fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

Przed Renault stało duże wyzwanie. Ich elektryczny samochód, ZOE, jest jednym z popularniejszych w Europie. Tym samym nowa generacja musiała być zdecydowanie lepsza, aby utrzymać wypracowaną pozycję, zwłaszcza konkurencja robi się coraz większa. Czy się udało?

Rok po wprowadzeniu tego modelu na rynek, w 2013 francuskiej marce udało się sprzedać 8863 sztuk małego elektryka. Dwanaście miesięcy później było to już 11 217 szt. Później było już tylko lepiej. W 2015 liczba sprzedanych egzemplarzy wzrosła do 18 736, a w ubiegłym roku chętnych znalazło się ponaddwukrotnie więcej – z salonów wyjechało 39 469 szt. ZOE.

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

Czas płynie szybko

O marce Renault można mówić dużo. Miała swoje wzloty i upadki. Jednak gdy weźmie się do roboty i chce stworzyć coś niezwykłego, to właśnie to robi. Najlepszym przykładem są sportowe odmiany samochodów – Clio R.S., Megane R.S. Trophy czy Alpine A110, marki która po latach niebytu wróciła na rynek, podbijając serca miłośników tego rodzaju aut.

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

A jak wyszło z nowym ZOE? Z zewnątrz auto się specjalnie nie zmieniło, zachowując swoje obłe kształty, które od początku zresztą budziły sympatię. Zachowało również dotychczasowe wymiary (dł. 4084 mm, szer.1730 mm, wys.1562 mm, rozstaw osi 2588 mm). Ale zmodernizowano front, dodając reflektory w technologii FullLED (i takież same światła przeciwmgłowe), które będą teraz standardem w każdej opcji wyposażenia. Zmodyfikowano to również pas przedni, dodając ciekawie wyglądające wstawki. Zmiany zaszły również z tyłu. Tutaj jednak ograniczono się do przeprojektowania świateł, które podobnie jak te z przodu, są wykonane w technologii FullLED, a dodatkowo kierunkowskazy są teraz dynamiczne. Poza tym nie zabrakło nowych wzorów alufelg (od 16 do 18 cali) oraz trzech nowych kolorów nadwozia. Wyszło nieźle – tego samochodu nie da się nie zauważyć. Wyróżnia się i – jakkolwiek to zabrzmi – w swojej nowoczesności jest uroczy.

CZYTAJ TAKŻE: Volvo XC40 Electric: Pierwsze w pełni elektryczne Volvo

Natomiast we wnętrzu mamy do czynienia nie z ewolucją, a rewolucją. Całkowicie przeprojektowano deskę rozdzielczą. Upodobniono ją do tej z nowego Clio. Jest też pionowy ciekłokrystaliczny wyświetlacz multimediów (może mieć 7- lub 9-cali w zależności od poziomu wyposażenia). Ciekawą opcją jest wstawka w desce rozdzielczej, która została wykonana z materiałów pochodzących z recyklingu (na taki sam pomysł wpadło wcześniej BMW w swoim i3). To samo dotyczy środkowej części foteli. Dzięki temu ZOE jest jeszcze bardziej eko. Nowa tablica zegarów to teraz wyświetlacz o przekątnej 10-cali. Ma on co prawda stosunkowo niewielkie możliwości personalizacji, ale to nie szkodzi, ponieważ i tak każdy znajdzie dobre ustawienie dla siebie. Za ten element trzeba pochwalić Renault.

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

Nie ustrzeżono się jednak pewnych błędów. Przede wszystkim brak jest podłokietnika, który po prostu by się przydał. Poza tym osadzenie fotela jest dość wysokie, przez co cały czas ma się wrażenie, jakby siedziało się na stołku. Należy też wspomnieć o bagażniku. Ma on 338 litrów objętości, a pod podłogą są praktyczne schowki, gdzie mieści się kabel do ładowarki. Jak na tą klasę samochodu jest to naprawdę dobry wynik. Jednak w tym wszystkim zapomniano o zasłonięciu lakierowanej belki na jego krawędzi. Trzeba na nią uważać, ponieważ w dość łatwy sposób można porysować ten element.

Nowe serce z nową ładowarką

Wraz z modernizacją ZOE otrzymało nowy układ napędowy. Zastosowanie nowego serca o mocy 100 kW (136 KM) i maksymalnym momencie obrotowym 245 Nm, sprawiło, że poprawiły się osiągi. Choć przyspieszanie do 100 km/h nie jest imponujące (9,5 s.), to o 2 sekundy, do 7,1 s, poprawiła się dynamika w przedziale 80-120 km/h. Tym samym ZOE daje większe możliwości podczas wyprzedzania. Prędkość maksymalna to 140 km/h. Jeśli dla kogoś to za dużo, można będzie także zamówić ZOE ze słabszym, 110-konny silnikiem z poprzedniej wersji.

CZYTAJ TAKŻE: BMW i3 kończy karierę. Model nie będzie miał następcy

To nie jedyne zmiany. Modernizacji uległa również bateria. Posiada ona więcej cel, a tym samym ma większą pojemność, która wynosi 52 kWh. Co ważne, sam zestaw nie zmienił swoich gabarytów, więc nie było konieczności dokonywania znaczących zmian konstrukcyjnych. Jest jedno ale – nie będzie możliwości zmiany baterii w starszych ZOE, jak to było możliwe po wprowadzeniu akumulatora 40 kWh. W tym przypadku zaszło zbyt wiele modyfikacji, choćby montażowych i nie jest możliwa aplikacja tego zestawu do pierwszej generacji modelu. Bateria ma pozwolić na przejechanie ok. 390 km.

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

Zmienił się też sposób napełniania baterii. Po raz pierwszy ZOE będzie można ładować za pośrednictwem szybkiej ładowarki (złącze CCS). Niestety maksymalna moc w tym przypadku wynosi do 50 kW, co nie jest wybitnym rezultatem (Corsa-e można potraktować prądem o mocą do 100 kW). Ale to i tak ogromna zmiana, pozwalająca w około 30 minut podładować auto do takiego stanu, aby przejechać mniej więcej 150 km. Poza tym samochód oczywiście można podłączyć do Wallboxa, wtedy czas ładowania wynosi około 7–8 godzin albo publicznych, wolnych stacji (11 kW – w około 2h podładuje się wystarczająco do przejechania 120 km, a na ładowarce 22 kW ten zasięg zostanie osiągnięty po godzinie).

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

Wprowadzone modernizacje znacząco poprawiły atrakcyjność ZOE, zwłaszcza że konkurencja robi się coraz mocniejsza. Istotną kwestią w przypadku tego modelu jest też fakt, że marce udało się prawie zachować masę samochodu. Wzrosła ona jedynie o 2 kg (masa własna ok. 1502 kg).

Po górskich drogach

Renault ZOE to dobrze wykonany i fajnie jeżdżący samochód elektryczny. Dzięki nisko umieszczonemu środkowi ciężkości (wszystko za sprawą umieszczenia baterii w podłodze auta) jest stabilny i pozwala na dużo zabawy podczas jazdy po zakrętach. Niestety, w tym zestawie niedomaga układ kierowniczy, który jest tak silnie wspomagany, że praktycznie nie czuć co dzieje się z kołami. Podobnie jest z układem hamulcowym, który mógłby być nieco mocniejszy.

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

ZOE zachęca wręcz do szybszej jazdy. Przyspieszenie samochodu elektrycznego zawsze daje dużo frajdy. Co więcej, przy aktywnym korzystaniu z trybu rekuperacji – pozycja przekładni B – jazda, zwłaszcza po górskich drogach Sardynii, gdzie zorganizowano prezentację, jest co najmniej emocjonująca. Mówiąc o nowym trybie w ZOE, to dokładnie takie rozwiązanie, jak w poprzedniej generacji Nissana LEAF. To oczywiście krok do przodu w porównaniu do poprzednika, ale patrząc na obecne, nowe modele aut można byłoby wprowadzić dodatkowy tryb rekuperacji i sterowanie jego siłą za pośrednictwem łopatek przy kierownicy. Nowością w ZOE jest funkcja Autohold. Chyba po raz pierwszy w historii pojawił się on w samochodach tej marki. W końcu można przy uruchomionym napędzie spuścić nogę z hamulca nie zaciągając samodzielnie ręcznego.

CZYTAJ TAKŻE: Renault City K-ZE: Elektryczny SUV dla Chin za 8000 euro

Pierwsze jazdy na trasie prawie 250 km były dobrym testem auta i jego wyciszenia, które podobno zostało poprawione. Mogłem też sprawdzić zużycie paliwa, a raczej w tym przypadku energii. I co? W aucie jest ciszej. Do 110 km/h praktycznie nie słychać hałasu wywoływanego przez opory powietrza czy toczenia. W drugiej kwestii – ZOE jest naprawdę oszczędne! Podczas spokojnej jazdy można osiągnąć bez większych problemów 13 kWh/100 km. Dynamiczna jazda z kolei to średnio 17–18 kWh/100 km. Najlepszy wynik, jaki udało mi się uzyskać przy normalnej eksploatacji samochodu wynosił 12,7 kWh/100 km. To naprawdę przyzwoite wartości, co więcej porównywalne ze znacznie jednak słabszym poprzednikiem.

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

Z dużym potencjałem

Renault odrobiło pracę domową i stworzyło naprawdę dobry samochód. Jest cichy, dynamiczny, ma dobre parametry jezdne i zasięgowe, a co ważne, ma się pojawić także odmiana kosztująca około 125 tys. zł. Tym samym ten model będzie podlegał dotacjom od państwa, o ile w końcu zostaną wprowadzone. Cennik nowego ZOE ma zostać ogłoszony w połowie października. Oczywiście jak przystało na Renault, klienci będą mieli do wyboru możliwość zakupienia lub wynajmowania baterii. Jest to już stały punkt oferty w przypadku aut tego producenta. I wiecie co? Choć nie jestem elektrofanem, to z chęcią pojeździłbym tym samochodem dłużej.

fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis
fot. moto.rp.pl/Maciej Gis

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Wszystko o nowym Mercedesie klasy S

Mercedes zaprezentował zupełnie nową, jedenastą generację S-klasy. Wszystko o nowej luksusowej limuzynie z dużym ...

Polskie e-auto to Izera

Spółka ElectroMobility Poland zaprezentowała dziś prototyp polskiego samochodu elektrycznego Izera. Na konferencji pokazane zostało ...

Volkswagen Atlas z nagrodą dla najlepszego dużego SUV-a w USA

Volkswagen Atlas już po raz drugi otrzymał tytuł Best Large Utility w konkursie Drivers ...

Drożeją używane samochody. Pandemia winduje popyt

Takiego wyniku na rynku wtórnym już dawno nie było. W ubiegłym miesiącu sprowadzono do ...

Opel GT X Experimental: Nowa twarz Opla

Opel GT X Experimental to auto koncepcyjne, które ma prezentować nowy język stylistyczny Opla. ...

Znaleźć odpowiedni rozmiar. Nowy trend w elektromobilności

Elektromobilność dopiero zaczyna się rozwijać. Obecny trend w samochodach elektrycznych to walka producentów o ...