Worksol Group przedstawia coraz więcej historii migracyjnych ma podobny przebieg – nieoczywisty, wymagający odwagi i gotowości na zmiany. Przypadek Mylene i Christilyn doskonale to pokazuje.
Dwie Filipinki i Polak spotykają się w restauracji
Styczniowe popołudnie jest mroźne – jeszcze rano padał śnieg, temperatura spadła poniżej zera, a lodowaty wiatr nie ułatwia spaceru. Z Mylene i Christilyn umawiam się tuż pod ich miejscem pracy – w przytulnej, rustykalnej restauracji zlokalizowanej obok zakładu produkcyjnego, w którym pracują od początku grudnia.
Przyznaję przed samym sobą, że nie do końca wiem, czego się spodziewać. Ich historię znałem wcześniej jedynie z relacji innych osób, ale osobiste spotkanie to zupełnie inne doświadczenie. Pracownicy z Filipin w Polsce nie są dziś niczym niezwykłym, jednak rzadko słyszy się o kimś, kto przeszedł taką drogę jak one. Zamiana Japonii – kraju kojarzonego z zaawansowaną technologią i silną kulturą pracy – na Polskę budzi ciekawość. Gdy wchodzimy do środka, zastanawiam się, co usłyszę.
Japonia – piękna, ale wymagająca
Zamiast pytać od razu, dlaczego wybrały Polskę, wracamy do początku: co sprawiło, że zdecydowały się opuścić Filipiny? Odpowiedź jest szczera i prosta. Sytuacja polityczna i gospodarcza w ich kraju nie sprzyja rozwojowi ani stabilności.
– Albo masz pieniądze, albo żyjesz w naprawdę trudnych warunkach – mówi Christilyn. – Dopóki nic się tam nie zmieni, nie myślimy o powrocie.
Pierwszym kierunkiem emigracji była Japonia. Bliskość geograficzna i wieloletnie powiązania sprawiają, że to częsty wybór dla Filipińczyków. Starzejące się społeczeństwo generuje ogromne zapotrzebowanie na opiekunów osób starszych – właśnie w tej branży pracowały Mylene i Christilyn.
Szybko jednak okazało się, że była to praca wyjątkowo obciążająca.
– W Japonii umysł nigdy nie odpoczywał. Presja była ogromna, zadań bardzo dużo – wspomina Mylene. – Tutaj jest odwrotnie: ciało się męczy, ale głowa jest spokojna.
Ich podopieczni często cierpieli na demencję, a zakres obowiązków wykraczał daleko poza samą opiekę. Sprzątanie, gotowanie, pranie – wszystko spoczywało na nich. Do tego dochodził język i bardzo restrykcyjne przepisy wizowe.
– Żeby pracować jako opiekunka, musiałyśmy zdać trudny egzamin – tłumaczy Mylene. – Język, terminologia medyczna, procedury. A jeśli chciałabyś zmienić branżę, musisz starać się o nowe pozwolenie. To bardzo ograniczające.
Niepowodzenie oznaczało natychmiastową deportację. Z czasem presja fizyczna, psychiczna i biurokratyczna sprawiły, że zaczęły myśleć o wyjeździe – nie tylko do innej pracy, ale do innego kraju.
Od TikToka do decyzji o Polsce
Polska pojawiła się początkowo jako jedna z wielu opcji.
– Jesteśmy chrześcijankami. W Tokio brakowało nam atmosfery świąt – mówią. – Na TikToku coraz częściej widziałyśmy Polskę: śnieg, choinki, światła, piękne miasta. A potem zaczęły się pojawiać filmiki Miss Kim.
Kim Fernandez, rekruterka pracująca dla Worksol, odegrała kluczową rolę w ich decyzji.
– Sprawdzałyśmy wiele agencji w różnych krajach, ale Worksol miało najlepsze opinie – mówi Mylene. – Inne firmy często budziły nieufność.
Christilyn dodaje, że wsparcie było kompleksowe i bardzo ludzkie. Proces wizowy nie był łatwy – pierwsza decyzja była odmowna. Dzięki zaangażowaniu agencji udało się jednak skutecznie odwołać.
Po przyjeździe do Polski rozpoczęły pracę w zakładzie produkcyjnym w okolicach Kępna. Na początku, jak wiele osób przyjeżdżających do kraju zaczęły jako pracownicy tymczasowi.
– Praca jest fizycznie wymagająca, ale bez porównania mniej stresująca – mówią zgodnie. – To ogromna różnica.
Codzienność w nowym kraju
Pytam o pierwsze zaskoczenia.
– Język – bez wahania odpowiadają. – Ale Polacy są bardzo pomocni i otwarci. Zawsze można porozumieć się po angielsku.
Z uśmiechem wspominają też pierwsze spotkania z polską kuchnią i różnorodnością ludzi. Czują się tu bezpiecznie, a dodatkowym wsparciem jest silna społeczność filipińska.
Polska na dłużej
Mylene i Christilyn nie traktują Polski jako krótkiego przystanku. Chcą zostać na dłużej, o ile będą miały stabilną pracę i możliwości rozwoju. Doceniają też elastyczność rynku pracy i to, że w razie potrzeby mogą zmienić zatrudnienie bez ryzyka utraty pobytu.
Ich historia pokazuje, że migracja zarobkowa to coś więcej niż praca. To potrzeba bezpieczeństwa, wsparcia i poczucia, że w nowym kraju nie jest się samemu. Dla nich Polska stała się właśnie takim miejscem – realnym, niedoskonałym, ale dającym spokój i perspektywy.
Rozmowę przeprowadził Michał Woyczyński
Materiał Promocyjny