Spotkania Realu z Manchesterem City można już nazwać tradycją Ligi Mistrzów. Od sezonu 2019/2020 praktycznie co roku oba wielkie zespoły trafiają na siebie w drodze po najważniejsze trofeum w klubowej piłce i zawsze gwarantują kibicom wielkie emocje.
Czytaj więcej
Barcelona rzutem na taśmę zremisowała na wyjeździe z Newcastle 1:1. W ostatniej akcji meczu rzut karny wykorzystał Lamine Yamal. Robert Lewandowski...
Na podstawie zwycięstw z poprzednich lat trudno było wskazać faworyta dwumeczu, ale jeśli wziąć pod uwagę tylko bieżące rozgrywki, to trzeba byłoby postawić na awans angielskiej drużyny.
Real Madryt blisko awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów
Real w ostatnich miesiącach gra w kratkę, na zmianę przegrywa i cieszy się ze zwycięstw, a Alvaro Arbeloa, który zastąpił na ławce trenerskiej Xabiego Alonso, co chwila musi gasić pożary. Dla odmiany piłkarze Pepa Guardioli przed meczem na Santiago Bernabeu zanotowali serię jedenastu spotkań bez porażki we wszystkich rozgrywkach.
Powodów do zmartwień dla kibiców z Madrytu było więcej, bo Real przystępował do meczu bardzo osłabiony. Z różnych względów w środowy wieczór nie mogli zagrać: David Alaba, Dani Ceballos, Eder Militao, Alvaro Carreras, Rodrygo, Jude Bellingham i Kylian Mbappe. Dwaj ostatni stracili zaufanie do klubowych lekarzy i zaczęli się leczyć na własną rękę, tylko pogłębiając zamieszanie panujące w klubie.
Na szczęście dla kibiców Realu zdrowy i chętny do gry był Federico Valverde. Urugwajczyk, który nosił w środę opaskę kapitana, rozegrał mecz, który przejdzie do historii, i praktycznie w pojedynkę pogrążył Manchester City.
Na początku nic nie zapowiadało katastrofy gości, którzy kilka razy zagrozili nawet bramce Realu, ale potem gospodarze wyprowadzili trzy potężne ciosy. Najpierw spod własnej bramki na prawe skrzydło podał Thibaut Courtois. Valverde z łatwością wyprzedził Nico O’Reilly’ego, a potem także wybiegającego z bramki Gianluigiego Donnarummę i dał Realowi prowadzenie.
Kilka minut później został bohaterem po raz drugi, kiedy biegnąc środkiem, przejął podanie Viniciusa, minął obrońców i strzelił lewą nogą po ziemi w długi róg. Dzieła zniszczenia dopełnił tuż przed przerwą, kiedy ograł Marca Guehiego i z powietrza strzelił obok interweniującego Donnarummy.
Real mógł upokorzyć rywali jeszcze bardziej, ale Vinicius strzelił z rzutu karnego bardzo lekko i włoski bramkarz bez trudu odbił piłkę. Zwycięstwo trzema bramkami i tak stawia jednak hiszpańską drużynę w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem, choć oczywiście w Lidze Mistrzów niczego nie można być pewnym.
Liga Mistrzów. Bodo/Glimt sprawiło kolejną niespodziankę
Blisko awansu do ćwierćfinału są też broniący tytułu zawodnicy PSG, którzy na własnym stadionie pokonali Chelsea 5:2 (dwie bramki zdobył w końcówce Chwicza Kwaracchelia).
Nie zatrzymuje się Bodo/Glimt. Norweski zespół, który jeszcze kilka lat temu przegrywał z Legią w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, teraz po kolei rozprawia się z faworytami. W rundzie play-off ograł Inter Mediolan, a w środę rozbił 3:0 Sporting Lizbona.
O krok od sprawienia niespodzianki byli piłkarze Bayeru Leverkusen, którzy długo prowadzili z Arsenalem 1:0, a zwycięstwo dali sobie wydrzeć na minutę przed końcem meczu. Londyńczycy dzięki trafieniu Kaia Havertza z karnego dalej są niepokonani w tym sezonie Ligi Mistrzów.