Branże czeka rewolucja

Motoryzacja to sektor najbardziej konkurencyjny na świecie, więc wszystkie rządy chcą wywierać na nią wpływ – mówi wiceprezes BMW Ian Robertson.

Publikacja: 01.05.2017 19:51

Branże czeka rewolucja

Foto: materiały prasowe

Rz: Czy nie ma pan wrażenia, że dzisiaj światowa motoryzacja znalazła się w najtrudniejszym momencie w swojej historii, jeśli nie w punkcie zwrotnym?

Ian Robertson: To prawda. Następnych pięć lat przewróci do góry nogami tę branżę. Zmieni się wszystko, od tego, jak auta są projektowane, poprzez ich produkcję, malowanie, napęd. Ma już nie być silników spalinowych, w co ja akurat nie do końca wierzę, kierowcę wesprą coraz bardziej autonomiczne systemy, na szerszą skalę pojawi się współwłasność samochodów, auta będą wynajmowane na minuty, a nie kupowane na własność. Dojdzie jeszcze daleko posunięta cyfryzacja. To oznacza, że w ciągu następnych pięciu–dziesięciu lat napisana zostanie zupełnie nowa karta w historii naszej branży. Będzie to wyjątkowy czas, bo zmiany zajdą także w prowadzeniu biznesu. Już dzisiaj jest silnie regulowany, ale regulacje zostaną jeszcze zaostrzone. Dotychczas były one na poziomie regionalnym, potem dodatkowo na krajowym, teraz wprowadzają je także miasta. To wszystko razem wzięte powoduje, że żyjemy w fantastycznych czasach.

Kiedy mówi pan o wyzwaniach, nie wspomniał pan o polityce. A przecież i ona wywiera wpływ na to, co dzieje się w motoryzacji.

Polityka jest wpleciona we wszystko, co się u nas dzieje. Widać ją we wszystkich ustawach. To branża najbardziej konkurencyjna na świecie, więc wszystkie rządy chcą wywierać na nią wpływ. Cykle inwestycyjne wynoszą siedem lat i zapewne się skrócą, więc są bardzo atrakcyjne. A niezależnie od tego, czy mówimy o Brexicie w Europie czy też o polityce Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych, zawsze motoryzacja jest pod lupą i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. W Europie w branży pracuje 14 milionów ludzi, a produkcja ma wartość 3,5 bln dol. Jeśli dodamy do tego przemysł komponentów, dochodzimy do ponad 10 bln dol…

No właśnie, co dla pana jest w tej chwili większym wyzwaniem: warunki Brexitu czy polityka nowej administracji amerykańskiej?

Zacznijmy od Brexitu. Wolność dają nam otwarte granice i nieograniczony przepływ dóbr usług i siły roboczej. Mam nadzieję, że tak samo będzie po Brexicie. Ale, jak mówiliśmy, to branża bardzo upolityczniona, więc kiedy 27 narodów będzie musiało podjąć decyzję, nie potrafię przewidzieć ostatecznego efektu. Mam jednak nadzieję, że ostateczny wynik negocjacji będzie satysfakcjonujący dla obydwu stron kanału La Manche. Jeśli mówimy o wpływie polityki amerykańskiej, to jestem spokojniejszy. BMW w Stanach Zjednoczonych zatrudnia 8 tys. osób, jesteśmy tam największym eksporterem aut i sprzedajemy za granicę za 10,5 mld dolarów. To nasz drugi dom. Właśnie zamierzamy zainwestować w fabryce w Północnej Karolinie miliard dolarów i zwiększyć produkcję z 350 do 450 tys. aut. Ale budujemy również fabrykę w Meksyku i zamierzamy tam produkować auta z serii 3 na rynki globalne. Czy będziemy je również sprzedawać w USA, zdecydujemy, kiedy już będzie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja.

Czy pamięta pan, by wcześniej BMW poświęcało tyle czasu i pieniędzy na wypracowanie najnowocześniejszych technologii?

Rzeczywiście wydatki na badania i rozwój rosną i jest kilka tego powodów. Prace nad stworzeniem technologii baterii do aut elektrycznych, prawdę mówiąc, są jeszcze w powijakach. Silniki spalinowe są na rynku już od 100 lat i cały czas są udoskonalane, tak aby nasze auta spełniały najbardziej wyśrubowane normy środowiskowe. Pracujemy nad pojazdami autonomicznymi, stąd kluczowe partnerstwo z Intelem i Nokią. Mam jednak świadomość, że w tej podróży zrobiliśmy zaledwie pierwsze kroki i zaczątki technologii autonomicznych są w naszych autach serii 7, zaawansowane rozwiązania są też dostępne w serii 5. I w ciągu następnych pięciu lat nadal będą potrzebne ogromne nakłady inwestycyjne, bo produkt stanie się jeszcze bardziej skomplikowany. Jednocześnie już teraz musimy podejmować decyzje, które mogą okazać się błędne. Czyli z jednej strony musimy prowadzić normalny dochodowy biznes, a z drugiej cały czas myśleć o przyszłości.

Czy BMW zabolało, kiedy okazało się, że to jednak Mercedes Benz jest największym producentem samochodów z segmentów premium?

Kto naprawdę jest większy, zależy od tego, jak się liczy. W naszym przypadku nie było liczone Mini, które jest częścią naszego modelu biznesowego, a Mercedes policzył wszystko, co produkuje pod swoją marką, także auta dostawcze. W naszym przypadku nie ma mowy o tym, żeby produkować jak najwięcej samochodów, mamy za sobą 26 dochodowych kwartałów, w których wszystko idzie zgodnie z wyznaczoną strategią. Nie ma innej firmy samochodowej, która może się tym poszczycić.

Pana szef Harald Krueger uważa, że w bardzo bliskiej przyszłości może dojść do bliskiej współpracy z inną marką premium, a nawet przejęcia. Wiem, że z szefem nie warto się spierać, ale jaka jest pana opinia na ten temat?

Jako firma jesteśmy totalnie niezależni i zawsze otwarci na współpracę. Tak jest w przypadku PSA, któremu dostarczaliśmy silniki, podobnie było z Toyotą, z którą teraz przygotowujemy wspólnie auto jedno dla nich, jedno dla nas. Do spółki z Mercedesem i Volkswagenem kupiliśmy Nokię i otworzyliśmy możliwość wejścia Intela w to przedsięwzięcie. To przyspieszy przygotowanie aut autonomicznych, bo będziemy mieli bardzo precyzyjne mapy. Będą jeszcze inni, a współpraca jest już znacznie szersza niż kiedykolwiek. Ale powtarzam: nadal pozostajemy całkowicie niezależni, bo przecież filozofia BMW nie opiera się na ekonomii skali, która jest jak najbardziej korzystna w segmencie aut masowych.

Kiedy dzisiaj patrzy pan na rynki, gdzie widzi pan największy potencjał?

Azja rośnie nieustannie. Europa mile zaskakuje, ale jeszcze nie powróciła do sprzedaży sprzed kryzysu 2008. Rynek amerykański odbił szybko, ale od lat praktycznie nie notuje wzrostu. Czyli rynkiem wzrostu pozostają Chiny i kilka innych mniejszych rynków azjatyckich. Niestety, nie widzę dzisiaj „nowych Chin”, a przecież gdyby nie rynek chiński, właśnie światowa motoryzacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Podczas kryzysu w Europie i USA sprzedaż spadła łącznie o 13 mln, wtedy na szczęście pojawił się rynek chiński, gdzie sprzedaje się 25 mln aut rocznie, wzrost był niemal pionowy i to ratowało światową motoryzację.

Jak więc widzi pan rozwój Grupy BMW?

Będzie stymulowany rozszerzeniem oferty i segmentów. Właśnie wprowadziliśmy na rynek małą limuzynę w Chinach, wkrótce pojawi się mały SUV x2. W przyszłym roku duży x7. Potencjał jednak nie jest wielki. W takiej sytuacji sprzedaż będzie rosła głównie poprzez pozyskiwanie klientów z innych marek. Szczerze powiem, w tym akurat jesteśmy bardzo dobrzy.

CV

Ian Robertson uważany jest na najważniejszego Brytyjczyka w światowej motoryzacji. Ma 59 lat. Absolwent University of Cardiff. Karierę w branży zaczynał w Roverze, był także dyrektorem generalnym w Land Roverze. Do BMW przeszedł w 1994 roku, kiedy brytyjską firmę przejął BMW. Wiceprezesem BMW odpowiedzialnym za sprzedaż i marketing został w 2008 roku.

Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana