Finlandia coraz bliżej wizji zero wypadków drogowych. Pomogły nie tylko mandaty

Finlandia należy do czołówki krajów, w których notuje się najmniejszy odsetek wypadków drogowych ze skutkiem śmiertelnym. Jak do tego doszło? Wcale nie wyłącznie dzięki horrendalnie wysokim karom.

Publikacja: 30.10.2022 16:47

Finlandia coraz bliżej wizji zero wypadków drogowych. Pomogły nie tylko mandaty

Foto: AdobeStock

Chodzi o powodzenie tzw Wizji Zero, czyli programowi, w którym Szwecja, Norwegia i właśnie Finlandia postawiły na drastyczne ograniczenie śmierci na drogach. Nie bez powodu szwedzkie Volvo uważane są nadal uważane za najbezpieczniejsze auta na świecie. W 2021 roku w Finlandii średnia wypadków drogowych na każde 100 tysięcy mieszkańców wyniosła 3,07 w porównaniu z 7,24 w Estonii, 7,17 na Łotwie i 3,7 w Szwecji, czyli w krajach o podobnym klimacie. Liczba śmiertelnych wypadków w latach 2002-2020 spadła o połowę w z poprzednimi 18. latami. W roku 2019. w Helsinkach nie było ani jednego wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. W 2021 — dwa. Dlaczego wypadków , a zwłaszcza tych ze skutkiem śmiertelnym jest tak mało? Bo Finowie w dużych miastach postawili na transport miejski, głównie tramwaje i metro, a co 10 mieszkaniec, kiedy może korzysta nie z samochodu, tylko z roweru. No i co 7. mieszkaniec tego kraju mieszka na wsi, gdzie drogi są zazwyczaj puste.

Ale nie zawsze tak było. W latach 60. ubiegłego stulecia Finlandia przeżywała powojenny boom gospodarczy. Finowie rzucili się do kupna samochodów, a liczba aut zarejestrowanych w stolicy w ciągu 7 lat potroiła się. Pojawiły się korki, wzrosła liczba wypadków. Wtedy władze Helsinek zwróciły się do amerykańskiej firmy Wilbur Smith & Associates , która wspólnie z fińską Pentti Polvinen przygotowały propozycję rozwiązania problemów. Miało nim być zbudowanie 300 kilometrów autostrad i poszerzenia ulic w samej stolicy. Tramwaje miały zniknąć z ulic miasta. Władze Helsinek w całości odrzuciły taką wizję, uznały ją za dystopię i ekstremalną wizję tego jak patologicznie można rozwijać motoryzację. I wcale nie pozbyli się aut z miast siłą. Po prostu spowodowali, że jazda samochodem osobowym po ulicach stała się mało atrakcyjna. - Na terenach miejskich stopniowo obniżany był limit prędkości, z jaką auta mogą się poruszać. W 1970. było to 50 km/h, w 2000 - 40 km/h, a dzisiaj dla ponad połowy ulic miejskich jest to 30 km/h - tłumaczy Heikki Liimatainen, profesor na Wydziałe Transportu i Logistyki na Uniwersytecie w Tampere.

Czytaj więcej

Co trzeci kierowca uważa, że przekroczenie prędkości o 30 km/h nie jest niebezpieczne

W Helsinkach wręcz wymusza się wolniejszą jazdę. - Specjalnie zwęziliśmy pasy na jezdni, żeby kierowcy nie czuli się zbyt komfortowo. W najszerszych miejscach mają one 3,5 metra szerokości, a w niektórych nawet 3,20 metra. To wręcz wymusza wolniejszą jazdę — mówi Reetta Putkonen, dyrektor planowania transportu w Urzędzie Miejskim Helsinek. Ona sama nie korzysta z samochodu, do pracy przyjeżdża rowerem. Efekty już są, bo liczba wypadków z udziałem pieszych i rowerzystów, ich kolizji z autami, metodycznie spada. W skali samego kraju w latach 2005 – 2020 zmniejszyła się o 75 proc. Prawda jest i taka, że same wąskie ulice nie wyeliminują wypadków, więc za przekroczenie dozwolonej prędkości jazdy płaci się i to słono. Na ulicach Helsinek zamontowano 35 kamer, które namierzają zbyt szybko jadących. Jeśli przekroczymy dozwoloną prędkość o 20 km/h, to możemy liczyć, że na naszym mailu otrzymamy wezwanie do zapłaty 200 euro. Przy tym nie wszystkie kamery są włączone 24/7. Ale nikt nie wie które akurat działają, a które nie. Aktywne są zawsze te w pobliżu szkół i placów zabaw dla dzieci. - Sami mieszkańcy chcieli tych kamer. Właśnie w pobliżu szkół. Przy tym te 200 euro, to kara minimalna. Bo jej wysokość jest uzależniona od zarobków kierowcy i całe opowieści krążą o tym, jak w 2002 roku jeden z członków zarządu Nokii zapłacił 116 tys. euro za jazdę na motorze z prędkością 75 km/godz. Po terenie, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/godz. Stanowiło to połowę jego miesięcznych zarobków.

Finowie przy tym do bólu analizują powody każdej kolizji drogowej. I nie zakładają z góry, że winna była osoba za kółkiem. Nie ma także zwyczaju, aby kierowcy porozumiewali się między sobą zanim przyjedzie policja, bo wtedy obaj dostaną wysokie mandaty. Przez ostatnich 50 lat wszystkie informacje z incydentu na drodze są analizowane przez multidyscyplinarną komisję, która zbiera dane z firm ubezpieczeniowych, od ekspertów planowania ruchu drogowego, policji i służby zdrowia. Po takim dochodzeniu, komisja wydaje rekomendacje, które bardzo często skutkują zmianą w regulacjach i wydaniu odpowiednich rekomendacji. Często potem zmieniana jest geometria drogi, czy ustawienia świateł ulicznych. W Finlandii rowerzyści nie są utrapieniem przeszkadzającym kierowcom. O utrzymanie ścieżek rowerowych dba się tak samo, jak o stan dróg i ulic, a na północy kraju, gdzie jest bardzo zimno rowerzyści jeżdżą na specjalnych oponach. W ich produkcji wyspecjalizował się fiński Nokian Suomi Tyres, który na północy Europy znalazł ogromny rynek zbytu. Ale ścieżki rowerowe są dokładnie oczyszczane, najczęściej posypywane solą, która następnie jest usuwana z powierzchni, aby nie niszczyła opon.

Czytaj więcej

GM rozważał pomysł zbudowania Cadillaca z 16-cylindrowym silnikiem

Większy problem jest w Helsinkach, na południu kraju, gdzie śnieg w ciągu dnia się topi, a w nocy woda zamarza. Oczywiście też można posypywać ścieżki solą. Ale mieszkańcy stolicy na zimę najczęściej odstawiają rowery i przesiadają się, no właśnie nie do aut, tylko do środków transportu publicznego. W helsińskim ratuszu jednak coraz poważniej rozmawia się o wprowadzeniu kolejnego środka, który zwiększyłby bezpieczeństwo na drogach. Chodzi o system V2X (vehicle-to-everything), który umożliwia komunikowanie się aut ze sobą, ale także z infrastrukturą drogową i innymi użytkownikami dróg. Założenie jest takie, że auta autonomiczne będą bezpieczniejsze od tych, które są prowadzone przez kierowców, a więc i na drodze będzie bezpieczniej. Już samo wykorzystanie technologii informowania o niezamierzonej zmienia pasa ruchu spowodowało, że kierowca wie, co powinien zrobić. Finowie są wielkimi fanami najnowszych technologii, nad ulepszeniami pracuje już Nokia wspólnie z start-upami. W połączeniu z już istniejącymi rozwiązaniami bezpieczeństwo na fińskich drogach rzeczywiście ma szanse jeszcze wzrosnąć.

Chodzi o powodzenie tzw Wizji Zero, czyli programowi, w którym Szwecja, Norwegia i właśnie Finlandia postawiły na drastyczne ograniczenie śmierci na drogach. Nie bez powodu szwedzkie Volvo uważane są nadal uważane za najbezpieczniejsze auta na świecie. W 2021 roku w Finlandii średnia wypadków drogowych na każde 100 tysięcy mieszkańców wyniosła 3,07 w porównaniu z 7,24 w Estonii, 7,17 na Łotwie i 3,7 w Szwecji, czyli w krajach o podobnym klimacie. Liczba śmiertelnych wypadków w latach 2002-2020 spadła o połowę w z poprzednimi 18. latami. W roku 2019. w Helsinkach nie było ani jednego wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. W 2021 — dwa. Dlaczego wypadków , a zwłaszcza tych ze skutkiem śmiertelnym jest tak mało? Bo Finowie w dużych miastach postawili na transport miejski, głównie tramwaje i metro, a co 10 mieszkaniec, kiedy może korzysta nie z samochodu, tylko z roweru. No i co 7. mieszkaniec tego kraju mieszka na wsi, gdzie drogi są zazwyczaj puste.

Pozostało 86% artykułu
Jak jeździć
Inwazja fotoradarów. Pojawią się nowe, niemieckie mobilne urządzenia pomiarowe
Jak jeździć
Szybciej stracisz prawo jazdy, obowiązkowe badania lekarskie - nowe pomysły UE
Jak jeździć
Nie tylko w Polsce. W tych krajach za przekroczenie prędkości konfiskują auto
Jak jeździć
Konfiskata samochodu nie tylko za jazdę pod wpływem alkoholu
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Jak jeździć
Skandal z kamizelkami odblaskowymi. Test ADAC - wiele modeli nie odbija światła
Jak jeździć
Polacy udają Ukraińców, aby nie płacić mandatów