Małe firmy drogo płacą za ubezpieczenie swoich samochodów. Przedsiębiorcy najbardziej odczuli  podwyżki cen OC z 2016 i 2017 roku. O ile w segmencie ubezpieczeń indywidualnych wzrosły one średnio o 40 proc, dla klientów flotowych były to podwyżki rzędu 60, a nawet 100 proc.

Podwyżki najbardziej dotknęły branżę transportową, w której jeśli dojdzie do szkody, to ma ona niemal zawsze duże rozmiary. Kwota składki dla tira sięga dziś nawet 10-12 tys. złotych za samo OC. Tymczasem średnia cena za OC dla pojazdu osobowego oscyluje w granicach 900 – 1 300 zł za pojazd.

– Dziś możemy mówić o oligopolu 3-4 ubezpieczycieli, którzy dyktują warunki w tym segmencie. Faworyzują dużych graczy i najlepsze floty, obejmując je ubezpieczeniem na korzystnych warunkach – mówi Przemysław Bona, wiceprezes prezes Profika Broker. – Małe firmy są często odsyłane z kwitkiem – dodaje. Niektórym przedsiębiorcom, po odmowie przygotowania oferty flotowej, pozostaje dużo droższe i bardziej uciążliwe indywidualne wycenianie każdego pojazdu.

Ubezpieczyciele często typują preferowane branże i na nich się koncentrują. – Interesuje nas współpraca z klientami ubezpieczającymi się w Uniqa kompleksowo, posiadającymi tabor do 30 pojazdów – przyznaje Tomasz Szarek, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Korporacyjnych Uniqa. Nie oznacza to całkowitego odstąpienia od ofertowania np. flot transportowych, czy międzynarodowych przewoźników pasażerskich, ale w tych przypadkach towarzystwa zachowują szczególną ostrożność.

Podwyżki wyhamowały

Obecnie ceny OC na rynku flotowym ustabilizowały się, brokerzy obserwują jedynie nieznaczne podwyżki (ok. 10-15 proc. rocznie), ale nie wiadomo, jak długo utrzyma się ta sytuacja. Wzrost wydatków ubezpieczycieli na odszkodowania będzie musiał znaleźć odzwierciedlenie w cenach, a można spodziewać się wyższych wypłat. Niedawno Sąd Najwyższy uznał, że bliscy ofiar wypadków znajdujących się w stanach wegetatywnych mają prawo do zadośćuczynienia, a że dotyczy to spraw z ostatnich 20 lat, to koszty wypłat prawdopodobnie pójdą w miliardy złotych.

Podwyżki dotkną głównie te firmy, które mają na koncie dużo szkód. – Klienci, u których z roku na rok przebiegi szkodowe będą rosły, muszą liczyć się ze wzrostem składek – podaje Artur Urbańczyk, menedżer Wydziału Ubezpieczeń Flotowych w Allianz.

Niezależnie od uchwały Sądu Najwyższego z roku na rok rosną średnie koszty likwidacji szkody, co nie może zostać obojętne dla cen polis OC. Są to zarówno wyższe koszty napraw i części zamiennych, jak i coraz wyższe wypłaty za szkody osobowe, czyli takie, gdy w wypadku ucierpiał człowiek.

Jak obniżyć składkę

Na cenę polis dla flot wpływa przede wszystkim historia szkodowa. Coraz mniej jest przedsiębiorstw, które znając konsekwencję wysokiej szkodowości nie podejmują żadnych działań zmierzających do jej obniżenia. – Wyraźnie widać aktywność fleet managerów w dążeniu do wdrażania programów mających na celu obniżanie składek również przez stosowanie nietypowych rozwiązań ubezpieczeniowych – mówi Monika Koszykowska, broker specjalista z STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi. W celu minimalizacji szkodowości wprowadzane są specjalne programy wpływające na bezpieczeństwo floty. Dzisiaj bowiem, obok szkodowości, przy taryfikacji składek na pojazdy uwzględnia się procedury flotowe, car policy, politykę szkoleniową czy zasady bezpieczeństwa.

Na cenę polis dla flot wpływa przede wszystkim historia szkodowa

W autocasco ceny może obniżyć współodpowiedzialność za ewentualne szkody, czyli wprowadzenie udziałów własnych. Klient będzie wówczas ponosił część kosztów, co powinno wpłynąć na zwiększenie dbałości o własne pojazdy.

– Można też wspólnie z klientem, po wspólnej analizie przebiegów szkodowych, wyciągnąć wnioski na temat częstych przyczyn szkód i wprowadzić rozwiązania prewencyjne, które ograniczą i zmniejszą ich liczbę – radzi Arutr Urbańczyk. – Jeśli u klienta znaczna część szkód to małe szkody tzw. parkingowe, można w celu ich wyeliminowania zainwestować w czujniki/kamery cofania. Zmniejszenie częstotliwości ich występowania przyniesie wymierne efekty w postaci niższej składki – dodaje Urbańczyk.

Klienci mogą również korzystać z sieci naprawczej współpracującej z danym zakładem ubezpieczeń – wówczas koszty napraw będą niższe, co także przełoży się na składkę. – Z firmą ubezpieczeniową należy prowadzić dialog, najlepiej przy pomocy profesjonalnego pośrednika. Im więcej towarzystwo ubezpieczeń się dowie na temat danej floty, tym łatwiej będzie im zrozumieć i odpowiednio wycenić ryzyko – radzi Przemysław Bona.

Kierowca pod kontrolą

W obliczu wzrostu cen doradzający firmom brokerzy szukają nowatorskich rozwiązań, które pozwoliłyby na bardziej efektywne kalkulowanie składki ubezpieczeniowej. Takimi rozwiązaniami są technologie i urządzenia telematyczne pozwalające na gromadzenie danych dotyczących stylu i bezpieczeństwa jazdy. Towarzystwa coraz częściej angażują się w takie projekty w celu zbudowania taryfikatorów składek w oparciu dane gromadzone przez te urządzenia, ale rozwiązania te nie są jeszcze stosowane masowo.

CZYTAJ TAKŻE: Lepsza laurka od klepsydry

W branży transportowej telematyka ma zastosowanie już od minimum 10 lat, lecz nie ma to specjalnego przełożenia na spadek szkodowości, służy raczej do monitorowania samych kierowców. Jak mówi Przemysław Bona, takie działania są z reguły opłacalne dla dużych firm, gdyż dzięki nim uzyskują m.in. oszczędności paliwa czy ogólną poprawę bezpieczeństwa i umiejętności kierowców. Aby telematyka miała znaczący wpływ na cenę ubezpieczenia, musi przede wszystkim być stosowana w całej flocie przez długi okres i to przy założeniu minimalnej rotacji kierowców czy braku zmiany pojazdów. Krótkookresowe działanie telematyczne nie przynosi znaczącego spadku liczby szkód.