Paryski salon samochodowy skromniejszy niż dawniej

Ważni producenci aut rezygnują z uczestnictwa w tegorocznej imprezie. Mniej będzie też dziennikarzy podczas dni prasowych.

Publikacja: 28.09.2016 19:25

Ponad 1,3 mln osób odwiedziło Międzynarodowy Salon Samochodowy w Paryżu w 2014 roku

Ponad 1,3 mln osób odwiedziło Międzynarodowy Salon Samochodowy w Paryżu w 2014 roku

Foto: Bloomberg

– Kiedyś było takie poczucie, że koniecznie trzeba było pokazać się na każdej wystawie na świecie – mówi Andy Palmer, kiedyś prezes Nissan Motor Europe, teraz szef Aston Martin Lagonda. – Liczyło się więc Detroit, potem Genewa, oczywiście także Nowy Jork, Chicago, Pekin albo Szanghaj, Moskwa, Paryż albo Frankfurt, które odbywają się zamiennie, potem jeszcze Los Angeles, a po drodze dodatkowo Delhi. Praktycznie żyliśmy od jednego salonu do drugiego, wykrwawiając miliony dolarów i euro. Dzisiaj lepiej wiemy, jak wydawać pieniądze – dodaje.

Lista wielkich nieobecnych

Nie przyjadą w tym roku do Paryża Volvo, Mazda, Rolls-Royce, Ford, Aston Martin i Lamborghini. I to wcale nie dlatego, że nie mają nic do pokazania. Nie pojawi się również zarząd BMW, który chętnie pokazywał się na premierach, bo wybiera się na konferencję, podczas której chce wypracować strategię produkcji aut elektrycznych, coraz ważniejszych na europejskim rynku.

Prezes Volvo Cars, Hakan Samuelsson, który dwa tygodnie temu w Malmö chwalił się najnowszym modelem V90 luksusowego kombi, nie ukrywał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że ma lepsze pomysły, niż objazd świata z nowymi modelami.

– Nie możemy bez przerwy jeździć z jednej wystawy na drugą, bo jest to kosztowne i czasochłonne. Jesteśmy bardziej potrzebni w firmie niż na salonach. Dlatego wybraliśmy Genewę, bo to ważna wystawa dla segmentu premium, w Azji naprzemiennie odbywające się targi w Szanghaju i Pekinie, a w Ameryce Północnej – Detroit. Po prostu chcemy być tam, gdzie są nasi najważniejsi klienci – mówił prezes Volvo.

Ford nie ukrywa, że nie ma sensu wystawiania się w Paryżu, który jest głównie salonem francuskim, nawet nie europejskim, bo właśnie wprowadza nowy styl marketingu. Zamiast pokazywać modele na stoiskach, oferuje klientom jazdy testowe i właśnie na to przeznacza pieniądze, które dotychczas wydawał na udział w międzynarodowych wystawach. Inna zmiana w marketingu Forda to udział w ważnych konferencjach technologicznych, jak chociażby paryska „Le Web”, które mają podkreślić nowy wizerunek marki.

Ekstrawagancja za grube miliony

Bo udział w międzynarodowych salonach samochodowych nie jest tani. Na razie najwięcej wydał we Frankfurcie w 2011 roku Audi, który postawił sobie namiot zakrywający minitor wyścigowy i zapłacił za to 11 mln euro. Takich ekstrawagancji już nie ma, zwłaszcza w Grupie Volkswagena, która zrezygnowała nawet z wystawnego przyjęcia tradycyjnie wydawanego wieczorem przed oficjalnym otwarciem salonu. Nie mówiąc też o tym, że nikt już nie zaprasza wielkich gwiazd estrady, które za dziesiątki tysięcy euro umilają kolacje. To przeszłość, która raczej nie wróci.

Blogerzy niedrodzy, a skuteczni

A producenci szukają nowych sposobów dojścia do potencjalnych klientów – w internecie, na Instagramie, na blogach. To nie kosztuje milionów, a jest równie skuteczne. Z takiego założenia wyszedł Rolls-Royce, który zaprosił właśnie przede wszystkim blogerów na imprezę w Porto Cervo na Sardynii, gdzie do woli mogli sobie testować auta, oglądać pokazy mody i najeść się i napić do woli. Potem jednak oczekiwał, że na Instagramie i w blogach, także na Facebooku, ukażą się teksty, zdjęcia i wideo. Z kolei Mitsubishi stawia na nową stronę internetową, która umożliwi wirtualną nocną „jazdę testową” najnowszym modelem Mirage G4. Najnowszym modelem japońskiej marki można się „przejechać” oczywiście także na smartfonach.

Paryski salon wypada także w rocznicę afery spalinowej Volkswagena. Minął rok, a tak naprawdę nie wiadomo, kto był winien, ile będzie kosztował niemieckie marki „przekręt stulecia”, jak ostatecznie będą reperowane samochody Grupy VW i czy po tych naprawach nadal będą jeździły tak samo. Nie wiadomo także, czy ostatecznie Komisja Europejska będzie w stanie wymóc na Niemcach, aby europejskich kierowców, których tak bardzo zawiedli, potraktowali choć w części tak hojnie, jak zachowali się wobec Amerykanów.

– Kiedyś było takie poczucie, że koniecznie trzeba było pokazać się na każdej wystawie na świecie – mówi Andy Palmer, kiedyś prezes Nissan Motor Europe, teraz szef Aston Martin Lagonda. – Liczyło się więc Detroit, potem Genewa, oczywiście także Nowy Jork, Chicago, Pekin albo Szanghaj, Moskwa, Paryż albo Frankfurt, które odbywają się zamiennie, potem jeszcze Los Angeles, a po drodze dodatkowo Delhi. Praktycznie żyliśmy od jednego salonu do drugiego, wykrwawiając miliony dolarów i euro. Dzisiaj lepiej wiemy, jak wydawać pieniądze – dodaje.

Pozostało 87% artykułu
Archiwum
Gliwice walczą o motoryzacyjną nowość z silnikiem z Tych
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Archiwum
Zarobki Elona Muska zatwierdzone, ale nie jednogłośnie
Archiwum
Dyrekcja Skody proponuje podwyżkę zarobków
Archiwum
Europejski plan produkcji PSA
Archiwum
Fabryka Opla w Tychach uratowana