Gość zaznaczył, że 10 proc. polskiego PKB jest wytwarzane przez przemysł motoryzacyjny.

– Jest to 135 mld zł rocznie, 175 tys. miejsc pracy. W ostatnich latach liczba miejsc pracy wzrosła o 56 tys. Są to miejsca pracy o wysokiej wartości, bo stworzenie jednego miejsca pracy kosztuje ok. 1 mln zł – tłumaczył Bławat.

– Jeżeli chodzi o wartość produkcji w ubiegłym roku, producenci gotowych aut odpowiadają za 40 proc. a producenci komponentów 60 proc. produkcji. Rynek komponentów w Polsce się bardzo rozwinął – dodał.

Przyznał ,że jesteśmy znaczącym graczem w Europie na rynku komponentów.

– W produkcji samochodów tradycyjni gracze jak Niemcy, Włochy, Francja i Wielka Brytania są dużymi graczami. My dostarczamy im komponentów, które w dużej części powstają od zera w Polsce – mówił Bławat.

– 50 proc. naszej produkcji została wytworzona przez podmioty działające w Polsce. Na Słowacji montuje się dużo gotowych samochodów, ale z komponentów zewnętrznych. Tam wartość dodana to jest tylko 33 proc. – dodał.

Gość podkreślił, że wchodzimy jako producenci krajowi w coraz bardziej zaawansowane technologicznie elementy.

– Przez wiele lat było tak, że dostawaliśmy zamówienia na komponenty wg określonych technologii. W ostatnim czasie widać coraz większy wkład własnej myśli technicznej – ocenił.

– Polska wchodząc w obszar badań i rozwoju zaczyna powoli zachowywać coraz większą premię marżową we własnym łańcuchu przepływów finansowych – dodał.

Bławat przyznał, że ryzyko, iż producenci, którzy kooperują z naszymi wytwórcami przeniosą się gdzieś indziej istnieje.
– Przewaga konkurencyjna Polski polegająca wcześniej tylko na niskich płacach powoli maleje. Natomiast rośnie przewaga inżynierska – tłumaczył.

– W Czechach co piąty doktorat wdrożeniowy powstaje w przemyśle motoryzacyjnym. U nas nie ma jeszcze takiej skali. Trzeba postawić na powiązanie politechnik z przemysłem motoryzacyjnym – dodał.

Wyjaśnił, że w Niemczech przemysł motoryzacyjny pracuje bardzo mocno klastrowo.

– Producenci komponentów, poszczególne marki tworzą wokół siebie silną grupę. Tego też nam brakuje – zaznaczył Bławat.
– Poza tym państwo powinno wprowadzić świadome polityki. Jest to kwestia ewentualnych zachęt. U nas mogłaby być to budowa samochodu elektrycznego – dodał.

POLSKI SAMOCHÓD ELEKTRYCZNY DLA KOWALSKIEGO

Bławat wyjaśnił, że europejskie marki nie są zainteresowane w najbliższej dekadzie, żeby przejść z segmentu samochodów premium w bardziej popularny, gdzie technologie elektryczne byłyby na tyle kosztowo dostępne, żeby ten rynek zbudować.

– Tu jest miejsce dla nas – ocenił.

– Typowo elektryczny samochód miejski i zamiejski, który moglibyśmy ładować w dowolnym miejscu kraju, który byłby ekonomiczny to idealny samochód dla Kowalskiego. Mógłby być to średniej klasy samochód, nie za drogi, napędzany elektrycznie – tłumaczył.

Zaznaczył, że w tym segmencie brakuje dużego impulsu ze strony potencjalnych konkurentów.

Przyznał, że w Polsce moglibyśmy budować układy napędowe.

– Sterowanie i elektronikę już jako komponenty budujemy. Serce samochodu jest możliwe jako polski produkt – ocenił.

– Kluczowe byłyby kwestie akumulatorów. Najważniejszy wynalazek to kwestia ogniw. Jeżeli zbudowalibyśmy przełomową technologię to mielibyśmy ostatni, najdroższy komponent – dodał.

Zaznaczył, że potrzebna jest ręka państwa do pobudzenia tego procesu.

– Musimy też pokonać pewne bariery technologiczne jeśli nie chcemy importować ogniw. Trzeba dużo zainwestować i to jeszcze teraz – mówił Bławat.

– Jesteśmy na tyle daleko, że moglibyśmy zdążyć z własnym produktem zanim zachodnie marki przestawią się na segment średni – dodał.