Strzałem w dziesiątkę było zdjęcie Audi A7, zrobione na rok przed prezentacją bez żadnego maskowania – mówi Stefan Baldauf, łowca prototypów.

Fotografujesz prototypy samochodów? Czy to jest jest zawód? Twoja stała praca?

Tak, ale na pewno nie jest to typowa praca. Każdego dnia jestem gdzie indziej, nie jadę do tego samego biura, nie mam do czynienia z tymi samymi ludźmi. U mnie często wszystko odbywa się bardzo spontanicznie.

Stefan Bauldaf.

Jak długo już się tym zajmujesz?

Kiedy byłem młody, mieszkaliśmy niedaleko toru wyścigowego Nurburgring, gdzie testuje się prototypy. Więc po szkole, zamiast na boisko czy do dom,u chodziłem pod ogrodzenie toru i robiłem zdjęcia. Na początku po prostu liczyłem na farta, że akurat dzisiaj, tu i teraz będą miały miejsce testy jakiś prototypów. Z czasem pojawiło się więcej kontaktów, wiedzy i świadomości, kiedy, kto i czym będzie jeździł.

Kiedy wpadłeś na to, że to może być Twoja praca?

Na początku pomógł mi ojciec, który zdobył kontakty do różnych redakcji. Długo nie musiałem czekać, żeby zaczęły sie zgłaszać chcąc kupić moje zdjęcie. Zarobiłem tyle, że zwrócił się zakup apartu. Pomyślałem, że tak można zarabiać całkiem niezłe pieniądze. Na początku jednak było to hobby. Z czasem redakcje zaczęły same się do mnie zwracać, czy mógłbym dostarczyć zdjęcie konkretnego prototypu i tak, z czasem, stało się to codzienną pracą. Poza tym uświadomiłem sobie, że nie chcę siedzieć każdego dnia w biurze, a ta różnorodność miejsc i sytuacji dobrze mi robi.

Skąd wiesz, gdzie w danym dniu musisz być? Gdzie pojawi się taki, a nie inny prototyp…

Teraz procentuje moje doświadczenie zdobywane przez jeżdżenie, przyglądanie się, szukanie i czekanie przy torach testowych czy przy biurach rozwoju. Trwało to trochę, zanim rozpracowałem kto, gdzie i kiedy testuje, którą bramą wyjeżdżają zamaskowane auta, jaką jeźdżą trasą.

Dzisiaj lepiej być w Stuttgarcie i czekać na Porsche, czy w Monachium czaić się na BMW?

Tu znów powiem, że kluczowe jest doświadczenie, ale bardzo pomocny jest też internet. Każdy ma aparat i widząc prototyp robi mu zdjęcie, chwilę później wrzuca je do sieci. Śledzę więc różnego rodzaju grupy, fora czy hasztagi.

To praca nieomal non stop w drodze, często jestem sam w dzikich miejscach i przy ekstremalnych temperaturach – od minus 35 do plus 45

Ile najdłużej czekałeś w jednym miejscu na zrobienie zdjęcia?

Czasami trwa to nawet tydzień, oczywiście wliczając w to powroty noc do hotelu. Dobrym przykładem było Lamborghini Huracan. Przez tydzień jeździłem dziennie około 800 km. Objeżdżałem rejon, po którym powinien przemieszczać się prototyp. No i w końcu udało. W tym zawodzie cierpliwość popłaca. Jest bardzo mało samochodów, których nie udaje się sfotografować w fazie testów, zanim pojawią się na oficjalnych zdjęciach. Ale to się zdarza, w moim przypadku było to np. Bugatti Chiron. Mimo wielu prób nie zrobiłem mu zdjęcia przed oficjalną prezentacją.

Ile kilometrów robisz w roku?

Trafiają się lata, w których przejeżdżam ponad 100 tysięcy kilometrów. Standard to 80 tysięcy km rocznie. Dużą cześć zimą. Odległości, które trzeba pokonać pomiędzy kolejnymi miejscami w Skandynawii są dużo większe, niż gdzie indziej. W ciągu dnia bez problemu przejeżdżasz 300, a czasami nawet i 500 km.

Jeśli jesteś we właściwym miejscu o właściwej porze, to masz szóstkę w totka

Jak daleko możesz się posunąć, żeby zrobić zdjęcie prototypu?

Przede wszystkim trzeba przestrzegać przepisów, które obowiązują w danym kraju. Niezbędna jest wiedza, co ci wolno, a co nie, żeby wykorzystać każdą możliwość. Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz dochodzić do limitów. Swoich i prawnych. Jednak absolutnie nie można ich przekraczać. Nie wolno dotykać prototypów, otwierać drzwi czy ich odsłaniać. Są kraje, gdzie stojąc w miejscu publicznym nie można robić zdjęć czegoś, co znajduje się na prywatnym terenie, posesji lub torze testowym. Dobrym przykładem jest Maranello, gdzie nie wolno fotografować przez płot terenu fabryki czy toru. Oczywiście są tacy, co robią tam zdjęcia, ale lepiej być bardzo ostrożnym. Dużo łatwiej jest w Skandynawii. Tam można praktycznie swobodnie się poruszać. Do momentu, kiedy nie trafisz na szlaban na drodze możesz wejść niemal wszędzie. Wszystkie zamarznięte jeziora, na których odbywają się testy, to teren publiczny.

Wypatrzysz prototyp, robisz mu zdjęcie i jesteś zauważony przez kierowcę testowego czy inżyniera. Jak reagują?

Różnie. Jedni zwalniają, inni wciskają pedał gazu w podłogę i robią wszystko, żebym nie zrobił zdjęcia. Kiedy wypatrzą cię z daleka, zawracają lub zmieniają trasę. Niektórzy nas lubią, inni nienawidzą. Taka zabawa w kotka i myszkę.

Twoje najcenniejsze zdjęcie?

Jest kilka, które były strzałem w dziesiątkę. Audi A7, którego udało mi się sfotografować na rok przed prezentacją bez żadnego maskowania to właśnie coś takiego. Zrobiłem je w miejscu, o którym nawet dzisiaj moja konkurencja, czyli inni fotografowie nie mają pojęcia Po tej fotografii odezwało się do mnie Audi, które podejrzewało, że ktoś wpuścił mnie na teren zakładu, ale te zdjęcia zrobione były z zewnątrz. Dopiero po kilku miesiącach odkryli, gdzie robiłem te zdjęcia. Dobrym strzałem były też fotografie Phantoma Cabrio pierwszej generacji. Rolls Royce ogłosił wtedy, że rezygnuje z kabrioletu, ale podczas mojej wizyty w Monachium wyjechał niespodziewanie zamaskowany model z otwieranym dachem.

Czy zdarza się, że zadzwoni do Ciebie ktoś z firmy motoryzacyjnej żebyś nie publikował tej czy innej fotografii prototypu i chce Ci zapłacić nieco więcej niż oferują wydawnictwa?

Zdarza się, ale nie chcę podawać marek czy zbytnio rozwijać tego wątku (śmiech), chyba sam rozumiesz…

A w drugą stronę, dostajesz czasem informacje, że w konkretnym miejscu pojawi się jakiś prototyp?

Jasne, że trafiają się również i takie ustawki (śmiech)… Jednak to raczej rzadkość.

Czy zrobiłeś kiedyś zdjęcie prototypu, który był tak zamaskowany, że nie miałeś pojęcie co to za marka i model?

Jasne, że tak. Jeśli nie wiesz, jaki model uwieczniłeś na zdjęciu, to zaczynasz od numeru rejestracyjnego. Później przyglądasz się, w jaki sposób auto jest zamaskowane. Każdy z producentów robi to inaczej, w swój specyficzny sposób. Ciężej jest przy azjatyckich czy amerykańskich markach.

 

 

Która z marek najlepiej skrywa swoje tajemnice?

Zdecydowanie Volkswagen. Przykładają się najbardziej, żeby jak najmniejsza liczba osób zobaczyła ich zamaskowane prototypy. Jeżdżą w nocy, wybierają bardzo odległe i trudno dostępne lokalizacje. Do końca prac nad samochodem maskowanie zmienia się najwyżej raz. Inni, jak BMW czy Mercedes przez okres dwóch lat kilkakrotnie zmieniają poziom maskowania. Poza tym inne marki dużo częściej poruszają się po drogach publicznych niż Volkswagen.

Mimo to udało ci się jakoś sfotografować ósmą generację Golfa praktycznie bez maskowania?

Tak, ale Volkswagen robi to bardzo sprytnie. Mają kilkanaście miejsc w Europie, w których testują po raptem kilkanaście dni w roku. Nigdy nie wiesz, gdzie są czy będą. Trzeba od czasu do czasu się w tych miejscach pojawić, jednak bez żadnej pewności, że cokolwiek się uda. Jeśli jesteś we właściwym miejscu o właściwej porze, to masz szóstkę w totka. Zdjęcia Golfa, o których wspomniałeś, powstały na polnej drodze. Kolumna jechała tak, żeby jej nikt nie zauważył.

Ciemne strony tego zawodu?

Jesteś bardzo dużo w drodze, często sam w dzikich miejscach i przy ekstremalnych temperaturach. Od minus 35 do plus 45.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Ile kosztuje parkowanie na polskich lotniskach

Portal turystyczny Kayak.pl przeprowadził analizę kosztu postoju na parkingach lotniskowych w Polsce. Najdrożej jest ...

Opel gotowy na zmiany

Nie obyło się bez modyfikacji i zmian – Opel przedstawił właśnie nową gamę silników ...

BMW X3 M, BMW X4 M: SUV-y z Mocą

BMW X3 i X4 doczekały się prawdziwych wersji M. SUV-y będą miały moc nawet ...

Ekologia uderzy w cenniki nowych aut. Idą duże podwyżki

Za niespełnienie nowych limitów emisji CO2 obowiązujących od 2020 r. producenci samochodów będą płacić ...

Antigua i Barbuda: Osły na drogach

Poruszanie się samochodem po Karaibach to najlepszy sposób, żeby w pełni poznać ten jeden ...

3 miliony aut z poznańskich zakładów Volkswagena

22 lutego z linii produkcyjnej Volkswagena w Poznaniu zjechał 3 milionowy samochód w historii ...