Od 2 kwietnia każde auto, wyprodukowane poza USA, będzie obciążone 25-procentowym cłem. Więc teoretycznie o tyle właśnie powinno być droższe u dealera, jeśli nie zrezygnuje on ze swojej marży. A bardzo szybko zaczną także drożeć pojazdy produkowane w samych Stanach Zjednoczonych, ponieważ praktycznie każde z 10,2 mln produkowanych w amerykańskich fabrykach aut zawiera zagraniczne komponenty, które również zostały obciążone 20-procentowym cłem. W tej sytuacji amerykańscy analitycy z rynku motoryzacyjnego wyliczyli, że same koszty produkcji auta w USA wzrosną z powodu ceł od 3 tys. do nawet 12 tys. dol. (od ok. 11,5 do 45,6 tys. zł).
Czytaj więcej
Tesla planuje otwarcie restauracji w Los Angeles, która ma łączyć czas spędzony przy ładowarkach...
Ale nie tylko ceny komponentów będą miały wpływ na wyższe ceny w motoryzacji. Bo cenami rządzą także popyt i podaż. Zdaniem Donalda Trumpa cła powinny doprowadzić do tego, że amerykańskie auta stanieją i wzrośnie ich udział w rynku, bo firmy przeniosą produkcję do USA. Tyle, że realizacja takiego scenariusza potrwać może lata i tak naprawdę nie wiadomo, czy w ogóle tak się stanie. A już dzisiaj samochody w USA są drogie. Po wejściu w życie ceł samochody będą jeszcze droższe. Firma analityczna Cox Automotive wyliczyła, że w sytuacji, kiedy cła będą obowiązywać, produkcja w Ameryce Północnej (czyli nie tylko w USA, ale także w Kanadzie i Meksyku), zmniejszy się o 10-20 proc. To oznacza, że na amerykańskim rynku będzie mniej o 1,5, a być może nawet o 3 mln samochodów, które według wcześniejszych planów miały wjechać do salonów dealerskich w Stanach Zjednoczonych. Najprawdopodobniej również zniknie znacząca część importu z Azji i Europy, który dzisiaj wynosi 3,7 mln pojazdów – wyliczył S&P Global Mobility. - Te auta, które są importowane bezpośrednio, zostaną obciążone najwyższymi cłami. Podrożeją, bo będzie ich mniej - tłumaczy Jeff Schuster, wiceprezes firmy badawczej z rynku motoryzacyjnego GlobalData.
A skoro będzie mniej aut zagranicznych, to rzeczywiście część Amerykanów zdecyduje się kupić pojazdy krajowej produkcji, które także podrożeją. Bo mniejsza konkurencja zawsze przynosi taki efekt. Tak już było w USA w przeszłości, w latach 60-tych ubiegłego stulecia, kiedy administracja amerykańska zdecydowała się na nałożenie ceł na importowane furgonetki. Ich ceny natychmiast poszybowały w górę - i to nie tylko tych zagranicznej produkcji. - Jeśli nie ma konkurencji, ceny idą w górę - przypomina Jonathan Smoke, główny ekonomista z Cox Automotive. Ale są i świeższe przykłady. Kiedy w 2021 roku fabryki ruszyły po pandemii, bardzo brakowało części, zwłaszcza półprzewodników. To z kolei znacznie ograniczyło produkcję i liczbę aut na rynku. W efekcie ceny poszybowały w górę. Tylko między styczniem i grudniem 2021 roku za nowe auta trzeba było zapłacić o 17 proc. więcej niż przed pandemią. A kiedy nowych pojazdów było za mało, fala podwyżek rozlała się również na rynek pojazdów używanych. I ich ceny wystrzeliły o 32 proc. w górę.
Eksperci już dzisiaj biją na alarm – podrożeją ceny wszystkich aut w USA
Wysokie ceny samochodów w USA doprowadziły do szybkiego wzrostu inflacji, co z kolei było jednym z powodów porażki Demokratów w wyborach w 2024 roku. W ostatnim tygodniu „Wall Street Journal” podał, że Donald Trump ostrzegał amerykańskich producentów samochodów przed zakusami podniesienia cen z powodu wysokich ceł. Potem się z tego wycofał i mówił tylko, że bardzo by mu się podobało, gdyby auta importowane podrożały, bo wtedy Amerykanie przerzuciliby się na auta krajowej produkcji.