Chodzi o powodzenie tzw Wizji Zero, czyli programowi, w którym Szwecja, Norwegia i właśnie Finlandia postawiły na drastyczne ograniczenie śmierci na drogach. Nie bez powodu szwedzkie Volvo uważane są nadal uważane za najbezpieczniejsze auta na świecie. W 2021 roku w Finlandii średnia wypadków drogowych na każde 100 tysięcy mieszkańców wyniosła 3,07 w porównaniu z 7,24 w Estonii, 7,17 na Łotwie i 3,7 w Szwecji, czyli w krajach o podobnym klimacie. Liczba śmiertelnych wypadków w latach 2002-2020 spadła o połowę w z poprzednimi 18. latami. W roku 2019. w Helsinkach nie było ani jednego wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. W 2021 — dwa. Dlaczego wypadków , a zwłaszcza tych ze skutkiem śmiertelnym jest tak mało? Bo Finowie w dużych miastach postawili na transport miejski, głównie tramwaje i metro, a co 10 mieszkaniec, kiedy może korzysta nie z samochodu, tylko z roweru. No i co 7. mieszkaniec tego kraju mieszka na wsi, gdzie drogi są zazwyczaj puste.

Ale nie zawsze tak było. W latach 60. ubiegłego stulecia Finlandia przeżywała powojenny boom gospodarczy. Finowie rzucili się do kupna samochodów, a liczba aut zarejestrowanych w stolicy w ciągu 7 lat potroiła się. Pojawiły się korki, wzrosła liczba wypadków. Wtedy władze Helsinek zwróciły się do amerykańskiej firmy Wilbur Smith & Associates , która wspólnie z fińską Pentti Polvinen przygotowały propozycję rozwiązania problemów. Miało nim być zbudowanie 300 kilometrów autostrad i poszerzenia ulic w samej stolicy. Tramwaje miały zniknąć z ulic miasta. Władze Helsinek w całości odrzuciły taką wizję, uznały ją za dystopię i ekstremalną wizję tego jak patologicznie można rozwijać motoryzację. I wcale nie pozbyli się aut z miast siłą. Po prostu spowodowali, że jazda samochodem osobowym po ulicach stała się mało atrakcyjna. - Na terenach miejskich stopniowo obniżany był limit prędkości, z jaką auta mogą się poruszać. W 1970. było to 50 km/h, w 2000 - 40 km/h, a dzisiaj dla ponad połowy ulic miejskich jest to 30 km/h - tłumaczy Heikki Liimatainen, profesor na Wydziałe Transportu i Logistyki na Uniwersytecie w Tampere.

Czytaj więcej

Co trzeci kierowca uważa, że przekroczenie prędkości o 30 km/h nie jest niebezpieczne

W Helsinkach wręcz wymusza się wolniejszą jazdę. - Specjalnie zwęziliśmy pasy na jezdni, żeby kierowcy nie czuli się zbyt komfortowo. W najszerszych miejscach mają one 3,5 metra szerokości, a w niektórych nawet 3,20 metra. To wręcz wymusza wolniejszą jazdę — mówi Reetta Putkonen, dyrektor planowania transportu w Urzędzie Miejskim Helsinek. Ona sama nie korzysta z samochodu, do pracy przyjeżdża rowerem. Efekty już są, bo liczba wypadków z udziałem pieszych i rowerzystów, ich kolizji z autami, metodycznie spada. W skali samego kraju w latach 2005 – 2020 zmniejszyła się o 75 proc. Prawda jest i taka, że same wąskie ulice nie wyeliminują wypadków, więc za przekroczenie dozwolonej prędkości jazdy płaci się i to słono. Na ulicach Helsinek zamontowano 35 kamer, które namierzają zbyt szybko jadących. Jeśli przekroczymy dozwoloną prędkość o 20 km/h, to możemy liczyć, że na naszym mailu otrzymamy wezwanie do zapłaty 200 euro. Przy tym nie wszystkie kamery są włączone 24/7. Ale nikt nie wie które akurat działają, a które nie. Aktywne są zawsze te w pobliżu szkół i placów zabaw dla dzieci. - Sami mieszkańcy chcieli tych kamer. Właśnie w pobliżu szkół. Przy tym te 200 euro, to kara minimalna. Bo jej wysokość jest uzależniona od zarobków kierowcy i całe opowieści krążą o tym, jak w 2002 roku jeden z członków zarządu Nokii zapłacił 116 tys. euro za jazdę na motorze z prędkością 75 km/godz. Po terenie, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/godz. Stanowiło to połowę jego miesięcznych zarobków.

Finowie przy tym do bólu analizują powody każdej kolizji drogowej. I nie zakładają z góry, że winna była osoba za kółkiem. Nie ma także zwyczaju, aby kierowcy porozumiewali się między sobą zanim przyjedzie policja, bo wtedy obaj dostaną wysokie mandaty. Przez ostatnich 50 lat wszystkie informacje z incydentu na drodze są analizowane przez multidyscyplinarną komisję, która zbiera dane z firm ubezpieczeniowych, od ekspertów planowania ruchu drogowego, policji i służby zdrowia. Po takim dochodzeniu, komisja wydaje rekomendacje, które bardzo często skutkują zmianą w regulacjach i wydaniu odpowiednich rekomendacji. Często potem zmieniana jest geometria drogi, czy ustawienia świateł ulicznych. W Finlandii rowerzyści nie są utrapieniem przeszkadzającym kierowcom. O utrzymanie ścieżek rowerowych dba się tak samo, jak o stan dróg i ulic, a na północy kraju, gdzie jest bardzo zimno rowerzyści jeżdżą na specjalnych oponach. W ich produkcji wyspecjalizował się fiński Nokian Suomi Tyres, który na północy Europy znalazł ogromny rynek zbytu. Ale ścieżki rowerowe są dokładnie oczyszczane, najczęściej posypywane solą, która następnie jest usuwana z powierzchni, aby nie niszczyła opon.

Czytaj więcej

GM rozważał pomysł zbudowania Cadillaca z 16-cylindrowym silnikiem

Większy problem jest w Helsinkach, na południu kraju, gdzie śnieg w ciągu dnia się topi, a w nocy woda zamarza. Oczywiście też można posypywać ścieżki solą. Ale mieszkańcy stolicy na zimę najczęściej odstawiają rowery i przesiadają się, no właśnie nie do aut, tylko do środków transportu publicznego. W helsińskim ratuszu jednak coraz poważniej rozmawia się o wprowadzeniu kolejnego środka, który zwiększyłby bezpieczeństwo na drogach. Chodzi o system V2X (vehicle-to-everything), który umożliwia komunikowanie się aut ze sobą, ale także z infrastrukturą drogową i innymi użytkownikami dróg. Założenie jest takie, że auta autonomiczne będą bezpieczniejsze od tych, które są prowadzone przez kierowców, a więc i na drodze będzie bezpieczniej. Już samo wykorzystanie technologii informowania o niezamierzonej zmienia pasa ruchu spowodowało, że kierowca wie, co powinien zrobić. Finowie są wielkimi fanami najnowszych technologii, nad ulepszeniami pracuje już Nokia wspólnie z start-upami. W połączeniu z już istniejącymi rozwiązaniami bezpieczeństwo na fińskich drogach rzeczywiście ma szanse jeszcze wzrosnąć.