylina

Polski Jawor miał szanse stać się takim samym miastem, jak dzisiaj jest słowacka Żylina. Może tylko mieszkańców miałby mniej. Nie stał się, bo Polska przegrała rywalizację ze Słowacją o inwestycję Jaguara Land Rovera.

Publikacja: 26.09.2015 13:47

Jawor mógł być jak Żylina

Foto: Bloomberg

Kiedy Koreańczycy z Kia wybrali Żylinę (Polska wtedy też przegrała rywalizację o tę inwestycję) na miejsce postawienia fabryki miasto liczyło niespełna 60 tysięcy mieszkańców i ludzie stamtąd raczej wyjeżdżali, niż chcieli się osiedlić. Trudno było tam dojechać, bo górskie drogi, chociaż malownicze, były w kiepskim stanie, pełne wybojów, a wyminięcie dwóch pojazdów wymagało wielkich umiejętności i ostrożności kierowców. W mieście był właściwie tylko jeden liczący się zakład – producent materiałów budowlanych.

— Kiedy powiedziałem żonie, żebyśmy się przeprowadzili do Żyliny, nie była zachwycona. To było małe miasteczko, bez perspektyw. Tyle, że pięknie położone. Ale tam potrzebowali ludzi do pracy i to nie tylko inżynierów, w Bratysławie o pracę było coraz trudniej — mówi Jozef Baca, szef komunikacji w słowackiej Kia, dzisiaj bardzo zadowolony z przeprowadzki.

Miasto w ciągu tych 10 lat powiększyło się o 25 tysięcy mieszkańców. Przyjeżdżają zwłaszcza ludzie młodzi, wykształceni, bo takich potrzebuje nie tylko Kia i Hyundai Mobis — dostawca komponentów, ale i nowoczesne fabryki materiałów budowlanych. Nagle okazało się, że dla tych wszystkich ludzi natychmiast potrzebne są mieszkania. Powstało więc duże osiedle mieszkaniowe i dzielnice domków jednorodzinnych. Za wzgórzem, trochę już w górach „podobno jest luksusowe osiedle, gdzie mieszkają Koreańczycy”. Osiedle jest rzeczywiście piękne, chociaż Koreańczyków nie bardzo widać – bo tutaj raczej tylko śpią. — Nie widać ich, bo stale pracują. Przyjeżdżają z pracy i dalej pracują w domach – mówi sąsiadka z „koreańskiego” osiedla.

Dobrze płacą

Kia i Hyundai najlepiej płacą w regionie i te pieniądze już widać. Średnia, to 850 euro miesięcznie, a na taśmach produkcyjnych widać praktycznie młodych i bardzo młodych ludzi.

Początkowo Kia miała zatrudnić 2,4 tys. osób. Dzisiaj jest ich o tysiąc więcej, a u poddostawców 4 tysiące. —Dla nas najważniejsza jest gwarancja zatrudnienia. Nikt nam jej oficjalnie nie dał, jest niepisana, ale nie widziałem, żeby były jakieś cięcia. No chyba, że ktoś się wyraźnie naraził. Kia nie zwalniała ludzi nawet w 2008 roku, kiedy sprzedaż aut w Europie zaczęła spadać – mówi Robert Ondrejkovic. Ma 42 lata i pracuje na taśmie produkcyjnej, zarabia ponad tysiąc euro miesięcznie, ale ze wszystkimi dodatkami, także tymi na dzieci wypada znacznie więcej. I ma tylko jedno życzenie: żeby Europejczycy kupowali więcej aut.

Teraz, kiedy z taśm zjeżdża nowa Kia Sportage po raz pierwszy oficjalnie pokazana podczas kończącego się 27 września salonu we Frankfurcie Kia nie powinna mieć w Europie problemów.

— Ci ludzie potrafią pracować, jak nigdzie indziej. Bo są głodni sukcesu. Chcą lepiej żyć, kupować domy i mieszkania, no i oczywiście samochody — mówi Stefaan Vandevelde, szef Delphi Corp. — I ta produkcja nie ma nic wspólnego z low-costami- dodaje.

— Walczyłem o tę inwestycję i wiem, że wygraliśmy z Polską, bo Koreańczyków przekonały nasze reformy — wspomina w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Ivan Miklosz, były wicepremier minister finansów Słowacji, dzisiaj szef doradców ekonomicznych rządu ukraińskiego. W 2002 roku podpisywał z Koreańczykami pierwsze porozumienie o inwestycji Kia.

— My już mieliśmy wtedy podatek liniowy i jasne plany przyjęcia euro. Inwestorzy lubią przewidywalność — dodaje. I nie ma wątpliwości, że to Słowacy, jak nikt inny w regionie potrafią przygotować ofertę w pakiecie, a nie propozycję, że może by coś jeszcze tam dorzucić, a może coś odjąć. — Nasze Sario jest nie do pokonania – mówi Miklosz. Słowackie Sario, to odpowiednik Polskiej Agencji Inwestycji Zagranicznych.

— Byłem w Żylinie i w fabryce Kia kilkakrotnie. Tak samo, jak i w fabryce Peugeota Citroena i Toyoty.

I mogę śmiało powiedzieć, że fabryka Kia swoją nowoczesnością zdecydowanie przewyższa zakład francusko-japoński — mówi Ivan Miklosz. Przyznaje, że jego samego zaskoczyło tempo w jakim Żylina się rozwija. Oprócz centrum motoryzacyjnego powstało jeszcze centrum produkcji materiałów budowlanych, to całkiem nowe inwestycje w tym regionie. — Jedno, co mnie niepokoi, że wszystkie inwestycje motoryzacyjne są położone w tym samym regionie – na zachodzie kraju. Fabryki oddalone są od siebie o kilkadziesiąt kilometrów. Oczywiście dla dostawców komponentów, to duże ułatwienie, ale na wschodzie też powinno się coś dziać – mówi Miklosz.

Galbi i Kimchi

W supermarkecie Lidla w Żylinie tydzień koreański. Jest kimchi, piękne kawałki żeber wołowych idealnie nadających się na galbi.

Ale też i stałe stoiska z żywnością z kilku innych krajów – Niemiec, Włoch, Stanów Zjednoczonych. Żylina zrobiła się bardzo międzynarodowa — śmieje się ekspedientka. Zapewne gdyby nie inwestycje, niepotrzebny byłby tutaj hotel czterogwiazdkowy, ale jest Holiday Inn. Ale jest. Bo potrzebują go cudzoziemcy tutaj przyjeżdżający. W hotelowym kiosku raczej specyficzna oferta. Korzeń żeńszenia w różnych odmianach i polskie kosmetyki Ziaji z koziego mleka. Oprócz tego najróżniejsze polskie przetwory z aronii. —O to pytają Koreańczycy i to wywożą w ilościach hurtowych – słyszę. O żeńszeń? — A nie żeńszeń, to już konsumują raczej na miejscu.

Na najwyższym piętrze bar z karaoke i azjatycki kabaret. W poniedziałki zamknięty, ale przez cały tydzień pełno. —To wcale nie znaczy, że w Żylinie nie ma co robić — słyszę. Oczywiście są kina, teatr, pootwierały się zakłady kosmetyczne i fryzjerskie.

Przyjeżdżają i wyjeżdżają

Koreańczyków w fabryce Kia jest podobno sześciu. Na stałe. Widać ich jednak wszędzie tam, gdzie pojawiają się jakieś problemy. Przyjeżdżają i wyjeżdżają. Sześć lat mieszkał tutaj szef Kia Motors Slovakia, In-Kyu Bae. Podobno nie chciał wyjeżdżać. Postawił na lokalnych dostawców komponentów i w efekcie nowy Ceed ma 75-procenowy wkład części z Unii Europejskiej. — Nie mamy też kłopotów z jakością, bo słowaccy kontrolerzy są bardziej skrupulatni od Niemców — mówił. W kontekście dzisiejszych kłopotów Volkswagena nie brzmi to, jak komplement.

In-Kyu Bae został zastąpiony na początku tego roku przez Eek-Hee Lee. —Wiem, że nie będę miał łatwo, bo zawsze i wszyscy nam się przyglądają — mówi Lee. Ale uważa, że skoro był w Żylinie w czasie rozruchu fabryki, teraz będzie miał łatwiej.

Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana