Polskie ciężarówki gwałtownie hamują

Kłopoty ma ponad trzy czwarte firm transportowych. Winni? Rosjanie, ale także Niemcy.

Publikacja: 16.03.2016 21:00

Polskie ciężarówki gwałtownie hamują

Foto: Bloomberg

Dramatycznie pogarsza się kondycja finansowa polskich firm transportowych. W przewoźników uderzają rosnące koszty działalności, nasilająca się konkurencja i spadek zleceń na rynku rosyjskim.

Według danych wywiadowni gospodarczej Bisnode, które poznała „Rzeczpospolita”, w marcu aż 78 proc. przedsiębiorców z branży transportowej znalazło się w słabej lub bardzo złej kondycji ekonomicznej.

To oznacza, że liczba firm, które popadły w finansowe tarapaty, w ciągu ostatniego roku niemal się podwoiła. Jeśli w lutym 2015 r. w bardzo dobrej i dobrej kondycji było prawie 15,3 tys. firm na blisko 27 tys. badanych, to obecnie już niespełna 5,7 tys. Z kolei liczba firm w kondycji słabej podskoczyła z 10,6 tys. do prawie 20 tys., a w złej podniosła się z 1,1 tys. do blisko 1,3 tys.

– Tak drastyczny wzrost może już wkrótce się przełożyć na liczne bankructwa. Ten proces już się zaczął – ostrzega Tomasz Starzyk z Bisnode Polska. Z danych wywiadowni wynika, że o ile w 2014 roku w branży transportowej odnotowano 38 upadłości, o tyle w roku ubiegłym już 42.

Na pogorszenie kondycji ekonomicznej branży bardzo mocno wpływa sytuacja na rynku rosyjskim. Najpierw w przewoźników uderzyło rosyjskie embargo na żywność. Było tym dotkliwsze, że większość polskich ciężarówek jadących do Rosji do tej pory przewoziła właśnie produkty żywnościowe. Potem doszła całkowita blokada wjazdu na teren Rosji z początkiem lutego. Co prawda po czterech tygodniach Rosjanie wydali 20 tys. zezwoleń, ale ważnych tylko do połowy kwietnia. Nie rozwiązało to problemu, zwłaszcza że miesięczna przerwa nie pozwoliła przewoźnikom zrealizować zaplanowanych na ten czas umów.

Wysokie płace

Kolejnym nierozwiązanym problemem jest sprawa wprowadzonego w ubiegłym roku w Niemczech obowiązku wypłacania kierowcom przejeżdżającym przez ten kraj stawek w wysokości minimum 8,5 euro za godzinę. A to dopiero początek, bo kolejne kraje szykują się do podobnych kroków.

Płaca minimalna pojawi się w Norwegii, gdzie do jej egzekwowania brakuje tylko przepisów wykonawczych. Natomiast w połowie lipca minimalne stawki mają obowiązywać na terenie Francji, gdzie godzina pracy kierowcy będzie kosztować co najmniej 9,6 euro.

– Części polskich firm przewozowych nie będzie stać na wypłacanie kierowcom wyższych stawek niż obecnie – twierdzi Anna Wrona, rzeczniczka Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) w Polsce.

Koszty za granicą windują nie tylko płace, ale i rosnące kary. We Francji z początkiem marca kontrolujący przewozy zaczęli nakładać wysokie mandaty, jeśli kierowca z dwuosobowej załogi korzysta z obowiązkowej przerwy, w czasie gdy samochód prowadzi jego zmiennik. Francuzi i Belgowie zaczęli także karać za nocowanie kierowców w kabinie. Według ZMPD nakładane są za to grzywny w wysokości kilku tysięcy euro, a mogą sięgnąć 30 tys. euro.

Kosztowne spanie

Spanie w kabinie jest zresztą szerszym problemem: zgodnie z polskimi przepisami kierowcy mają w takiej sytuacji prawo do ryczałtów. A ponieważ pracodawcy tego nie respektują, do sądów masowo wpływają pozwy.

– Wielu przewoźników znalazło się w trudnej sytuacji. Części grozi upadłość – alarmował w styczniu w interpelacji poseł PO Paweł Olszewski.

Blokada transportu do Rosji sprawiła, że przewoźnicy, którzy jeździli do Rosji, gwałtownie szukają kierunków zastępczych. Wśród firm transportowych nasila się więc walka o zleceniodawców z Europy Zachodniej. Rośnie przez to koncentracja, bo najsłabsi już zaczęli wypadać z rynku. Sytuację nieco łagodzi wzrost eksportu do Niemiec, ale nie wiadomo, na jak długo.

Tymczasem na rosnące trudności w branży transportowej wskazują także dane Instytutu Keralla Research. Z badania mikro-, małych i średnich firm za I kwartał wynika, że prawie 30 proc. przedsiębiorców wskazuje na pogorszenie kondycji, a 16 proc. informuje o poprawie. To podobne wyniki jak w badaniu z jesieni ub.r.

– Już wówczas branża sygnalizowała coraz większe problemy z malejącymi marżami i rosnącym fiskalizmem. Część właścicieli firm transportowych prognozowała, że po 20 latach prowadzenia tego biznesu będą go zamykać – mówi Katarzyna Pydych, dyrektor generalna Keralla Research.

Wciąż kupują nowe ciężarówki

Transportem międzynarodowym zajmuje się w Polsce blisko 30 tys. firm. Duża część to niewielkie przedsiębiorstwa, mające kilka pojazdów. Jako całość branża jest jednak w Europie potęgą: w połowie ubiegłego roku po europejskich drogach jeździło przeszło 170 tys. polskich ciężarówek. Tymczasem na te ostatnie, mimo kłopotów ze zleceniami, popyt stale rośnie. Jak podaje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, popyt na nowe ciężarówki podskoczył w lutym 2016 roku w ujęciu r./r. o 42,8 proc. W całym 2015 roku sprzedano przeszło 17 tys. ciągników samochodowych, o blisko jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Może to oznaczać, że firmy dostosowują flotę do normy Euro 6, ale że mają jeszcze rezerwy finansowe. Według zajmującej się ubezpieczaniem należności firmy Euler Hermes na początku tego roku 81,6 proc. należności przedsiębiorstw transportowych wciąż płaconych było w terminie, a przeterminowanych było 18,4 proc.

Dramatycznie pogarsza się kondycja finansowa polskich firm transportowych. W przewoźników uderzają rosnące koszty działalności, nasilająca się konkurencja i spadek zleceń na rynku rosyjskim.

Według danych wywiadowni gospodarczej Bisnode, które poznała „Rzeczpospolita”, w marcu aż 78 proc. przedsiębiorców z branży transportowej znalazło się w słabej lub bardzo złej kondycji ekonomicznej.

Pozostało 93% artykułu
Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana
Archiwum
Toyota wstrzymuje testy po tragicznym wypadku Ubera