Mitsubishi przyznaje się do oszustwa

Japoński producent samochodów – Mitsubshi – przyznał się do zaniżania odczytów spalania. Oszustwo dotyczy 625 tys. samochodów.

Publikacja: 20.04.2016 11:40

Mitsubishi przyznaje się do oszustwa

Foto: Bloomberg

Rynek bardzo gwałtownie zareagował na tę informację, a kurs akcji spółki na giełdzie tokijskiej spadł o 15 proc. po tym, jak producent oficjalnie przyznał się do nieprawidłowości. Był to pierwszy tak głęboki spadek kursu akcji od 12 lat. To oznacza, że firma straciła 1,2 mld dolarów swojej kapitalizacji rynkowej.

Dla porównania akcje Volkswagena od czasu wybuchu afery spalinowej straciły na wartości 16 mld euro.

Być może cała sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie ujawnił jej Nissan, dla którego Mitsubishi produkuje niektóre modele aut. Przy tym przekręt dotyczy 157 tys. aut Mitsubishi i 468 tys. z logo Nissana. Teraz obydwaj producenci rozmawiają na temat odszkodowania, jakie musi wypłacić MItsubishi, oraz czy modele z „podkręconymi” wynikami były sprzedawane jedynie w Japonii, czy też były eksportowane.

Według informacji japońskiej agencji prasowej Kyodo, pracownicy firmy chcąc uzyskać jak najniższy wynik spalania podczas testów nieprawidłowo obciążali opony w czterech różnych modelach samochodów.

— Cała sprawa ma inny wymiar, niż jest to w przypadku Volkswagena, ale dzisiaj rynek jest wyjątkowo wyczulony na próby manipulacji ze strony producentów – mówił Seiji Sugiura, analityk Tokai Tokyo Research Center.

Jego zdaniem jednak Mitsubishi nie ma co liczyć na taryfę ulgową i z pewnością manipulacja ekonomicznością aut z pewnością odbije się i na reputacji i na sprzedaży.

Wewnętrzne dochodzenie w MItsubishi ujawniło, że manipulacje dotyczyły przede wszystkim bardzo popularnego Japonii małego auta eK.

Na razie producent nie ujawnił w jaki sposób zamierza zadośćuczynić klientom, doszło jedynie do publicznych przeprosin ze strony prezesa Mitsubishi Motors, Tetsuo Aikawy i dwóch jego zastępców.

Nissan, który sprzedaje w Japonii model eK, jako DayZ odmawia jakichkolwiek komentarzy. Na razie wiadomo jedynie,że Mitsubishi wstrzymało sprzedaż aut, w przypadku których podawało zaniżony poziom spalania. Powołany został również zespół audytorów, którzy mają wyjaśnić jak mogło dojść do takich nieprawidłowości.

Nie wiadomo jeszcze także, jak Japończycy ukarzą producenta, bo Ministerstwo Transportu także odmawia komentarzy.

Nie jest to pierwszy przypadek zaniżania poziomu spalania w autach.Zrobiły to w USA w 2014 roku Hyundai i Kia, które wtedy dobrowolnie poddały się grzywnie w wysokości 350 mln dolarów i jednocześnie zrekompensowały wydatki na większe koszty paliwa. Ich klienci mieli do wyboru – wypłatę gotówki, bądź kupony na paliwo. Także Ford ma takie „grzechy” na swoim koncie, bo zawyżał ekonomiczność swoich hybryd.

Rynek bardzo gwałtownie zareagował na tę informację, a kurs akcji spółki na giełdzie tokijskiej spadł o 15 proc. po tym, jak producent oficjalnie przyznał się do nieprawidłowości. Był to pierwszy tak głęboki spadek kursu akcji od 12 lat. To oznacza, że firma straciła 1,2 mld dolarów swojej kapitalizacji rynkowej.

Dla porównania akcje Volkswagena od czasu wybuchu afery spalinowej straciły na wartości 16 mld euro.

Pozostało 84% artykułu
Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana