Pracownicy południowokoreańskich zakładów Hyundaia rozpoczęli częściowy strajk po załamaniu się negocjacji płacowych z zarządem. Zamiast całkowicie zatrzymać produkcję, zatrudnieni na obu zmianach przez trzy dni kończyli pracę dwie godziny wcześniej.

Taka forma protestu pozwala związkowcom wywierać presję na firmę bez natychmiastowego zamykania całych fabryk. Nawet krótkie przerwy mogą jednak szybko przełożyć się na tysiące niewyprodukowanych samochodów, ponieważ Korea Południowa pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków produkcyjnych Hyundaia.

Związek nie wyklucza kolejnych, dłuższych protestów, jeżeli rozmowy nie przyniosą porozumienia. Następne przestoje mogą trwać po cztery godziny na zmianę.

Chodzi o pieniądze, ale nie tylko

Jednym z głównych postulatów jest podwyżka miesięcznego wynagrodzenia podstawowego o 149 600 wonów (ok. 383 zł). Pracownicy chcą również, by na premie przeznaczono równowartość 30 proc. zysku netto wypracowanego przez Hyundaia w 2025 r.

Związkowcy argumentują, że pracownicy budujący samochody powinni w większym stopniu uczestniczyć w finansowych sukcesach koncernu. Zwracają uwagę, że rozwój sztucznej inteligencji i automatyzacji przynosi firmom oszczędności oraz nowe możliwości, ale korzyści nie powinny trafiać wyłącznie do właścicieli i kadry zarządzającej.

Na liście żądań znalazło się także… podniesienie wieku emerytalnego z 60 do 65 lat. To może być zaskakujący z naszej perspektywy, ale ważny punkt: w Korei wiele osób obawia się spadku poziomu życia po zakończeniu pracy zawodowej i woli pracować dłużej.

Tym razem spór wykracza jednak poza tradycyjne rozmowy o pensjach i premiach. Pracownicy chcą także zabezpieczeń związanych z planowanym wprowadzeniem robotów humanoidalnych do fabryk.

Atlas, humanoidalny robot opracowany przez należącą do Hyundaia firmę Boston Dynamics

Atlas, humanoidalny robot opracowany przez należącą do Hyundaia firmę Boston Dynamics

Foto: Hyundai

Atlas budzi niepokój w zakładach

Największe emocje wywołuje Atlas, humanoidalny robot opracowany przez należącą do Hyundaia firmę Boston Dynamics. Koncern planuje rozpocząć wykorzystywanie takich maszyn w swojej amerykańskiej fabryce w Georgii w 2028 r.

Na początku roboty mają wykonywać przede wszystkim proste, powtarzalne zadania logistyczne. Atlas może przenosić pojemniki, dostarczać części na linię produkcyjną i pracować w miejscach, w których człowiek musiałby podnosić ciężkie elementy lub wykonywać monotonne ruchy przez wiele godzin.

Do końca dekady zakres jego obowiązków może zostać rozszerzony również o bardziej skomplikowane czynności montażowe. Hyundai zapowiada jednocześnie rozwój produkcji robotów na dużą skalę.

Firma przekonuje, że maszyny nie mają od razu zastępować całych zespołów. Powinny przede wszystkim przejmować zadania ciężkie, niebezpieczne albo uciążliwe. Pracownicy obawiają się jednak, że granica między wspomaganiem człowieka a zastępowaniem go będzie się przesuwała wraz z rozwojem technologii.

Robot nie musi od razu zająć miejsca konkretnej osoby przy taśmie. Wystarczy, że firma przestanie zatrudniać nowych pracowników na stanowiska opuszczane przez osoby odchodzące na emeryturę. W ten sposób liczba etatów może stopniowo maleć bez dużych, jednorazowych zwolnień.

Związek chce mieć wpływ na automatyzację

Przedstawiciele pracowników domagają się formalnych negocjacji przed wprowadzeniem humanoidalnych robotów do zakładów. Chcą ustalić zasady wykorzystania maszyn, ochrony dochodów i przekwalifikowania osób, których obowiązki mogą zostać przejęte przez automatyzację.

Związek już wcześniej ostrzegał, że nie zaakceptuje jednostronnego wdrażania nowych technologii. Pracownicy nie sprzeciwiają się samej modernizacji fabryk, ale chcą mieć wpływ na tempo zmian i sposób podziału wynikających z nich korzyści.

Obawy nie dotyczą wyłącznie Hyundaia. Humanoidalne roboty opracowują lub testują między innymi Tesla, BMW, Mercedes-Benz, Toyota, BYD i Chery. Producenci widzą w nich sposób na zwiększenie wydajności, ograniczenie liczby wypadków i rozwiązanie problemów z brakami kadrowymi.

Dla pracowników oznacza to jednak konieczność odpowiedzi na pytanie, które stanowiska znikną jako pierwsze i czy firmy zapewnią ludziom możliwość przejścia do nowych zadań.

Atlas, humanoidalny robot opracowany przez należącą do Hyundaia firmę Boston Dynamics

Atlas, humanoidalny robot opracowany przez należącą do Hyundaia firmę Boston Dynamics

Foto: Materiały prasowe

Hyundai ostrzega przed kosztami protestu

Kierownictwo koncernu nie zamierza łatwo ustąpić. Choi Young-il, odpowiedzialny za krajową produkcję, ocenił, że wcześniejsze strajki pozostawiały po sobie przede wszystkim straty produkcyjne, niższe wypłaty pracowników oraz krytykę ze strony klientów.

Firma zapowiedziała też, że nie zrekompensuje pracownikom wynagrodzenia utraconego podczas protestu. Im dłużej potrwa konflikt, tym większe będą konsekwencje zarówno dla Hyundaia, jak i dla samych związkowców.

Każda godzina postoju oznacza mniejszą liczbę samochodów opuszczających zakłady. Przy obecnej skali produkcji nawet ograniczony strajk może kosztować koncern setki milionów zł w utraconych przychodach.

Czytaj więcej

Kupili auta z 2026 roku, dostali z 2025. BYD oferuje pełen zwrot

Roboty zmienią nie tylko sposób budowy samochodów

Spór w Hyundaiu pokazuje, że wprowadzenie humanoidalnych robotów zmieni relacje między pracownikami a koncernami.

Automatyzacja może poprawić bezpieczeństwo, zwiększyć wydajność i odciążyć ludzi przy najcięższych zadaniach. Może też jednak ograniczyć liczbę etatów, zahamować wzrost wynagrodzeń i osłabić pozycję związków zawodowych.

Atlas nie pracuje jeszcze na liniach produkcyjnych Hyundaia, ale już stał się jednym z najważniejszych punktów sporu między firmą a zatrudnionymi. Roboty nie organizują strajków. Ludzie, którzy obawiają się, że zostaną przez nie zastąpieni – jak najbardziej. W przyszłości możemy spodziewać się większej liczby tego typu konfliktów. Walka ludzi z maszynami może już nie być tylko kwestią ze scenariuszy science fiction, ale póki co nie będzie tak spektakularna jak w filmach.