Volkswagen oszukiwał na skalę globalną. Numer ze spalinami w 11 mln aut

Afera z zaniżaniem poziomu emisji nie dotyczy wyłącznie USA i Kanady. We wtorek koncern przyznał, że oprogramowanie pozwalające na zaniżony odczyt emisji tlenku azotu i dwutlenku węgla mogło zostać zainstalowane w 11 mln aut.

Publikacja: 22.09.2015 21:00

Według niemieckich mediów, w piątek prezes VW Martin Winternkorn pożegna się ze stanowiskiem

Według niemieckich mediów, w piątek prezes VW Martin Winternkorn pożegna się ze stanowiskiem

Foto: Bloomberg

To prawie tyle, ile grupa sprzedaje w ciągu roku, a afera dotyczy modeli Golf, Passat, Jetta, Beetle oraz Audi A3 wyprodukowanych w latach 2009–2015. Zamontowane oprogramowanie, zależnie od ustawienia, pokazywało różne poziomy zawartości trujących gazów w spalinach, nawet o 40 proc. niższe od rzeczywistych.

Nie wiadomo, ile ostatecznie w wymiarze finansowym będzie kosztował VW emisyjny przekręt. Na razie koncern odłożył na ten cel 6,3 mld euro, ale same możliwe kary na rynku amerykańskim wyliczone zostały na 18 mld dol. Zeszłoroczny zysk VW Group to 17,9 mld euro.

Giełda we Frankfurcie we wtorek po raz kolejny ukarała największego na świecie producenta samochodów. Po spadku cen akcji o 20 proc. w poniedziałek wyprzedaż trwała nadal i papiery straciły dalsze 19 proc. Drastycznie także wzrosła stawka ubezpieczenia długu VW. „Nie jesteśmy w tej chwili w stanie ocenić finansowych wymiarów obecnego kryzysu” – napisał w opracowaniu Saxo Bank.

Z pewnością ucierpi sprzedaż aut z silnikami diesla, bo klienci nie będą mieli pewności, czy rzeczywiście są one czyste.

Szukanie winnych

Nie można też zapomnieć o stratach wizerunkowych. Volkswagen nie jest zwykłą firmą, to symbol niemieckiego gospodarczego sukcesu i wysokiej jakości. Koncern produkuje auta 12 marek i zatrudnia na świecie ponad pół miliona osób.

Sytuacją zainteresowała się kanclerz Angela Merkel, która uważa, że jedynym wyjściem jest w tej chwili postawienie na całkowitą przejrzystość. – Tej sprawy inaczej załatwić nie można – mówiła we wtorek w Berlinie. Dodała, że w kontakcie z Volkswagenem jest Ministerstwo Transportu. – Mam nadzieję, że wszystkie fakty zostaną ujawnione tak szybko, jak jest to możliwe – dodała.

Niemiecki „Tagesspiegel” napisał we wtorek, że w najbliższy piątek, kiedy kadencja Martina Winterkorna na stanowisku prezesa Grupy miała zostać przedłużona do 2018 r., zostanie on zwolniony ze stanowiska. Miałby go zastąpić Matthias Mueller, prezes Porsche. – To nonsens – powiedział jednak rzecznik Volkswagena.

Ale Max Warburton, analityk rynku motoryzacyjnego w Bernstein w londyńskim City, nie jest już tego taki pewien. – Każda próba przerzucenia odpowiedzialności na jakiegoś pracownika niższego rangą jest skazana na porażkę. Wszystko musi dojść do prezesa Martina Winterkorna – mówi. I odrzuca wcześniejsze komunikaty Volkswagena informujące, że jest to problem na poziomie „inżynieryjnym”. – Nie można tolerować takiej postawy, a dochodzenie w VW musi przeprowadzić firma z zewnątrz – podkreślił Warburton.

Nie wyklucza on jednak, że w dążeniach do obniżenia emisji spalin jakaś grupa inżynierów przedstawiła zarządowi konkretne „rewolucyjne” rozwiązanie, a zarząd nie w pełni zdawał sobie sprawę z tego, na czym ono polega – uważa analityk.

Na razie ujawnił się producent innowacyjnego elementu silnika, który aktualnie jest badany w USA – jest nim niemiecki Bosch, który teraz twierdzi, że wytwarzał komponent – element wtrysku common rail – według specyfikacji dostarczonej przez Volkswagena. „Odpowiedzialność za tę aplikację i integrację poszczególnych komponentów jest po stronie Volkswagena” – napisał Bosch w oświadczeniu, dystansując się od kłopotów biznesowego partnera.

Cios dla Niemiec

Dla rządu niemieckiego skandal wywołany przez Volkswagena to potężny problem, bo zmniejsza wiarygodność niemieckiego przemysłu, w szczególności branży motoryzacyjnej. Dlatego Daimler (producent mercedesów) i BMW wystosowały wczoraj oświadczenia, w których informowały, że ich diesli ten problem nie dotyczy.

Daimler zapewnił, że nie używa oprogramowania do manipulacji testami. Natomiast BMW poinformował, że jego auta z silnikami diesla też były kontrolowane w USA przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA) i „stwierdzono zgodność testowanego auta BMW z limitami także w sytuacji rzeczywistej jazdy”.

Mimo to rząd niemiecki zapowiada kontrolę wszystkich silników tego typu montowanych w niemieckich fabrykach. Kontroli diesli, już na poziomie europejskim, domaga się francuski minister finansów Michel Sapin. Podkreślił jednak w wystąpieniu w Radio1, że nie wierzy, by podobne praktyki mogły być stosowane przez francuskich producentów (połowa sprzedawanych aut produkowanych we Francji to diesle). Akcje Renault i PSA też staniały. Francuscy związkowcy ze swojej strony zapowiadają demonstrację, która ma przekonać rynek, że w ich fabrykach nie ma przekrętów.

Przeglądy i akcję przywoławczą aut z silnikami diesla, szczególnie niemieckich, rozpoczęli Szwajcarzy i Koreańczycy, a zapowiadają Chińczycy. Wiadomo, że były one sprzedawane także w Polsce, ale Volkswagen Polska nie odpowiedział na pytanie „Rzeczpospolitej”.

To prawie tyle, ile grupa sprzedaje w ciągu roku, a afera dotyczy modeli Golf, Passat, Jetta, Beetle oraz Audi A3 wyprodukowanych w latach 2009–2015. Zamontowane oprogramowanie, zależnie od ustawienia, pokazywało różne poziomy zawartości trujących gazów w spalinach, nawet o 40 proc. niższe od rzeczywistych.

Nie wiadomo, ile ostatecznie w wymiarze finansowym będzie kosztował VW emisyjny przekręt. Na razie koncern odłożył na ten cel 6,3 mld euro, ale same możliwe kary na rynku amerykańskim wyliczone zostały na 18 mld dol. Zeszłoroczny zysk VW Group to 17,9 mld euro.

Pozostało 87% artykułu
Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana
Archiwum
Toyota wstrzymuje testy po tragicznym wypadku Ubera