Koncerny samochodowe pod wielką lupą

Suzuki przyznało się, że zaniżało wyniki spalania swoich aut. To kolejny producent, który przyznaje, że oszukiwał konsumentów.

Publikacja: 18.05.2016 21:00

Dla Suzuki sytuacja nie jest bardzo groźna, bo to firma bardzo bogata. Głównym rynkiem są Indie

Dla Suzuki sytuacja nie jest bardzo groźna, bo to firma bardzo bogata. Głównym rynkiem są Indie

Foto: materiały prasowe

Jak na razie poza wszelkimi podejrzeniami są Toyota, Mazda, Ford, Volvo, BMW i Honda – ich aut nie chcieli badać nawet najbardziej zagorzali ekolodzy.

Renault i Fiat wprowadziły własne regulacje po testach. Daimler przeprowadził je z własnej woli.

General Motors masowo zmieniał wywieszki na niektórych modelach w salonach w Stanach Zjednoczonych, bo wyniki testów spalania w laboratorium i w realu różniły się o kilka mil na galonie paliwa (w USA spalanie podaje się w milach przejechanych na galonie; to ok. 3,8 l).

Oburzony Opel poddaje się właśnie testom, a na Nissana zakusy mieli Koreańczycy, którzy nie uznali wyników badań brytyjskich i postanowili przeprowadzić własne akurat w momencie, kiedy szybko zaczęła rosnąć sprzedaż modelu Qashqai na tamtym rynku. Normy brytyjskie i zasady testowania aut w tym kraju są uważane na świecie za najbardziej wiarygodne.

Sypią się głowy

Z powodu ewidentnego oszustwa pracę straciło już ponad 20 pracowników Volkswagena, a 18 maja prezes Mitsubishi Motors Tetsuro Aikawa wziął na siebie winę za podawanie nieprawdziwych danych dotyczących ekonomiki najmniejszych aut sprzedawanych na rynku japońskim.

Suzuki natychmiast został ukarany przez rynek gwałtownym spadkiem notowania akcji, a nestor koncernu Osamu Suzuki ma jeszcze przed sobą spotkanie z ministrem transportu. Na razie głęboko kłaniał się przed dziennikarzami i analitykami. Sytuacja nie jest bardzo groźna, bo firma jest bardzo bogata, a głównym rynkiem są Indie.

Od ponad pół roku na rynku pojawiają się informacje o tym, że sprzedawane auta mają zupełnie inne wskaźniki spalania w warunkach laboratoryjnych i podczas normalnej eksploatacji oraz że spaliny wcale nie są tak czyste, jak wykazuje to specyfikacja.

Pierwszy był Volkswagen, kiedy okazało się, że w autach tej grupy z silnikami wysokoprężnymi – skodach, audi, volkswagenach – amerykańscy regulatorzy wykryli w spalinach zbyt wysoką zawartość tlenku azotu, NOX.

Rządy oraz Komisja Europejska zapowiedziały, że zmienią się zasady testowania aut. W tym celu komisja powołana w Parlamencie Europejskim przez rok będzie sprawdzać metody badania poziomu spalania i składu emisji. Efekty mają być znane w 2017 r.

Auta zdrożeją

– Niestety, jest tak, że problem wynikający z praktyk Volkswagena ma teraz ogromny wpływ na całą branżę – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prezes PSA Peugeot Citroen Carlos Tavares. – Ucierpiała także, i to zbiorowo, nasza reputacja – wtórował Tavaresowi szef Fiata Chryslera Sergio Marchionne.

Sprzedaż diesli spadła w wyniku tej afery minimalnie, ale – jak ostrzega Wojciech Drzewiecki, dyrektor Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar – wprowadzenie ostrzejszych norm i zastosowanie się do nich przez producentów będzie oznaczało większe nakłady na badania i rozwój, co natychmiast przełoży się na wyższe koszty koncernów, a więc i podwyżki cen aut.

Zgadza się z tym w pełni prezes Nissan Motor Europe Paul Willcox.

– Ostrzejsza kontrola, ujednolicenie jej warunków w przypadku testów laboratoryjnych i panujących na drogach powoduje, że producenci więcej uwagi poświęcają emisjom, co oznacza zwiększenie inwestycji w technologie. I proszę mi wierzyć, dokładnie znam koszty zmniejszania emisji tak, aby spełniały one normy wyznaczone przez ustawodawców, i nie są one niskie. A normalny rachunek ekonomiczny sprawia, że przynajmniej część z tych kosztów zostanie przełożona na konsumentów – powiedział „Rzeczpospolitej” Willcox.

A samochody z silnikami Diesla pozostają najchętniej kupowanymi autami osobowymi. Taki napęd nie tylko nadal jest najczęściej wybierany w Europie i Azji, ale też bardzo spodobał się Amerykanom.

Opinia

Jeff Guyton, prezes Mazda Motor Europe

Na rynku jest niesmak z powodu niedokładności pomiarów składu spalin czy zaniżonego spalania. Nie wydaje mi się jednak, żeby z tego powodu miała nagle spadać sprzedaż aut z silnikami Diesla. Może nastąpi odwrócenie się od konkretnych marek, ale nie od diesli. W Mazdzie przeprowadziliśmy wszystkie testy, jesteśmy pewni ich wyników. Nie musieliśmy nic zmieniać. W naszych autach nigdy nie było nielegalnego oprogramowania i spełniają one wszystkie regulacje w krajach, w których je sprzedajemy. Technologia Sky Activ pomaga nam „wydobyć” więcej z silników spalinowych. Dążymy też do tego, by emisja CO2 nie przekraczała 95 g/km. Większość konkurentów zazwyczaj obniża średnią, wprowadzając do sprzedaży auta z napędem elektrycznym bądź hybrydowym. Nie idziemy w tym kierunku. W ofercie mamy auta, które doskonale się prowadzi i jednocześnie są oszczędne.

Jak na razie poza wszelkimi podejrzeniami są Toyota, Mazda, Ford, Volvo, BMW i Honda – ich aut nie chcieli badać nawet najbardziej zagorzali ekolodzy.

Renault i Fiat wprowadziły własne regulacje po testach. Daimler przeprowadził je z własnej woli.

Pozostało 95% artykułu
Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana